Zgadzam się w 100% z Agal, Tufitką i Klauduską.
Dla mnie oglądanie moich dziewczyn w rui to naprawdę koszmar. Nie chodzi o to, że mi przeszkadza to, że plączą się pod nogami i krzyczą - chodzi mi o to, jak się męczą. Tula miała tych ruj naprawdę niewiele, do policzenia na palcach jednej ręki, w dużych odstępach czasu i bardzo krótkie, ale za każdym razem już byłam gotowa dzwonić do lecznicy i zamówić kastrację na zaraz po. Kotka w rui to po prostu nie jest ta sama kotka. Na co dzień patrzę Tuli w oczy i z nich aż bije jej inteligencja. Kiedy ma ruję to spojrzenie jest po prostu głupie, tępe. Z czułej, myślącej istoty robi się po prostu najprymitywniejsze z prymitywnych zwierzę. Jeśli kotka nie jest hodowlaną to należy, po prostu trzeba jej tego oszczędzić.
Serce mnie boli na myśl o Aurelce - nie wykastrowałam jej od razu, bo miała być kotką hodowlaną. Zastanawiałam się, czy ostatecznie będzie, bo choć aparycję ma doskonałą, miałam zastrzeżenia do jej charakteru - zachowywała się tak, jakby miała jakby taki koci "autyzm". Żyła w swoim świecie i tylko czasem wychodziła z niego do nas. Myślałam, że mam czas do namysłu. Ostatecznie los zdecydował za mnie - wykryliśmy u Aurelki wadę genetyczną i musieliśmy ją wykastrować, bez względu na moje dywagacje na temat jej charakteru. Ale Aurelka w międzyczasie wpadła w ciągłą ruję - w końcu po podaniu hormonów udało się ją wyciszyć i wykastrować, ale co się w tym krótkim (ale jednak) czasie namęczyła, tego nigdy jej nie zwrócę...

i nigdy sobie nie wybaczę.
A po kastracji... Aurelka to zupełnie inny kot. Jej świat już nie istnieje, teraz całą sobą żyje w naszym. Jest ciągle spragniona naszego towarzystwa, pieszczot, uwagi. Wreszcie mamy kota, który żyje z nami, a nie obok nas. A przede wszystkim - Aurelka zawsze była taka trochę nieśmiała, niepewna siebie, a nawet może odrobinę płochliwa. Teraz jest pewną siebie, śmiałą i rezolutną koteczką. I nie jest bardziej leniwa, ani mniej ruchliwa. Bawi się tak samo chętnie i z takim samym zaangażowaniem pędząc za wędką nie wyrabia na zakrętach i wjeżdża z rozpędu w ścianę jak wcześniej
Kociaki wychodzące z mojej hodowli będą już wykastrowane. Jest zbyt wiele naprawdę poważnych argumentów za wczesną kastracją, żeby wynikający z emocjonalnego podejścia do sprawy argument przeciwko, bo "to jeszcze dziecko", mógł przeważyć szalę.