na fb w takiej dyskusji dałam całą masę argumentów - zostałam określona "mało przychylnie" :P
Zacznijmy od tego, że weganie/wegetarianie mają niby hopla na temat zdrowego odżywiania i na każdym kroku trąbią że wysokoprzetworzone produkty są niezdrowe.
Żeby stworzyć wegańską karmę dla mięsożercy należy piekielnie przerobić wszystkie produkty. Nie da się domowym sposobem tego zrobić, bo zabijemy zwierzaka ilością węglowodanów + znacznej części składników po prostu nie przyswoi. Dlatego ja to porównuję do żywienia się w sklepie z suplementami. Niby wszystkie składniki możemy dostarczyć, nawet znaczna część będzie pochodzenia naturalnego. Ale ile człowiek wytrzyma na szejku białkowym z rozpuszczoną multiwitaminą?
Szczególnie że taki np kot jest totalnym mięsożercą. To nie chodzi o to co lubi robić po popołudniowej sjeście - chodzi o biochemie i fizjologie jego organizmu. Niektóre procesy zachodzą u niego zupełnie inaczej niż u człowieka i fizycznie nie jest w stanie wykorzystać niektórych składników (tak jak krowa na diecie z trawy będzie się czuła znakomicie, tak człowiek nie da rady bo nas natura nie przystosowała do tego). I tu jest problem - bo np takie tłuszcze. Człowiek skorzysta a u psa czy kota przeleci. Dlatego co? jeżeli chcemy je dostarczyć w wersji wege to idziemy do labu i budujemy (chociaż wątpię żeby ktoś się takimi szczegółami przejmował). Czy to jest zgodne z postulatami wege o zdrowiu?
Poza tym rozpacz - marnujemy środowisko naturalne hodowlą. Ok, ale pytanie: czy rozdmuchanie przemysłu będzie miało lepszy wpływ na środowisko? Przecież mówimy tu o poważnej chemii i przetwórstwie: czyli masa odpadów, zanieczyszczeń i energii - to nie to samo co wysuszenie mięsa. Układ drapieżniki-roślinożercy istniał zawsze i taka równowaga jest konieczna w przyrodzie. Drapieżniki mają naturalne prawo do zjadania ofiar. Kwestią jest tylko kontrola nad ich populacja. Dlatego zawsze byłam przeciwna bezmyślnemu rozmnażaniu. Ale skoro już jest na świecie to albo usypiamy i ratujemy roślinożerców, albo pozwalamy godnie żyć "kosztem" ofiar.
Argument, że kiedyś nikt nie wymyślał z karmami więc zwierzaki przystosowały się. Po pierwsze: wtedy psy i koty biegały wolno. Mogły sobie coś upolować kiedy chciały. Zdecydowanie nikt nie przygotowywał im posiłków - dostawały odpady. I teraz: jeżeli zostały nam ziemniaki, zboże czy inna roślinność to kto to dostawał? chyba nie kot czy pies (polecam wycieczki na wieś :P ). Psy i koty dostawały przede wszystkim odpady mięsne (np podczas uboju, chociaż cos tam roślinnego oczywiście też im spadało ale to margines ich jadłospisu). Pomysł na gotowe karmy jest świeży. Samo łańcuchowanie czy trzymanie zwierzaków pod absolutną kontrolą jest może starsze ale na przestrzeni dziejów, również młode. Kiedy te zwierzaki miały na drodze ewolucji przestawić?
Mnie osobiście mocno irytuje: a bo w karmach i tak jest tylko niewielki % produktów zwierzęcych. No wypraszam sobie! Ten argument mi ciśnienie podniósł na maxa. Bo to, że ktoś karmi swojego zwierzaka najtańszym syfem, to wcale nie znaczy że tak jest właściwie. To tak jakby mianem weganina określić osobę jedzącą frytki, czipsy i gorące kubki. W sumie jest bez produktów pochodzenia zwierzęcego ale czy prawdziwie wegańskie?
(dla mnie weganinem nie jest osoba, która patrzy tylko na swój talerz (bo czy się truje to już jej osobista sprawa), nie patrząc do jak wielkiej dewastacji środowiska doprowadziła swoim wygodnictwem) . Moje zwierzęta jedzą najlepiej jak tylko mogę im to zapewnić. Może nie całe mięso które dostają pochodzi z nieskalanych cywilizacją zielonych łąk, ale staram się wybierać jak najlepiej z dostępnych mi produktów. Tak samo żywię siebie.
Co do zdrowia:
Większość forumowiczów kiedyś stosowało gotowe jedzenie. I też robione to było z miłością. Zdecydowana większość uważała że zwierzaki były zdrowe, zadbane i świetnie funkcjonowała na tym pokarmie. I do dopiero przy przejściu na zdrowe jedzenie orientowali się jak naprawdę może być super. Część historii można przeczytać
tutaj
U mnie było tak samo - w życiu bym nie przypuszczała, że można z moich zwierzaków tak dużo wykrzesać.
