Scarletmaro, ogród można uprawiać bez używania jakiejkolwiek chemii. Ja tak robię i wiem, że się da. Oczywiście nie jest to najszybsza i najwygodniejsza droga, ale w końcu to nasze najbliższe otoczenie, w którym żyjemy wraz z kotem, a ponadto sami jemy to, co w naszym ogrodzie wyrośnie. Jeśli zdecydujesz się na życie bez chemii, to większość problemów ogrodowych załatwi za Ciebie sama natura, jednak musisz nauczyć się żyć z pewną (akceptowalną) ilością tzw. szkodników oraz czasem chwastów. U Ciebie jednak może to trochę potrwać zanim ogród wejdzie w stan naturalnej równowagi skoro dotąd był intensywnie traktowany wszelakimi chemikaliami. Być może trzeba będzie pozwolić umrzeć niektórym roślinom, które już nie poradzą sobie bez chemicznej ochrony przed chorobami. Rośliny, które muszą same walczyć ze szkodnikami i zarazkami wykształcają naturalną odporność i z wyjątkiem początkowego okresu tuż po posadzeniu, gdy są bardzo młode, nie trzeba im już pomagać, natomiast w młodości można wspomagać je środkami naturalnymi, ziołowymi. Dodatkowym bonusem w ogrodach bez chemii jest osiedlenie się całego mnóstwa pożytecznych żyjątek-sprzymierzeńców w walce ze szkodnikami i chorobami, które zrobią za Ciebie sporą część roboty.
Co do środków chemicznych i kotów w ogrodzie, to każda chemia, nawet po kilku dniach od jej użycia będzie szkodziła. Nie ma bezpiecznej chemii ogrodowej dla kotów. Chemia wsiąka w glebę, po której chodzą koty i potem wylizują łapki, chemia rozpuszczona w wodzie w glebie paruje, rośliny wchłaniają środki chemiczne a potem je transpirują, koty podgryzają trawkę, która była pryskana, środki chemiczne tzw. systemiczne (te, które są wchłaniane przez rośliny) utrzymują się w sokach fizjologicznych roślin przez wiele tygodni (a nawet miesięcy) i nie ma szans by koty się z nimi nie zetknęły buszując po ogrodzie i jeszcze tysiąc innych możliwości. Poza tym, jedzenie owoców czy warzyw z chemicznego ogrodu może być dla ludzi nawet bardziej szkodliwe niż jedzenie takich z supermarketu (ale to już inny temat).
W moim ogrodzie są zarówno drzewa i krzewy owocowe, jak i warzywa oraz rośliny ozdobne, w tym np. róże oraz trawnik. Rosną bujnie, rodzą owoce (nawet w nadmiarze), kwitną i pachną jak należy. Nawożę je wyłącznie kompostem (mam własny mały kompostownik, którego obsługa jest najmniej uciążliwą i czasochłonną czynnością w ogrodzie, ale posiłkuję się też kompostem kupnym), obornikiem (granulowanym, w ramach kontaktu z cywilizacją i nowoczesnością

), gnojówką z pokrzyw oraz kupnymi nawozami naturalnymi opartymi na odchodach różnych żyjątek oraz roślinach. Na szkodniki używam różnych preparatów roślinnych (jest ich całe mnóstwo i nie trzeba ich warzyć przy pełni księżyca

) oraz ogrodowych sprzymierzeńców

. Silne, dobrze odżywione i nie osłabiane chemią rośliny rzadko zapadają na ciężkie choroby infekcyjne (dodatkowo wzmacniam je podlewając regularnie gnojówkami z różnych roślin). Ja nawet pomidory uprawiam pod gołym niebem bez jakiejkolwiek chemii. Można by o tym pisać tysiące stron, bo ekologiczne ogrodnictwo to bardzo obszerny temat. Jeśli będziesz zainteresowana konkretnymi działaniami, które pozwalają kotom bezpiecznie mieszkać w ogrodzie, to postaram się opisać Ci co i jak robię. Natomiast na twoje pytania o chemiczne środki, z mojej strony odpowiedź może być tylko jedna: albo zdrowie kotów i własne, albo chemia.
Ach, zapomniałabym:
scarletmara pisze:ŚLIMAKI: (...) Czego mogę używać do walki ze ślimakami bezpiecznie ?
Najlepsze są do tego celu kaczki

.
Zjedzą wszystkie ślimaki bez wyjątku, a jak już nie będzie ślimaków, to wy zjecie kaczki

.
Ja niestety nie zdecydowałam się na kaczki i w związku z tym zbieram ślimaki jak grzyby

. Podczas wysypu ślimaków wychodzę po zmierzchu z latarką i wiadrem ubrana w rękawiczki gumowe. Ślimaki mają swoje ulubione miejsca więc latwo je namierzyć. Takie wiaderko z zawartością mąż transportuje gdzieś daleko od ogrodu na okoliczne nieużytki.
Mamy też zaprzyjaźnioną parę kosów, które trochę nam pomagają w tym niemiłym zajęciu i wyjadają bladym świtem niedobitki ślimaków, które przeoczyliśmy wieczorem.
No i faktem jest, że im bardziej naturalnie uprawia się ogród, tym mniej w nim ślimaków. Prawdziwe plagi zdarzają się tylko tam, gdzie zostali wytruci naturalni wrogowie ślimaków (nie tylko ptaki, jest wiele żyjątek, które zjadają ślimaki - np. jaszczurki, niektóre chrząszcze, ropuchy, jeże, muchówki i wiele innych). Jeśli więc zadba się o to, by w ogrodzie zapanowała równowaga ekologiczna, to ilość ślimaków jest do opanowania poprzez zwykłe wyzbieranie ich, jak u mnie.