Lukrecjuszem nazywam czasem Sanjira. Jest, najkrócej mówiąc, elegancki. Duża dbałość o futro, ogon zawsze starannie zwinięty dookoła łapek, żadnych "śpiochów" w oczach, małomówny (trzeba się napracować, żeby mruczał) i lubiący wysokie miejsca, oliwki i nalewki ziołowe (np. szałwia albo jeszcze lepiej - krople na serce (z walerianą
Mam go od małego, góra 5 tygodniowego kociaka mieszczącego się na dłoni. Kiedy pierwszej nocy zaczął mruczeć, byłam przerażona, że na coś choruje. Zawsze będzie moim Kotem.
Cirdanek to urwis śmietnikowy, do ludzi trafił jak miał koło trzech miesięcy i coś mu z tego ulicznego nicponia zostało. Ogona nie zawija, o futro niby dba, ale jakoś tak byle jak, zawsze z jakimś paprochem w kąciku oka albo na brodzie, z wywalonym językiem, tarza się w piachu i mało umiejętnie obgryza pazury. Mruczy głośno i z byle powodu, miauczy tez głośno i bez okazji
Kiedy Cirdan się wprowadził, Sanjiro przeżył lekki szok. Przestał przychodzić rano na przytulanki, strzelać baranki, mruczeć i bawić się. Zdystansowany, obrażony kot.
Wrócił do mruczenia w dniu, kiedy Cirdan zleciał z dachu i nie mogłam go znaleźć. Przyszedł do mnie i zaczął głośno mruczeć. A zwykle kiedy mruczy, to cichutko, sama krtań mu drga. Dokładnie rok od Ery Cirdana
I od tego czasu mu się dystans zaczął zmniejszać. Do aportowania jeszcze nie wrócił, ale zaczyna się bawić, powróciło też poranne drapanie brzuszka. Ja to wiążę z dachowym wypadkiem Cirdana, ale co tak naprawdę chodzi w kociej głowie, kto wie...
A to dzisiejsze kocie rozróby:
Wieczorem bawiłam się z Cirdanem w polowanie na "zajączka", którego mu puszczam na ścianie. Więc jak zapaliłam rano swiatło, to usiadł przed ścianą i czekał, wydając "polujące" dźwięki. Jak usłyszał je Sanji, to zaczął się skradać. Wyjęłam lusterko, rzuciłam "zająca" na ścianę, pogoń się zaczęła... A Sanji pełznął dalej.
I skoczył! Małemu na grzbiet, zęby w kark
Na to Sanji się zdumiał
S. nie wytrzymał napięcia, z miejsca się zjeżył, ogon wyprężył i miaukocząc przeraźliwie przeleciał "bokiem" po schodach i slychać było jak na dole biega w szalonych kółkach.
Cirdan odwrócił się na moment, sapnął głośno i wrócił do zająca.
Żadne słowa nie oddadzą kociej ekspresji
Muszę im kupić laserek, ale ciągle się obawiam szkodliwości. A może niesłusznie? Dagnes chyba laseruje Pedra, jeszcze ktoś?




