A mój kot nie je, bo nie. I nie chodzi tu o BARF, chrupki czy mokrą karmę. Nic w misce nie budzi jej zainteresowania. Karmienie już stało się paranoją. Kończą mi się sposoby wymyślania różnych sztuczek. Tym bardziej, że zazwyczaj jeden sposób starcza na mniej więcej jeden raz. Było już posypywanie spiruliną (zadziałało, zjadła porcję, ale już kolejny raz powąchała i odeszła), posypywanie drożdżami (tak samo), zachęcanie chrupkami (czasem działa, jak zje chrupka, to dalej już zje i trochę mieszanki, ale nie z miski, muszę wykładać jej w różne miejsca, wczoraj jadła np. na schodach, a był już balkon, dywan, kanapa), zabawa jedzeniem już też nie działa (wczoraj zadziałało z szukaniem, włożyłam kawałek pod miskę psa i musiała sama wyciągnąć – i to sprawiło jej frajdę , ale zainteresowania starczyło tylko na jeden kawałek mięsa). Czasem działa dość ekstremalna metoda, czyli wkładam jej do pyszczka kawałek mięska. I wtedy zjada. Jak już jeden kawałek pójdzie, to zazwyczaj reszta też idzie. Ale nie zawsze. Czasem wypluje i siedzi, i nie je. Wtedy daję jej spokój. Całe szczęście, że się na mnie jeszcze za to nie obraża. Upolowane muchy za to zjada ze smakiem. Nie mogę jej po prostu zostawiać w miseczce i czekać aż sobie podje 10 razy małe porcyjki (mam wrażenie, że tak by chciała najbardziej), bo to zniknie w paszczy jej siostry, która jeść uwielbia i nigdy nie marudzi. I na pewno wcześniej będzie miała ochotę podjeść. A nawet jak nie zniknie w paszczy Żujki, to jak nie będzie to wieprzowina, to zniknie w paszczy psa. Jak nie idę do pracy, to mogę poświęcić czas na zachęcanie do jedzenia, pilnowanie, wymyślanie nowych sposobów. Ale jak idę do pracy, to nie daję rady. A na chorą nie wygląda. Bawi się, poluje, tylko dużo mniejsza od siostry jest (trudno się dziwić jak je trzy razy mniej). Może to wszystko przez to, że ja jej tak narzucam to jedzenie, ale boję się, że jak nie przestanę, to w ogóle przestanie jeść. A sierściuch ma 8 miesięcy. Odkąd przeszły na BARF to o mokrej karmie w ogóle nie ma mowy (obie uważają chyba, że to jest niejadalne, Smoła wykazuje jakieś zainteresowanie chrupkami – dlatego używam ich na zachętę). Smoła zawsze jadła mniej, jeszcze przed BARFEm, i zawsze była drobniejsza od siostry. Byłam nawet raz u weta z tym, że je mało, ale stwierdził, że nic jej nie jest . Ale na BARFie mam wrażenie, że je jeszcze mniej. Boję się, że zrobi sobie krzywdę tym niejedzeniem… Dodam tylko, że samo przestawianie na BARF przebiegło bez problemów, pierwsze mieszanki wcinała z miseczki, mniej niż siostra, ale zajadała. A teraz jak sama z miseczki zje, to święto jest. I już nie wiem co dalej.
