większość roślin na tej planecie, hodowanych jest dla zwierząt, które potem lądują na stole. zabijanie ich, to również zabijanie tych podczas żniw. to, można powiedzieć, podwójne zło. czy ci, którzy nie mają nic przeciwko zjadaniu zwierząt, nie zjadają też tych roślin? czyżbyśmy dochodzili do potrójnego zła? zwierzęta+ich posiłek+warzywka do mięsa. to wszystko ląduje na talerzu wszystkożercy. trzykrotne zabicie.
lasy również wycina się głównie pod uprawy, których zbiory przeznaczane są na paszę dla zwierząt. dla nas zostaje niewielka część. ogromna ilość ludzi mogłaby zostać tym wyżywiona, gdyby nie tak ekstremalna przemysłowa hodowla. mięsa dziś jest produkowane o dużo za dużo dla ludzkich potrzeb, wiele jedzenia się wyrzuca.
czy króliki ginące podczas żniw spędzają swoje życie w cierpieniu i wykorzystaniu?
czemu najpierw piszecie, że zabijanie zwierząt dla jedzenia jest ok, gdy chodzi o zjadanie ich, a potem, gdy idzie o zjadanie roślin i zabijanie zwierząt w trakcie ich zbiorów, to wtedy to samo zabijanie staje się złe?
Jadis, takie słowa
są bardzo nieprzyjemne. zbędny sarkazm.podobno wegetarianie kochają wszystkie stworzonka ;) wiec teoretycznie powinni...
weganizm polega na możliwym dla konkretnej osoby minimalizowaniu szkód. kiedyś mam nadzieję żyć w świecie, który opisała dagnes: produkcja żywności wyłącznie własna. to jest teraz dla mnie nieosiągalne, ale to nie znaczy, że upoważnia mnie to do dokładania się do cierpienia zwierząt. a tym jest przemysłowa ich hodowla. i jest to znacznie gorsze, niż śmierć małych ssaków przy żniwach, bo one miały chociaż szansę na życie w zgodzie ze swoją naturą. tymczasem hodowlane zwierzęta, nawet na eko farmach, wcale nie żyją sielankowo.
a co do butów, to w ogóle śmiech na sali i brak znajomości tematu. nie mam w swojej szafie nic pochodzącego od zwierząt, poza starym, nie używanym już swetrem. ma on 10 lat. można mieć piękne buty bez obdzierania kogoś ze skóry...
edit:
ciekawi mnie też to, że nikt nie uznał za hipokryzję tego, że karmię barfem swoje zwierzęta, ale już to, że jem rośliny, jest hipokryzją
jeszcze raz edit:
co do zabijania owadów, pająków. praktycznie mi się to nie zdarza. nigdy w życiu nie zabiłam biedronki. pająka kilka razy owszem. generalnie wszystko wynoszę na dwór. nie depczę ślimaków(chyba, że nie zauważę).
raz zgniotłam żabę w drzwiach. głupio się przyznać, ale kilka dni było mi smutno i miałam wyrzuty sumienia, że nie zauważyłam jej wychodząc.
boję się żab, a mimo to, gdy jedna skakała mi po chałupie, po prostu złapałam ją w słoik i dałam na dwór.
byłam jedyną osobą w domu zdolną wynieść mysz zabitą przez jedną z naszych kotek.
jest tylko jedno stworzenie na tym świecie, które zabijam bez mrugnięcia okiem: kleszcze, gdy zdejmuje je z psów.
nawet z komarami różnie to u mnie bywa... zdarza się że na wpół śpiąca jakiegoś zabiję, ale generalnie staram się tego unikać.
