Porady dla nowicjusza
Tak sobie jeszcze myślę, że jeżeli już masz jakiekolwiek preferencje co do zachowania kota, to można wybrać kota z jakiegoś domu tymczasowego. Tam już na ogół jest wstępna "diagnoza" charakteru. Oczywiście nie zawsze kot ujawnia od razu wszystkie swoje cechy ale coś tam już można o nim powiedzieć. Choćby to czy lubi być brany na ręce.
To czy kot w danym domu i w danym momencie lubi być brany na ręce jeszcze o niczym nie świadczy
Moja kota jak była młodsza, była niedotykalska. Dla niej człowiek mógł nie istnieć, byleby miska była pełna. Interesowała się nami rano, jak była głodna. Przez wiele miesięcy mój małż był sam z koctwem i ją uspołeczniał. Tak na siłę, czyli łapał i głaskał. Teraz ma 5 lat i sama przychodzi na kolana, wpycha się wręcz i przychodzi na wołanie. 
...inexplicable catness...
Raczej nie jest to najlepszy sposób na "uspołecznianie" kota. Niektóre mogą być tym tak przerażone, ze da to odwrotny wynik. Ja jestem raczej za spokojnym przyzwyczajaniem kota do naszej obecności, jak człowieka polubi to sam będzie chciał być miziany.
Rok temu zobaczyłam pewna kotkę, po zobaczeniu mnie uciekała. Po niedługim czasie pozwoliła mi przebywać ok. 3 metry od siebie, kiedy jadła. I tak coraz bliżej, coraz bliżej... Potem jadła z miseczki, którą trzymałam w ręce. Jak mi trochę zaufała, to podczas rujki chciała, żeby ją głaskać. Teraz już uwielbia głaskanie za każdym razem, jak mnie spotka, bez względu na to, czy ma rujkę, czy nie. Tak wiec, żeby nie stracić zaufania, jakie kot ma do nas, to trzeba powoli. Jakbym tak robiła, jak jest wyżej opisane, to po prostu by do mnie nie przychodziła, bo jest kotkiem wolnożyjącym. Najważniejsze, to prawidłowo odczytywać "koci język", nie przestraszyć kota i sprawić, żeby kojarzył nas z czymś przyjemnym.
Pozdrawiam
Rok temu zobaczyłam pewna kotkę, po zobaczeniu mnie uciekała. Po niedługim czasie pozwoliła mi przebywać ok. 3 metry od siebie, kiedy jadła. I tak coraz bliżej, coraz bliżej... Potem jadła z miseczki, którą trzymałam w ręce. Jak mi trochę zaufała, to podczas rujki chciała, żeby ją głaskać. Teraz już uwielbia głaskanie za każdym razem, jak mnie spotka, bez względu na to, czy ma rujkę, czy nie. Tak wiec, żeby nie stracić zaufania, jakie kot ma do nas, to trzeba powoli. Jakbym tak robiła, jak jest wyżej opisane, to po prostu by do mnie nie przychodziła, bo jest kotkiem wolnożyjącym. Najważniejsze, to prawidłowo odczytywać "koci język", nie przestraszyć kota i sprawić, żeby kojarzył nas z czymś przyjemnym.
Pozdrawiam
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez Avocado, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeden z moich kotów Fudżi Jama jest niepewny i delikatny. Ta jego subtelność jest czasami wzruszająca w połączeniu z jego wagą ok. 10 kg.
W obecności Pinto przebojowego syjama, który mieni się przywódcą stada
Fudżi nigdy i nie wskoczy na moje kolana.... Ale gdy już to nastąpi, to daję mu odczuć, że jest najważniejszy i dostaje pełen serwis pieszczot.
Takie chwile zdarzają się dopiero od jakiegoś czasu, a jest u nas już 3,5 roku.
W obecności Pinto przebojowego syjama, który mieni się przywódcą stada
Takie chwile zdarzają się dopiero od jakiegoś czasu, a jest u nas już 3,5 roku.
Avocado pisze:Tak wiec, żeby nie stracić zaufania, jakie kot ma do nas, to trzeba powoli.
Ja już wybrałam rasę. Ale jak wybrac dobra hodowlę ? Podejrzewam,że tu jest jak z psami,czyli hodowla ,hodowli nie jest równa.
Poza tym koty jakoś inaczej się dzieli niż psy. Są podobno reproduktory ,na kolana i jeszcze jakieś. Może ktoś z Was wyjaśnił by mi te niuanse?
