Postanowiłam napisać po przeczytaniu artykułu na temat odżywania kotów.
10 miesięcy temu przygarnęłam 4-tygodniowego zapchlonego, wychudzonego dzikuska, który urodził się w obskurnej piwnicy w centrum Wrocławia. Postanowiliśmy z narzeczonym przygarnąć jednego o dla reszty poprosiliśmy fundację o pomoc. Kotek był totalnie dziki.. będąc na przekątnej pokoju czyli jak najdalej ode mnie tylko jak na niego spojrzałam to na mnie syczał.. wtedy moim największym zmartwieniem było, że mnie nie zaakceptuje i będzie się strasznie męczył. Szybko jednak się do mnie przyzwyczaił (trochę mnie to wysiłku kosztowało) i pokochał mnie tak jak ja jego. Wszystko musiał robić ze mną. Na początku karmiłam go zmiksowanym kurczaczkiem z ryżem i marchewką.. w między czasie przechodził odpchlenie i dostał biegunkę. Pani wet po OPR dla mnie jaka to jestem nie odpowiedzialna tak karmiąc małego kota- dała mi bezwzględną dietę czyli suchą karme dla maluszków royala. Kot nie chciał tego jeść meczyliśmy się strasznie a biegunka nie ustępowała. Kot dostał też antybiotyki i zaczęło się odrobaczanie.. dopiero za 4 razem wyszły glizdy. Kotek nigdy nie miał badania kału choć o to prosiłam, a wet na to, że i tak pewnie nie wyjdzie lepiej odrobaczyć. Po tych zabiegach jakby się uspokoiło choć kupka nadal była miękka. Wet mnie uspokoiła, że po prostu tak ma i że jak miałczy w kuwecie to po prostu się chwali, że zrobił.. ale byłam glupia i naiwna… I tak w połowie kwietnia odwiedziła mnie koleżanka z kotkiem (z którym mój Albercik regularnie się „spotyka”) i tym razem za pole „walk” wzieli sobie kuwete.. i jak zobaczyłam jak wygląda kupa zdrowego kota a mojego Albercika to już następnego dnia byłam u weta, a tam ta sama spiewka.. zero badań o które prosiłam z informacją „zobaczymy jak zareaguje na antybiotyk” i znów OPR dlaczego przeszłam z suchej karmy na morką dla małych kotków, że jestem nie odpowiedzialna i a jak usłyszała, że daje mu mięsko.. to już w ogóle. Kot po tygodniu na antybiotyku i na tej suchej karmie z żywego sreberka zmienił się na ciągle spiącego i odpoczywającego kota. Po tygodni nie wytrzymałam i zabrałam kota do weta z mojego rodzinnego miasta. I tak pierwsza diagnoza, ze nie ma za dobrych wieści chora trzustka- i że trzeba wykonac specjalistyczne badania krwi i usg i odesłał mnie do weta we Wrocławiu. Udało się wykluczyć białaczkę, FEV, pierwotniaki, glizdy i tasiemce. Chorą wątrobe, chore nerki, chorą trzustkę… na usg wyszło zapalenie pęcherzyka żółciowego no i diagnoza.. przypuszenie zapalenia dróg żółciowych i IBD. Kot jest na specjalnej karmie dla alergików suchej.. przeszedł kurację antybiotykiem i sterydami i nic… teraz odstawiliśmy i mam wykonać jeszcze raz usg a potem kolonoskopię (ty mam duże wątpliwości). Kot już nie ma cuchnących i żółtych biegunek ma stała kupkę ale z krwią. Widać, że ma spuchnięty odbyt.. tyle męczyłam kota badaniami zaszczykami, kroplówkami i nic nadal nie wiadomo..
Kot przez maj miał raz lepszy czas raz gorszy gdzie pierwszy raz w życiu pojawiły się wymioty, które wyglądały jak kupa wtedy schudł w przeciągu tygodnia 0,6kg. Już nie wiem co robić ciężko się patrzy jak zwierzę się tak męczy..
Proszę o radę czy w takim przypadku jest sens teraz z testowaniem na nim z dietą, czy na razie powinnam się trzymać tego co mówi wet?





