Czy rzeczywiście "Teoria dominacji zwyczajnie nie sprawdza się w szkoleniu, a tym bardziej w korygowaniu niepożądanych zachowań typu nieposłuszeństwo czy agresja."?
Czy gdyby właściciel odpowiednio prowadził psa, nawiązywał z nim więź, w normalny, bezstresowy dla obu stron od samego początku sposób, przekonał go że pies może sobie żyć bezstresowo, nie musi podjmować decyzji, bronić przed wszystkim i wszystkimi, bać się wszystkiego, nie musi walczyć o miejsce na kanapie, o zawartość miski, święty spokój, itd, ów pies będzie nadal problemowy?
Otóż odpowiedź brzmi: nie, nie będzie wtedy pies sprawiał problemów, bo w każdej sytuacji w taki czy inny sposób stresowy dla psa odda on swojemu panu prawo decyzji. Czyli sam z siebie odda mu przywództwo.Prawda? Tylko pies który jest pewien że jego pan podejmuje zawsze słuszne decyzje, nie będzie kombinować. O ile fajniej się zyje bez obowiązków, problemów, zmartwień?
Ale to jest ta subtelna granica - jak tu pokazać psu kto rządzi, bez stosowania dominacji
Punkt 3 też budzi moje wątpliwości...czy pies który przychodzi do swojej pani gdy ta płacze, liże ją po twarzy, rękach, podstawia swoje uszy do wycierania oczu, przytula się myśli tylko o sobie? Czy aby na pewno?
punkt 4 - są niezbyt mądre - jak patrzymy czasem na psy i ludzi....to w takim razie jak nazwać tych niektórych ludzi?
Punkt 2 - czy aby na pewno wiedzą co jest bezpieczne a co nie? Czy jamnik rzucający się do gardłą rotkowi wie czy to jest bezpieczne?
