1. Przede wszystkim ilość zjedzonej mieszanki musi odzwierciedlać się w poziomie aktywności. Jeżeli zdarzy się że pod koniec dnia zostanie trochę mieszanki, to nic jej nie będzie. Zwierzak dostanie resztki rano, a następny pojemniczek z rozmrożoną zawartością będzie już czekał (w lodówce).
2. Na początku sporządzałem wszystko wg fotoinstruktarzu, jednak opisane tam metody szybko stały się niewygodne. Każdy będzie miał własny pomysł na robienie mieszanek, ja jedynie opiszę swój. Najpierw odmierzam wagę mięs i podrobów. 1/3 daję do zmielenia (z czego ok. 30% to podroby), reszta do pokrojenia (wyszarpania w maszynce). Żeby zrobić to sprawnie, najpierw przetwarzam w maszynce część mięsa i podrobów przeznaczoną do zmielenia. Potem nie myjąc maszynki, wymieniam ("w locie") sitko i nóż na szarpak. Resztki z mielenia się nie zmarnują, a reszta mięsa i podrobów będzie dostatecznie rozdrobniona. Duże kawałki (większe od kciuka) nie cieszyły się powodzeniem, ale te wielkości ok. końcówki palca środkowego są do przyjęcia. To co "wypluła" maszynka wkładam do lodówki.
3. Do małej miski odlewam wyliczoną porcję wody. Następnie za pomocą wagi jubilerskiej i małych miarek (30ml) nalewam doń oleje (z łososia i z dorsza) i witaminy rozpuszczalne w tłuszczach (wit. E). Następnie całość wlewam do miski z wodą i chwilę trzymam tak, aby olej mógł spłynąć z miarki. Miskę odstawiam na bok i zabieram się za odmierzanie pozostałych, sypkich suplementów, oprócz suplementu wapnia - skorupek (ważne!). Kolejność tu nie ma znaczenia, i tak wszystko wyląduje w misce z wodą. Gdy suplementy zostały już odmierzone wyciągam z lodówki "część mięsną". Trzepaczką mieszam intensywnie w misce z wodą i olejami, dodając po trochu odmierzonych proszków. Olej zawarty w wodzie sprawi, że suplementy nie będą tak przywierać do ścianek miski. Wszystko bardzo ładnie się rozpuści, nawet w zimnej (i w sumie tylko w takiej wolno mieszać suple) wodzie. Następnie dosyć szybkim ruchem wylewam mieszankę suplementów do części mięsnej i za pomocą drewnianej łyżki mieszam, aż konsystencja stanie się jednolita. Doświadczenie pokazało u mnie, że niezależnie od rodzaju mięsa chłonie ono wodę w podobnych ilościach.
4. Po wymieszaniu można zacząć albo dodawać powoli suplementu wapnia i wymieszać, albo odmierzyć porcje, włożyć do pojemniczków i dopiero wtedy posypać "wapnem". Ostatnio stosuję wsypywanie bezpośrednio do pojemniczków, co okazuje się skuteczniejsze. Może skorupki z jajek wpływają na smak mięsa, kto wie... W każdym razie tak sporządzona mieszanka jest apetyczna, nawet po lekkim wyschnięciu.
Jeszcze kilka innych uwag:
- wyłożoną już i niezjedzoną porcję z pojemniczka na tależyk/do miski należy wstawić do lodówki i "zaczekać" aż zwierzak zgłodnieje
- mieszanka rozmrażana i przechowywana w lodówce wytrzyma raczej maksymalnie 2 dni (licząc od chwili rozmrożenia), potem zmienia walory smakowe na nieakceptowalne
- przepis na mieszankę najlepiej zapisać sobie na małą kartkę i podzielić na 4 obszary: woda + oleje, sypkie suplementy, wapń, mięsa + podroby
- aby nie zużywać wielu łyżeczek do każdego suplementu (tylko sypkie!) można przecierać je ręcznikiem papierowym
Co do innych sposobów wszystko zależy już od preferencji zwierzaków. Jeden zaakceptuje tylko olej podany bezpośrednio do pysia, inny tylko w mieszance z jagnięciną. Tu już naprawdę trzeba "zmarnować" z 20 mieszanek żeby po wielu próbach móc wreszcie odgadnąć preferencje kulinarne naszych jakże przesłodkich smakoszy


