takie samozaparcie w pracy z psem jest godne pochwały... ja zawsze mówię, że nigdy nie ma czegoś takiego jak "pies nauczony" - im trzeba zawsze i całe życie robić przypominajki różnych ćwiczeń czy komend, a zatem twoja postawa jest jak najbardziej prawidłowa :). Ciocia też fajnie że chodzisz z jackiem na lince a nie rezygnujesz na rzecz krótkiej smyczy. Jak Ori w młodości miał fazę buntu też z nim chodziłam na lince ok 2 tygodnie i nienawidziłam tego (a miala tylko 10m). Dlatego tak się uparłam żeby jak najszybciej zrobić bezwarunkowe przywołanie mu.
Największy błąd ludzi przy szkoleniu psów jest wtedy, gdy uznają że pies coś umie. Jasne, może raz i na zawsze nauczyć się "siad" na komendę, ale chodzi mi o trochę bardziej skomplikowane rzeczy, które zwłąszcza mogą nie wyjść przy rozproszeniach i wielu bodźcach. Niejeden pies robi przepiękny zestaw komend i sztuczek na placu szkoleniowym czy w domu, a w naturalnych warunkach, na spacerze, właściciel nie potrafi nic wyegzekwować od psa. Dlatego też, mimo że Ori całkiem nieźle się odwołuje nawet od suk w cieczce to i tak co jakiś czas robię z nim ćwiczenia na przywołanie, żeby nie było, że mu się zapomniało, bo wiem jak borderek lubi sprawdzać czy idzie przesunąć granicę czy jednak nie
