Dla kota, którego zamknęliśmy w mieszkaniu, któremu zabraliśmy wolność, i dla którego staliśmy się "matką zastępczą" - opiekun wydaje się być jedną z podstawowych wartości życia.leniwiec pisze:Czegoś tu nie rozumiem. Z jednej strony chcemy widzieć w naszych kotach niezależne, ledwo udomowione drapieżniki, które jedzą tylko to co naturalne, polują i w ogóle prawie niczym się nie różnią od swoich "dzikich przodków", a z drugiej - uważamy dostęp do względów opiekuna za podstawową wartość w życiu kota? I to jest normalne i naturalne?
Powiadają, że koty zostały udomowione dwukrotnie. Pierwsze udomowienie miało miejsce parę tysięcy lat temu, gdy koty zaczęły żyć przy ludziach, tępiąc szkodniki i otrzymując w zamian miskę oraz jakieś schronienie. Przez tysiąclecia koty żyły obok ludzi, ciesząc się swą wolnością i niezależnością, dając ludziom swą pożyteczność. Całkiem niedawno odbyło się drugie udomowienie kota, nazywane udomowieniem "właściwym" - kot stał się domownikiem, otrzymał posłanie w ludzkim łóżku oraz wiele innych przywilejów w zamian za zabranie mu wolności oraz brak oczekiwań w zakresie bycia użytecznym. Dopiero w czasie tego drugiego udomowienia można było zacząć poznawać kocią naturę oraz opisywać interakcje z człowiekiem. Jedyny okres w życiu kotów, gdy w naturalnym środowisku żyją razem z innym kotem czy kotami, to okres bycia przy matce. Na podstawie obserwacji zachowań kotów w stosunku do ludzi, np. języka jakim się wtedy posługują, można przypuszczać, że traktują one swego opiekuna w sposób zbliżony do tego, jak traktowały swą matkę. Kocię porozumiewa się z matką w dużej mierze za pomocą sygnałów wokalnych, natomiast koty dorosłe pomiędzy sobą używają praktycznie wyłącznie mowy ciała. Dlatego kot używa do porozumiewania się ze swym opiekunem miauków, mrauków i jęków, czego nie robi w stosunku do innych kotów. Do tego dochodzi jeszcze cała gama innych zachowań świadczących o postawie nastawionej na otrzymywanie, tak jak ma to miejsce u kocięcia, któremu matka zapewnia wszystko. Dla podwójnie udomowionego kota, jego opiekun jest więc kimś bardzo ważnym.
Nawet wśród ludzkich dzieci, będących rodzeństwem niebliźniaczym, często zdarzają się walki o bardziej uprzywilejowaną pozycję i bycie "bardziej kochanym". Zwłaszcza starszy z rodzeństwa może doznać poważnej traumy, gdy "traci" swych rodziców, których dotąd miał "na własność i wyłączność", na rzecz nowonarodzonego młodszego braciszka. Jeśli rodzice nie zajmą się właściwie psychiką swego starszego dziecka, ona bardzo ucierpi. Podobny mechanizm może zadziałać u kota.
Jednakże im bardziej i głębiej staram się poznać koty, tym większej pokory nabieram w interpretowaniu ich zachowań. Właściwie, jestem chyba na etapie, na którym wiem, że nie wiem. Dlatego próbuję przestrzec innych przed lekkomyślnym szufladkowaniem sytuacji: "kot się nudzi - potrzebuje braciszka", bo to typowa antropomorfizacja kota. Niestety, to czego naprawdę chce kot, bywa dla mnie często głęboko ukryte bądź zakamuflowane
Dokładnieleniwiec pisze:staramy się z całych sił, żeby jak najbardziej zbliżyć się do ideału
Leniwiec, twoja sytuacja jest przykładem tego, że czasem się da, i że koty można uszczęśliwić przez dokocenie. Nie można jednak generalizować i zapominać, że w momencie dokocenia twoje koty były bardzo młode, a jeden był wręcz dzieckiem (6 miesięcy i 2 miesiące). To idealne warunki, lepsze są jedynie wtedy gdy mamy dwa koty z jednego miotu lub wychowywane w jednym domu.
Ja też uwielbiam wpatrywać się we wtulone w siebie koty, jednak wiem, że osiągnięcie takiego stanu z dorosłymi kotami jest bardzo trudne.
Kontakty i interakcje z innymi kotami to jednak nie to samo co wspólne zamieszkiwanie małej, jak na kocie standardy, powierzchni mieszkania czy domu. Mojemu kotu zdarza się mieć kontakty z kotami z sąsiedztwa, które najwyraźniej go pobudzają i uszczęśliwiają, dając nowe, dodatkowe bodźce. Ale dzielenie posłania, miski, kuwety, zabawek i terenu to coś zupełnie innego niż sąsiedzkie "pogawędki" na łące. Dlatego piszę by być ostrożnym i dogłębnie przemyśleć dokocenie, popatrzeć oczami kota na to, co się dzieje, a czasem może zrezygnować z tego dokocenia, jeśli miałoby być okupione stresem i problemami.leniwiec pisze:Zgadzam się, że koty w naturalnym środowisku (cokolwiek mamy tu na myśli) nie tworzą stada, polują same, a kotki samodzielnie wychowują młode. Ale wciąż te koty mają kontakt z innymi osobnikami. Mają szansę na interakcję (nieraz radosną, przyjazną) z drugim kotem - z jedyną istotą, która może w pełni zrozumieć wysyłane przez nie sygnały.
A temu, komu uda się dokładnie zrozumieć kota, należy się Nobel
oraz Franek!
