a wszystko dzięki Tobie
Gustaw ze Stefanem zmieniają swoje życie :)
nie no weźcie... bo ja się po prostu rumienie na każdym kroku
Dla mnie to w 100% naturalne zachowanie. Jak mogłabym w lustro spojrzeć, gdybym zostawiła Stefana na tych ogródkach, czy Gustawa w tej patologii?
Było mega ciężko i dla nich i dla mnie, bo moja wiedza na temat takich przypadków była zerowa. Ale dzięki wam daliśmy sobie jakoś radę :)
Dzisiaj dzięki martufie (której jeszcze raz ślicznie dziękuję), chłopaki zawitały u weta. Mamy czipy, paszporty, szczepienia i odrobaczenia = chłopaki w 100% gotowe do podróży :D
Wszystko było na cito bo transport miał być jutro. Jednak okazało się, że nie da się ich już upchnąć, więc pojadą w następną niedziele. W zasadzie dobrze, bo 2takie poważne stresy w 2 dni, to kiepski pomysł.
Chociaż przyznam, że chłopaki tak się mocno zmieniają że sama nie nadążam :)Nie dość że już wobec siebie są takie jak kiedyś (liżą się po pyszczkach, przytulają), na gości są otwarci wybitnie no i po potężnym stresie wizyty u weta, przyjechały do domu i rozłożyły jak u siebie :D Zaraz zaczęły się krzyki, że jeść mam dać. W nagrodę był struś :)
Dla mnie to w 100% naturalne zachowanie. Jak mogłabym w lustro spojrzeć, gdybym zostawiła Stefana na tych ogródkach, czy Gustawa w tej patologii?
Było mega ciężko i dla nich i dla mnie, bo moja wiedza na temat takich przypadków była zerowa. Ale dzięki wam daliśmy sobie jakoś radę :)
Dzisiaj dzięki martufie (której jeszcze raz ślicznie dziękuję), chłopaki zawitały u weta. Mamy czipy, paszporty, szczepienia i odrobaczenia = chłopaki w 100% gotowe do podróży :D
Wszystko było na cito bo transport miał być jutro. Jednak okazało się, że nie da się ich już upchnąć, więc pojadą w następną niedziele. W zasadzie dobrze, bo 2takie poważne stresy w 2 dni, to kiepski pomysł.
Chociaż przyznam, że chłopaki tak się mocno zmieniają że sama nie nadążam :)Nie dość że już wobec siebie są takie jak kiedyś (liżą się po pyszczkach, przytulają), na gości są otwarci wybitnie no i po potężnym stresie wizyty u weta, przyjechały do domu i rozłożyły jak u siebie :D Zaraz zaczęły się krzyki, że jeść mam dać. W nagrodę był struś :)
Paulinka i Dieselek
Chłopaki jutro o 17" wyruszają w podróż do nowego życia a ja już czuje się jak ścierw.
Niby były krótko, niby nie spędziliśmy ze sobą aż tak długo czasu ale....
To takie fajne koty - zero jakiegokolwiek problemu i uciążliwości. No i wreszcie się zadomowiły. Nawet po ogromnym stresie wycieczki do weta, wróciły jak do siebie i zaraz kazały się karmić.....
Przychodzą się miziać, przybiegają na zawołanie ni i zawsze mnie mega radośnie witają... i znowu się zawiodą :( Znowu zmiana, znowu wywózka....
Kurcze.... tak krótko a ja znowu ryczę nad nimi. I te okrągłe oczyska patrzące i mruczące... :(
Tymczasowanie jest straszne. Naprawdę. Pal licho te obowiązki, kasę czy inne zobowiązania. Tymczasowanie jest straszne bo zostawia ogromną dziurę w sercu. Żeby człowiek nie wiem jak twardy i nieprzywiązujący starał się być....
Wiem, że chłopaki wreszcie znajdą swoją przystań i będą wreszcie szczęśliwe. I ja wiem, że to dla ich dobra ale.... tym razem ja je zdradzam :(
Niby były krótko, niby nie spędziliśmy ze sobą aż tak długo czasu ale....
To takie fajne koty - zero jakiegokolwiek problemu i uciążliwości. No i wreszcie się zadomowiły. Nawet po ogromnym stresie wycieczki do weta, wróciły jak do siebie i zaraz kazały się karmić.....
Przychodzą się miziać, przybiegają na zawołanie ni i zawsze mnie mega radośnie witają... i znowu się zawiodą :( Znowu zmiana, znowu wywózka....
Kurcze.... tak krótko a ja znowu ryczę nad nimi. I te okrągłe oczyska patrzące i mruczące... :(
Tymczasowanie jest straszne. Naprawdę. Pal licho te obowiązki, kasę czy inne zobowiązania. Tymczasowanie jest straszne bo zostawia ogromną dziurę w sercu. Żeby człowiek nie wiem jak twardy i nieprzywiązujący starał się być....
Wiem, że chłopaki wreszcie znajdą swoją przystań i będą wreszcie szczęśliwe. I ja wiem, że to dla ich dobra ale.... tym razem ja je zdradzam :(
Paulinka i Dieselek
Dieselka, wiem co czujesz. Nawet nie wiesz jak trudno mi się było rozstać z kociakiem, którego opatrywałam i doglądałam w dzień i w nocy i przywróciłam do świata żywych. Gdy zawoziłam go do nowego domu na miejscu trzymałam się świetnie, ale jak tylko zamknęły się za mną drzwi, łzy poleciały, jakby ktoś otworzył tamę, a woda za tą tamą nie kończyła się i nie kończyła. Ale kociak jest teraz szczęśliwy, ma kumple który go uwielbia i świetnych opiekunów. A moje dziewczyny odzyskały swoje królestwo i znów czują się bezpiecznie we własnym domu. Niektóre decyzje są trudne, ale słuszne. Trzymaj się 

