Co robią wam wasze zwierzaki. tak na porządku dziennym. jak "wchodzą wam w paradę". Do jakich mniejszych lub wiekszych kontuzji doprowadziły?
Taz - terier, mały chodzący czołg. Jak czegoś chce to po trupach, jednocześnie nadal chyba myśląc, że jest leciutkim pieskiem kieszonkowym. Małe wygodnickie bydle, które na podłodze się z zasady nie kładzie (chyba, że mu za ciepło a to jest przypadek 1 na 1000 - to ciepluch). Usiłując znaleźć sobie miejsce na sofie najpierw skoczy - zawsze i bezbłednie na jakąś w miarę miękką część kogoś z nas. Nie licze już ile razy mój M zwijał się w kulkę bólu
pies zadepcze, podrapie i sie przepchnie.
Nie dajcie bogowie, żeby na sofie był kocyk. Wtedy trzeba wejść pod - co oznacza kolejne przepychanki bez pardonu. Z kolei kiedy trzeba wyjść, przysięgam jeśli wyjścia by nie znalazł to by sobie stworzył.
Kolejnym cudownym nawykiem, Taza jest przeciąganie się - koniecznie tak, aby wepchnąć łapy jak najgłebiej w miękką część ciała. Jeśli przy okazji uda się przerwać ciągłość skóry - tym lepiej
Przygotowanie do spaceru - kiedy zakładam buty Taz dostaje szajby, biega radośnie i skacze to na drzwi, to na moje wyprostowane kolano - tak idealnie - uczucie, jakby kolano miało się zgiąć w drugą stronę (ja mam zwyrodnienia po zapaleniu, masakra)
Ostatnio udało mu sie wyrobic u mnie syndrom "łokcia tazopańci". Te jego słodkie wyskoki kiedy idzie na smyczy i nagle stop - powyrywał mi łokcie ze stawów (znaczy takie uczucie hahaha) - pora zainwestowac w smycz amortyzującą bo moje łokcie do 40 nie dociągną.
ciągłych podrapańm już naet nie liczę