A przecież nie mówimy tu o różnicy Puffy-BARF (bo tu jest przepaść), tylko o wysokojakościowym jedzeniu vs BARF.
Tak samo w przypadku ludzi: Przecież ile osób żywi się tak, że włos się na głowie jeży. I co? i żyją. Mają się dobrze, mogą nawet sporty uprawiać. Dopóki nie zaczną jeść prawidłowo, nawet nie wiedzą ile ich omija i że może być lepiej. Oczywiście są też jednostki, które przez 80lat życia będą paliły po paczce fajek i dożyją słusznego wieku w dobrym zdrowiu. Ale nie zauważyłam, żeby na tej podstawie promowało się takie nawyki :P
Większość wegan/wegetarian wie że naturą psa czy kota jest mięsożerność. Nie wpisuje im się to w poczucie estetyki, więc na siłę stara się to zmienić. Nie szukają konkretnych informacji, tylko bazują na artykułach niewiadomej treści bądź na ulotkach od producenta karmy. Jassssne.... McDonalds też reklamuje się jako dbający o zdrowie i dobro dzieci
(w USA taką piękną reklamę widziałam: jak to oni dbają o rozwój fizyczny, bo są zjeżdżalnie przed lokalem, oraz o zbilansowany posiłek bo w "daniu" są warzywa, zboża i mięso dobrej jakości. Frytka jest również warzywem, więc dokładając do niej smażone jajeczko i mlecznego szejka na śniadanie to mamy wszystko czego do zdrowia potrzeba). Na fb dostała całą masę "naukowych artykułów pisanych przez naukowców z np SGGW - taaaa szkoda że dana osoba nie raczyła nawet się podpisać nazwiskiem. Poza tym ja też pracuję na uczelni, czy jeżeli napiszę sobie jakiś tekst, bez bibliografii i umieszczę w internecie, to jest to już wiedza naukowa? oki, mówię że słońce krąży w ogół ziemi - proszę teraz w to wierzyć, bo powiedział to naukowiec z PWR. Sorry.... nawet gdybym w to święcie wierzyła i przytoczyła całą masę argumentów..... ale nawet wtedy.... przypominam, że karmienie krowy mączką zrobioną z jej padłych koleżanek, też było "naukowo zatwierdzoną" procedurą, która miała nie szkodzić.... z resztą całe to śmieciowe jedzenie też przechodzi różne testy i jest dopuszczone do obrotu. czy to znaczy, że jest tak samo zdrowe jak to naturalne?
Jak pisałam w innym wątku: sporo różnych książek czytam i zawsze mnie dziwiło dlaczego zagraniczni autorzy tak ostro podkreślają że weganami nie są, tylko nie jedzą produktów pochodzenia zwierzęcego. Patrząc w jakim kierunku to u nas zmierza (starając się nadgonić zachodnie "standardy"), doszłam do tego samego wniosku. Ja nie chcę być nazywana weganką, bo coraz bardziej kojarzy mi się to z oszołomem, który bezmyślnie stara się wszystkich dostosować do jego estetyki (nawet tego nieszczęsnego kota). Ja wolę jednak to wszystko oprzeć na szacunku. Skoro moje zwierzęta są drapieżnikami, to żebym się miała cała łzami zalać, będę podawała im mięso. Gdyby to było dla mnie nie do przejścia, to albo zrezygnowałabym z posiadania jakichkolwiek zwierząt, albo wybrała roślinożerne.
[ Dodano: 2014-07-11, 14:01 ]
scarletmara pisze:Temi ale to co napisałaś powyżej tak samo tyczy się ludzi. Przecież człowiek też nie jest roślinożerny tylko i wyłącznie, wiec z biologicznego punktu widzenia dla niego dieta wege tez nie jest najodpowiedniejsza na dłuższą metę.............
Argumenty przeciw diecie wege dla kota/psa są właściwie bardzo podobne jak te od lat powtarzane przeciw diecie wege dla ludzi....
Śmiem się zdecydowanie nie zgodzić.
Nawet FDA stwierdziło, że dobrze zbilansowana dieta wegańska jest zdrowa zarówno dla dzieci jak i dorosłych. A to przecież na tego typu instytucje wszyscy powołują się siejąc takie plotki.
Tak samo jest wiele nacji, które są wegańskie lub prawie wegańskie. I wcale z tego powodu nie wyginęli.
To że człowiek nie pociągnie na kaszy z marchewką, wcale nie oznacza że nie może zdrowo żyć na diecie wegańskiej.
Nie jesteśmy psami/kotami ani krowami. Jesteśmy absolutnie wszystkożerni. Czyli zdrowo funkcjonować możemy w obydwu wydaniach.