Poza tym koty jakoś inaczej się dzieli niż psy. Są podobno reproduktory ,na kolana i jeszcze jakieś. Może ktoś z Was wyjaśnił by mi te niuanse?
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez Ula, łącznie zmieniany 1 raz.
Ula & Chester & Meggie
Masz rację,hodowla hodowli nierówna,wiem to na własnym przykładzie.Kotki kupujemy na kolanka czyli już coraz częściej wysterylizowane w hodowli,albo w punkcie umowy widnieje zapis co do jej przeprowadzenia w późniejszym czasie.Ja mojego kocurka kastrowałam w wieku 9 miesięcy. Możesz kupić kotka przeznaczonego do hodowli - te są o wiele droższe.
Chyba nie do końca zrozumiałaś mój post. To nie był kot dziki i nieoswojony, tylko nie interesował się człowiekiem. Głaskanie, zabawy bezpośrednio z nami, itp odpadały całkowicie, po prostu nie potrzebowała tego. Za to aportowała myszy i ganiała sznurki. Teraz nawet czasem brzuch wywala do głaskania. Na siłę była przetrzymywana na rękach i głaskana, nikt kotu krzywdy nie robił.Avocado pisze:Raczej nie jest to najlepszy sposób na "uspołecznianie" kota. Niektóre mogą być tym tak przerażone, ze da to odwrotny wynik. Ja jestem raczej za spokojnym przyzwyczajaniem kota do naszej obecności, jak człowieka polubi to sam będzie chciał być miziany.
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez Iowa, łącznie zmieniany 1 raz.
...inexplicable catness...
Jeśli posiadasz hodowlę z planem, to kupujesz kota hodowlanego, jeśli chcesz kota do kochania (przy czym opcja "do kochania" nie wyklucza "do hodowli"Ula pisze:
Poza tym koty jakoś inaczej się dzieli niż psy. Są podobno reproduktory ,na kolana i jeszcze jakieś. Może ktoś z Was wyjaśnił by mi te niuanse?
Czasami można się spotkać z kwestią wystaw - niektórzy hodowcy nie chcą, by ich koty były wystawiane, i np. proponują kota - nie wiem, jak to dokładnie brzmi - "na kolanka niewystawowego"?....
Skoro nie chciała być głaskana, to myślisz, ze to było dla niej przyjemne? Czym się różni oswajanie kota wolnożyjącego z domowym? Po pewnym czasie Tusia tez doszła do etapu który ty opisujesz, wiec jaka różnica?Iowa pisze:Chyba nie do końca zrozumiałaś mój post. To nie był kot dziki i nieoswojony, tylko nie interesował się człowiekiem. Głaskanie, zabawy bezpośrednio z nami, itp odpadały całkowicie, po prostu nie potrzebowała tego. Za to aportowała myszy i ganiała sznurki. Teraz nawet czasem brzuch wywala do głaskania. Na siłę była przetrzymywana na rękach i głaskana, nikt kotu krzywdy nie robił.
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez Avocado, łącznie zmieniany 1 raz.
Co innego przerażony, nieufny kot, a co innego taki, dla którego jesteś normalnym elementem otoczenia, niestanowiącym zagrożenia. Żaden z moich kotów nie był nigdy na tyle przerażony z naszego powodu, żeby nas podrapać czy pogryźć, no chyba, że u weta. Wiem, na ile mogę sobie z nimi pozwolić i to robię.Avocado pisze: Skoro nie chciała być głaskana, to myślisz, ze to było dla niej przyjemne? Czym się różni oswajanie kota wolnożyjącego z domowym? Po pewnym czasie Tusia tez doszła do etapu który ty opisujesz, wiec jaka różnica?
Fajnie, kocie, że tak właśnie zrozumiałeś tą wymianę zdań
...inexplicable catness...
Chyba mnie nie rozumiesz. Nie sądzę, żebym po roku znajomości była dla kota zagrożeniem. Mnie tez nigdy nie pogryzła, raczej gdyby się bala, wycofałaby się. Kota tez mnie lubiła, lubiła się witać ze mną, jeść z reki, odpoczywać sobie kolo mnie itp., ale nie lubiła głaskania, zwłaszcza po głowie. "Nie lubiła" rozumiem jak to, ze się trochę dziwiła temu i nie sprawiało jej to przyjemności ale nie ze się mnie bala.
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez Avocado, łącznie zmieniany 1 raz.
