Nie barfujemy jeszcze wcale, za to małymi kroczkami przygotowuję dziewczęta do przejścia na barfa. Nie wiem, czy kogokolwiek zainteresuje to, jak się do tego przygotowujemy... Ale może komuś to jakoś pomoże lub podniesie na duchu, gdy będzie tracił cierpliwość? A może ktoś dostrzeże gdzieś w moich działaniach błąd i pomoże mi wrócić na właściwy tor? Tak czy siak, może moje "wieści z frontu" na coś się zdadzą... a może nie
Nie piszę ile czasu trwały kolejne etapy, bo nawet moje dziewczyny idą innym tempem. Aurelka zwykle kolejne etapy akceptuje stosunkowo szybko, Tula co chwilę podnosi bunt. Czuję się trochę jak nauczyciel matematyki w klasie, w której część uczniów nie umie liczyć do 5, podczas gdy pozostali dawno opanowali ułamki... A poziom trzeba dostosować do wszystkich
Z racji tego, że Aurelka miała problem z gryzieniem mięsa - nie gryzła go wcale, tylko połykała w całości niezależni od wielkości kawałków i natychmiast potem wymiotowała, kilka miesięcy temu odstawiłam zupełnie mięso, w diecie dziewcząt pozostała sucha karma i puszki.
Kiedy zaczęłam przygotowywać dziewczyny do barfa, zaczęłam podawać im więc wołowinę (ją jadły wcześniej najchętniej) całkowicie zmieloną.
Początkowo dodawałam pół łyżeczki zmielonego mięsa do wieczornej puszki. Początkowo mięso było starannie omijane, po jakimś czasie dziewczyny zaczęły go z rezerwą próbować.
Gdy zmielone mięso dodawane do puszki zaczęło być zjadane już bez marudzenia, zaczęłam zamiast mielić, siekać je na drobne kawałki. Siekane zostało przyjęte z takim entuzjazmem, że szybko z dodatku do wieczornej puszki przeszło na pełnoprawny posiłek poranny. Zaczęły pojawiać się kawałki różnej wielkości.
Ostatnio na śniadanko prócz wołowiny pojawiają się teraz co jakiś czas skrzydełka z kurczaka. Jest to absolutna nowość w diecie dziewcząt, więc wciąż podchodzą do nich z dystansem
Dodatkowo jestem na etapie przyzwyczajania ich, że mięsko dostają w smakowitej "zupie" z moczenia mięsa, którą należy wypić. Zupka cała znika, choć mam wrażenie, że to głównie za sprawą Aurelki... Za jakiś czas zacznę do zupki dodawać odrobinę jakiegoś suplementu. Zastanawiam się, od którego zacząć? Pewnie od jakiegoś neutralnego w smaku...
Znają już smak tauryny i są do niego przyzwyczajone. Mam nadzieję, że inne naturalne suplementy przyjmą równie chętnie


