Gdyby tak było jak napisała Agal ten wątek nie byłby potrzebny. Wielu z was ma wrażliwość i świadomość kierunku w jakim zmierza, ale to jest garsteczka tych uczciwych chcących zachować czystość rasy.
To ideał, który wam przyświeca i w dzisiejszym świecie pozostaje nadal ideałem...
A pytania się cisną na usta w obliczu bezmiaru nieszczęścia zwierząt....
Kto ma im pomóc? Czy nie Ci, którzy przyczyniają się do „produkcji” nowych zwierząt gdy tyle innych potrzebuje pomocy…
I nie chodzi tu o pomoc taka osobistą, że mamy kilka znajd (ja tez mam i w domu i na wsi ), ale o podjecie próby uruchomienia szczególnych procedur.
Czy środowisko hodowców nie powinno nałożyć na siebie tego obowiązku, które w końcu doprowadzi do oczyszczenia swych kręgów z czarnych owiec ?
Co można zrobić cos więcej i czy już się cos robi.
Czy jest jakaś inicjatywa ustawodawcza, która rozprawiłaby się z tym koszmarem cywilizowanego świata….?
Wzruszamy się, że ktoś krzywdzi zwierzęta, ale mamy taka niemoc aby się zorganizować i przeciwdziałać.
Kto jak nie Ci, którzy najwięcej wiedza w tym temacie, bo sie z tym bezustannie stykają.
Nigdy wcześniej nie dochodziło do mnie tak dużo informacji na temat niechcianych rasowych zwierząt jak to sie dzieje w ostatnim czasie.
Zdecydowanie czym innym jest bezdomność dachowców, tzw. dziczków, a czym innym jest bezdomność tych, które ktoś tutaj na Forum nazwał „odpadem” z hodowli.
Szok ?? Nie. To norma, język hodowców. Znam to z autopsji.
Przyjaźnię się z osobą, która takich „odpadów” miała w swoim domu już kilka przez 30 lat….
Znałam te zwierzęta i wiem jaka była ich historia.
Hodowca tych zwierząt ma sporo za uszami. Jest w branży 30 lat.
Czy środowisko zarzuciło mu niewłaściwe postępowanie ???
Czym innym jest choroba kota bezdomnego, a zupełnie czym innym kota wynaturzonego po kombinacjach genetycznych, po licznych porodach i jeszcze nie wiadomo po czym...np ukrytych operacjach.
Wiem, że temat wystaw zwierząt rasowych jest ściśle związany z tym tematem w którym jesteśmy, ale proponuję spojrzeć szerzej, bo stworzy się dyskusja, która tak mocno zawęzi temat, że trzeba będzie go wydzielić pod tytułem „Wystawy zwierząt rasowych-kontrowersje”, a to nie tworzyłoby całości i nie oddałoby ducha tego tematu.
Więc kolejne pytanie.
Czy coraz liczniejsze wystawy, certyfikaty, nagrody to nie jest w przeważającej większości biznes i jak ten biznes hodowlany przekłada się na dobrostan zwierząt, który w pogoni za kasą i poklaskiem na wystawach pozostawia wiele do życzenia…
Już kilka osób zahaczyło o ten temat, ale spójrzmy punktu widzenia zwierząt co one z tego mają. MEDAL. To dla nich czy dla właścicieli aby pękali z dumy i mogli już spokojnie reprodukować zwierze i uzyskiwać większą cenę … ?
Czy to co odbywa się w tym środowisku na pewno nie przyczynia się do pogłębienia skali zjawiska cierpiących zwierząt ?
Czy hodowcy na pewno nie zapominają, że to żywe czujące istoty, które tak jak ludzie boją się, bywają przerażone i samotne….
Dyskusja zeszła na kompetencje sędziów, ale to niech zostanie tematem pobocznym, nie taki jest główny nurt…
Mamy już watek Koty i psy na wystawach i możemy ten temat tam kontynuowac…
Czy można łączyć biznes handlu „żywym towarem” z przekonaniem o własnym człowieczeństwie ?
Pozostawmy na boku jakże słuszne i mądre przepisy, które nas rozgrzeszają z wszystkiego, a zostańmy tylko i wyłącznie przy tym co podpowiada nam serce….i zwyczajna przyzwoitość.


