ciocia_mlotek pisze:motyleqq, garstka suszonych kwiatów lawendy, plasterek cytryny. Zaleważ gorącą wodą, zostawiasz na noc. Rano odsączyć, wlać w buteleczkę (może być z atomizerem, nawet lepiej) i używasz aż się skończy
Mozna do tego wywaru dorzucic czosnek. No ale zapach wtedy bedzie mniej przyjemny. Ale bardziej skuteczny.
Ale lawenda i cytryna już same są baaardzo skuteczne więc nie ma potrzeby psuć zapachu. Ja się wym specyfikiem pozbywałam pchełna Tazie jak i profilaktycznie na kleszze psikam. No nie chcą na nas skakać takich "śmierdzących"
tak niekleszczowo - na komary odstraszająco super działa esencja waniliowa
Ja o Polsce właśnie mówię. Bo to tam stosowałam wanilię. tu nie stosuję bo komarów praktycznie nie ma (podobno za wietrznie dla nich) a meszkom nie przeszkadza nic
ciocia_mlotek pisze:Ja o Polsce właśnie mówię. Bo to tam stosowałam wanilię. tu nie stosuję bo komarów praktycznie nie ma (podobno za wietrznie dla nich) a meszkom nie przeszkadza nic
Testowałam wszystkie naturalne sposoby na komary i NIC nie działało. W ostatnich latach nawet chemia słabiej działa.
Ze mną Brzeskie Koty Mięsożerne: Mefisto, Mia, Manga, Bambo, Nyks, Hades i Gizmo. [*] Maura [*][*Mocca[*]
Tymczaski: Krówka, Odra i Bruno. Fundacja Brzeskie Koty
Na wiosnę to ja codziennie jak wieczorkiem głaszczę swoja kocice to kleszcza zawsze znajdę. Co ciekawe zawsze jest to szyja od spodu lub lewa/prawa strona. Raz był kleszcze na czubku głowy. No i wyrywam mu te kleszcze, a nie jest to łatwe, ale pewnych technik się nauczyłem.
przecież wyjęcie kleszcza to najbanalniejsza rzecz na świecie. Ustrojstwo dobre trzeba mieć i sam wyskakuje - z główką i bez "rzygania" w ciało.
Paluchami bym się nie odważyła z wyżej wymienionych przyczyn
Poprzez tajne techniki miałem na myśli jak ustawić kota w pozycji takiej żeby w ogóle mieć dojście do kleszcza i żeby kot się nie wyrywał. A wyciągam pensetą, bo albo macie malutkie paluszki albo gigantyczne kleszcze, że palcami wyciągacie. Jak ja znajduje kleszcza to ma maksymalnie 3mm. Inaczej niż pensetą nie wyrwiesz. Zwłaszcza, że wszędzie dookoła pełno futra.
to ja was podziwiam, bo ja z każdym kleszczem biegnę do sąsiadów (nie zabezpieczają swoich zwierząt więc chyba mają wprawę w ich wyciąganiu). choć w życiu zdarzyło się to tylko trzy razy. z brunem jest inaczej, kleszcza złapał tylko raz (spóźniłam się z fiprexem o dzień czy dwa). od razu pobiegłam z psem do weta, z kasą na podanie mu głupiego jasia aby w trakcie wyciągania był spokojny. ale za nim doszłam do weta kleszcz już odpadł (spacerkiem idzie się 30 min)
co do technik wyciągania-są dwie szkoły (wykręcanie, wyszarpywanie). jaka z nich jest poprawna i najbardziej pewna?
no serio, ja wyciągam i takie nassane i takie ledwo przyssane. Nie wiem jak to robię :D mam szczupłe palce, może dlatego. Wg mnie tylko wykręcanie jest poprawne, szarpanie łatwo oderwać tułów od główki.