Gusta i guściki - zwierzaki są chyba podobne pod tym wzgledem do nas
Często jest tak, ze zwierzak nie znając czegoś - nie chce spróbować. Jak był szczenieciem ktoś nie wykorzystał otwartego okna na świat i potem trzeba futro rozsmakować - tak było własnie u was z łososiem.
Czasem jednak po prostu nie smakuje i nic nie poradzisz. Trzeba szukać zastępstwa.
Pożegnałam forum bardzo dawno temu...
Nie zezwalam na kopiowanie i wykorzystywanie moich artykułów opublikowanych tutaj.
co myślicie o pieczonej skórze z łososia? Często jemy łososia z pieca (do nagrzanego piekarnika wrzucam filet posypany tylko koprem i polany kilkoma kroplami soku z cytryny, bez soli i innych przypraw) łosoś piecze się tak, że skóra zostaje przyklejona do naczynia, po wystygnięciu jest fajna chrupiąca - psy ją uwielbiają (o dziwo bo ryby nie chętnie jedzą) czy mogę im taką podawać? obecnie daje sporadycznie, raczej jako smakołyk kiedy żebrzą jak sprzątam po kolacji :P
Moje psy jedzą z apetytem wyłącznie łososia, oczywiście surowego.
Myślę że taką pieczoną skórą można nieco dosmaczyć surową rybę,żeby chętniej ja jadły.
Nie traktowałabym tego jako części diety, ale skoro lubią to od czasu do czasu jako smakołyk nie powinny zaszkodzić (oczywiście o ile nie jest to mocno przyprawione, ale pisałaś, że nie jest)
Dosmaczanie surowej ryby to też jest pomysł - próbowałaś tak?
Jak myślicie,czy podanie całej głowy z łososia jest ok? Jakie on tam wartości kryje w środku?
ON rozprawia się z nim ze smakiem,ale czy warto zrobić suce taką radochę?
Jezeli pies takie cosio jada i mu smakuje i chętnie to obgryza to nie widzę problemu... w głowie masz dużo wapnia, jest mózg a więc dużo tłuszczów, są skrzela = dużo krwi.
Ja niestety wciąż nie potrafie przemóc swojej wewnętrznej bariery i ryby mielę wielokrotnie na miazgę. Ale to we mnie tkwi problem a nie w psie. Głowy Brutus też jada, jak są.
Pożegnałam forum bardzo dawno temu...
Nie zezwalam na kopiowanie i wykorzystywanie moich artykułów opublikowanych tutaj.
ON-ka daje radę całej głowie, a bordery wciągają kręgosłupy i brzuszki. Daje to raz na jakieś dwa tygodnie. Takie rarytasy można czasami kupić w macro.
Ja dzisiaj kupilam tusze z fladry. Tervik napewno da sobie rade , zobaczymy jak border. Do tego kupilam tez im po tuszce z krąpia ( karpiowata rodzina). Wyjdzie im stosunek fladry do krapia 4:1. Przy takiej ilosci rozumiem ,ze nie musze martwic sie o uzupelnienie witaminy B1 ?
A czy z trioxem jest tak samo jak z tiaminazą, że nie powinno się jej po prostu łączyć z mięsem, ale ryba podana raz na czas w osobnym posiłku nie będzie skutkować niedoborami? Mirunę akurat zdarza mi się kupić czasem w dobrej cenie dla siebie, więc mogłabym kupić i dla zwierzaków.
Czy ktoś się orientuje ile witaminy D średnio zawiera miruna? Da się nią od czasu do czasu podbić wit D w bilansie?
Kupiłam dziś garstkę anchois w L'eclercu. Jakieś taniutkie były- okolice 15zł. Pewnie powiecie, że to śledziowate i niezdrowe, ale rybka maleńka i zasmakowała. I cieszę się, że (wprawdzie dopiero po podmrożeniu) ale nawet Pankracy zechciał zjeść kilka- łącznie z flaczkami i łebkiem, co mnie dodatkowo cieszy
A u nas dziś pierwsza próba z surową rybą - w pierwszej chwili zdziwienie na mordach bezcenne
Generalnie ryba jest średnio zjadliwa, a dla niektórych prawie niejadalna.
Skoro już jestem w tym temacie...
Czy daje ktoś z Was zwierzakom własnoręcznie złowione ryby rzeczne? Ja do tej pory dawałam tylko takie jak sama jem, czyli po obróbce termicznej, dla kotów konkretnie gotowane i pozbawione ości - bałam się tiaminazy i żyjątek, które mogą zamieszkiwać w niebadanej, wyciągniętej prosto z rzeki rybie. Ale czasem uda się złowić szczupaka, okoni jest na pęczki... Czy jednak podanie kotu takiego okonka na surowo to jest dobry pomysł?