Wybiła mi tylko bark. Suka na smyczy nie ciągnie, chodzi ładnie, można na nitce prowadzić przez 99% spacerów. Ale jak pociągnie to zawsze w taki widowiskowy sposób i cąłą sobą (masa cielska + osobowość).Dieselka pisze:Oczywiście w takiej sytuacji nie ma mowy o utrzymaniu ale że człowiek zawsze durny, to się starał - naderwane mięśnie to nic dla mnie nowego :P
Królową wszechświata i okolicy równeiż miałam przyjemność mieć w domu. Pobudka z samego ranna, bo jaśnie pani oto wychodzi na dwór. Ale ona sama nic nie robiła, siadała i tak patrzyła, że człowiek od razu robił to, co jaśnie pani sobie zażyczyła. Po kilku jej budzeniach już sie anuczyłam wstawac o jej godzinie, bez budzika i bez jej powiadamianie, że oto już wstała. Najpierw siadała na mnie i waliła łapą po twarzy, jak udawałam, że śpię to łaziła po pokoju i zrzucała te rzeczy, na których mi najbardziej zależało, bezczelnie sprawdzajac czy dalej mam zamiar udawać, że śpię. W ostateczności wkakiwała pod kołdrę i gryzła w łydkę, zawsze się podrywałam z dzikim krzykiem, bo robiła to naprawdę mocno. Zawsze wtedy wyglądała jakby sie uśmiechała a cały jej pysio zdawał sie móić "i co? dalej śpisz?".
Psa tez nam przeszkoliła. Ona przecież nie bedzie leżała na łózku z kimś takim jak pies. Co to, to nie. Suczydło jeszcze młode, około półroczne. Behemot wskoczyła na łóżko i z lubością ugryzła w brzuch. Od tej poery suczydło podchodząc do łóżka sprawdzało, czy zołzy nigdzie w pobliżu nie ma.
