To ja dorzuce tylko jeszcze 5 groszy od siebie. A Propos dokocenia.
Popieram to co pisala Mari - im młodszy rezydent tym łatwiej. ALe.. Uważam tez , że jednym z aspektow majacych znaczenie bedzie płeć kotow... Widze to na swoim przykladzie.
Kiedy Kisiel miala rok przynioslam do domu Zime. Zima miala 2 miesiace. I dokocenie przeprowadzilismy w momencie gdy Kisiel byla juz po rui , byla na tyle dojrzala , ze mogla rozwinac u siebie macierzynskie instynty. I tak wlasnie zrobila . Rozpieszczona wredna nieznosna jedynaczka zaczela opiekowac sie maltka Zima. Dokocenie trwalo 3 tyg. - Ja sie troche balam zeby szybciej je zostawic same sobie.
Za drugim razem pierwotnie chcielismy tez malego kotka i najlepiej kotke (bo kocur znaczy itp). W rezultacie wzielismy kocura i to 7 miesiecznego. (Mial on bardzo duze problemy ze stresem dlatego jestem zdanie zeby brac mozliwie mlodego kota). Kisiel miala 1,5roku Zima 6 miesiecy.
Podejrzewam , ze gdyby pojawila sie 3 kotka moglaby pojawic sie zazdrosc. JEst ocur. Swietnie dogaduje sie z mlodsza Zima. (choc troche to trwalo bo Olek to ragdoll i znacnzie przerasta wielkosciowo dziewczyny , wiec z poczatku baly sie go). Kisiel tez nie wykazuje agresji ani stresu z powodu jego obecnosci, ba nawet go zaczepia troche, choc ona ogolnie jest dosc niesmiala i trzyma sie z boku , wiec jak na nia to i tak duzo. Nadal jest bardzo opiekuncza w stosunku do Zimy. (oczywiscie zdaje sobie sprawe , z enie jestem w stanie przeanalizowac wszystkiego co sie w jej glowce dzieje )
Sytuacja wyglada tak , ze Zima sypia wylizuje sie i bawi i z Kisiel i z Olkiem na zmiane. Kisiel i Olek ew spia kolo siebie. Fakt nie kazdy kot musi sie pokochac z innym . I ja nie bede nacisnac ani starac sie tej milosci w nich wywolac.
WYdaje mi sie , ze jest to w miare naturalne towarzystwo dla nich i zdrowe. Bo na swiecie nie istnieje tylko jedna plec . Dlatego jesli moge sie wypowiedziec ja na miejscu Terhie nie bralabym drugiego kocura ... Wydaje mi sie , ze miedzy samcami tak czy owak pojawiac sie moge pierotne instynkty walki o terytorium itp. Ale to tylko moje zdanie.A co sie stalo to sie nie odstanie.
Moje koty nie rywalizuja o jedzenie. Dostaja jesc w jednym czasie, zjadaja wszystko , nikt nikomu nie zabiera, a nawet jesli ktorej ktoremus zaglada do miski to nie ma miedzy nimi walk i ani zagladajacy ani wlasciciel miski nie robi z tego problemu.
Jesli chodzi o kontakt ze mna albo tz, to najczesciej konczy sie na tym , ze na kanapie lezy Zima, potem siedze ja,po srodku lezy olek , potem siedzi Tz a na jego kolanach pojawia sie Kisiel.
Moglabym powiedziec wrecz , ze moje koty stowrzyly takie nienaturalne stado , albo gang.
Razem buszuja w poszukiwaniu jedzenia (gdzie Olek stoi na czatach , Kisiel nadzoruje obserwujac z krzesla a Zima kradnie jedzenie, potem cala trojka ucieka z kuchni i bunkruja sie gdzies w ciemnym kacie po olei zajadajac tym co "upoluja" ..Oczywiscie w tym stadzie panuje hierarchia. I kazdy stara sie trzymac objetej pozycji.
Potrafia nawet bawic sie wspolnie jedna zabawka .
Ponadto sadze, ze nie da sie wyeliminowac calego stresu jakie nasze koty przezywaja. I pokusilabym sie moze nawet o stwierdzenie , ze nie powinnismy . Stres ma tez wg mnie troche zdrowego dziania. PObudza do dzialania, mobilizuje. W naturalnym srodowisku koty tez na pewno narazone sa na dzialanie stresu kiedy np musza walczyc o jedzenie bo ktos chce im odebrac zwierzyne. (taki przyklad pierwszy z rzedu).
Podsumowujac jestem zdania , ze moze istniec korzystne dokocenie. NAwet w ilosci powyzej 2 kotow. (choc zdaje sobie spraw , ze moje koty w ogole sa dziwne i moga nie byc dobrym i miarodajnym przykladem;p)