Witajcie! To mój pierwszy post na tym forum - zostałam tu pokierowana z Miau. Nie wiem, czy napisałam w dobrym miejscu, w razie czego serdecznie proszę o przeniesienie. Poniżej wklejam treść wątku, który założyłam na Miau.
Puma (Ciuma, Ciumcik, Ciumal) jest ze mną od drugiej połowy września. To kotka o świetnym, zrównoważonym charakterze - lubi zarówno spać przy głowie człowieka, jak i wyrywać nocą z niej włosy, trochę jak dr Jekyll i mr Hyde. Wcina TOTW i saszetki (ok. 2 dziennie, suche czasem podgryza, ale niewiele), apetyt ma duży, ale waży zaledwie (przynajmniej na mój gust) 2,5 kg w wieku ok. 9 miesięcy i generalnie jest malutka. Dodam jeszcze, że kicia jest niewychodzącą jedynaczką. Planowaliśmy sterylkę, ale... - o tym poniżej.
A teraz historia choroby/chorób (nie wszystko już pamiętam niestety, postaram się pisać jak najdokładniej):
1. We wrześniu leczyliśmy "jakiegoś" wirusa.
Objawy: gorączka, łzawienie, olbrzymie węzły chłonne, kichanie.
Lek: antybiotyk (ok. 2 tygodnie) + osłonowe, krople do oczu
Stan: wyleczone
2. Listopad - wizyta w sprawie brudnych uszu + krostki w okolicy szyi, przyjęła mnie druga weterynarz i z dzisiejszej perspektywy uważam, że popełniła błąd w diagnozie.
Objawy: spora ilość brudu, kupa z krwią i rozwolnienia, pojawiające się pojedyncze bąble na szyi - coś w rodzaju ukąszenia komara, które w miarę drapania się powiększa, a w najgorszym przypadku "rozlewa", tzn. przybiera nieregularny kształt. Brak wydzieliny i "czegoś" wyczuwalnego pod skórą.
Leczenie: Atecortin do uszu i na krostki, zalecenie zmiany karmy oraz jakiś środek podawany przez tydzień na probelmy z kupą (w płynie, wstrzykiwany do gardła).
Stan: Uszy czyszczone i zakraplane maścią - powierzchownie poprawa, aczkolwiek brud wciąż wychodził, co prawda nie tak, jak wcześniej. Krostki szybciej schodziły po maści, ale wciąż pojedyncze się pojawiały. Kupa - bardzo duża poprawa. Wciąż sprawdzamy po załatwieniu się i oglądamy też pupę bezpośrednio po wypróżnieniu w poszukiwaniu ew. śladów krwi lub rozwolnienia - rozstrój pojawił się może ze dwa razy (tzn. dwa razy od listopada zrobiła brzydką kupę, więc chyba ok), a krwi już nie było.
3. Styczeń - jakiś koszmar. Dwa tygodnie ciszy z krostkami, a potem nagle wysyp - chyba z pięć sztuk na raz, wszystkie na szyi, rozdrapywane przez kota do krwi (poprzednie wychodziły raczej między łopatkami, więc nie było takiego dramatu). Kształt i forma jak wcześniej, brak wydzieliny. Jedna krosta pojawiła się na uchu. Robię kici takie masaże szyi, tzn. miętoszę skórę, żeby wyczuć zaczątki krostki i szybko zaleczać. Zrobiłam jej golf ze skarpetki, żeby choć odrobinę ograniczyć drapanie i stwierdziłam, że idziemy znowu do weta, bo nie może tak być. Uszy wciąż trochę brudne.
Diagnoza:
- (co mnie zaskoczyło!) świerzb - kot męczył się conajmniej od LISTOPADA... Aż mi szkoda słów na tę sytuację. Nigdy nie miałam kota ze świerzbem, zupełnie nie miałam pojęcia, jak to wygląda - z drugiej strony kicia nie drapała się aż tak często po uszach (np. nie ma wydrapanych placków), żeby mnie to zaniepokoiło. Kupiłam od weta Oridermyl (50 zł, auć!), dostaje raz dziennie przez miesiąc. Leczenie zaczęte od 02.01.2012 r.
- krostki - mistyczna zagadka. Smarujemy Oxycortem. Brak jednoznacznej diagnozy. Co ciekawe, od ok. tygodnia znowu nie wyszła jej żadna nowa krostka. Krostki nie powodują łysienia - chyba że drapie takową aż nadto. Ciągle zakładam golfik, kicia dzielnie nosi. Wetka dała następujące propozycje: mam kupić Efa Olie, podawać przez ok. 2 miesiące i sprawdzimy czy zadziała. Następna opcja - jak będzie bardzo źle to steryd. Dalej - ew. dieta hipoalergiczna przez 2 miesiące. Generalnie na razie zaleczamy świerzba, a ja po 10 stycznia (wypłata) kupuję te krople i zaczynamy działać.
- co do badań diagnostycznych - na razie się wstrzymujemy, ponieważ - jak stwierdziła wetka - źródło nie tkwi w infekcjach wirusowych, tylko dermatologicznych. Nie wiem, czy to dobrze wyjaśniłam, w razie czego jeszcze uzupełnię. Nie stać mnie na te badania, tzn. wolę jej kupić Efa Olie czy lek na świerzba, niż zrobić badania za ponad 100 zł (takie koszta podała wetka)... Niestety muszę wybierać. Jeżeli będą konieczne to pewnie zrobię, ale póki co wetka mówi że nie ma takiej potrzeby.
Co mnie niepokoi:
- nieznacznie, ale wciąż powiększone węzły chłonne (te na szyi).
- niestety chyba ma nadżerki z tyłu na języku i policzku - zauważyłam dosłownie 30 min. temu, przy ziewaniu. Nie mam pojęcia jak to się leczy i jakie są koszta - mogłybyście mi doradzić? Chcę się przygotować finansowo.
Informacje uzupełniające:
- kicia jest po pierwszej rujce, w tym miesiącu nie mogę sobie pozwolić na sterylkę (260 zł :( ), skupiamy się na leczeniu. Jestem załamana kosztami... Ponieważ spisujemy z chłopakiem wydatki, ostatnio podsumowaliśmy sobie, że na Pumę poszło łącznie ponad 400 zł za samo leczenie. Absolutnie nie żałuję na nią pieniędzy, ale ciężko jest dwójce studentów wyciągać z kieszeni takie pieniążki. Ostatnia wizyta u weta kosztowała mnie prawie 100 zł, a w nadchodzącym tygodniu czeka kolejna + zakup Efa Olie. Także finansowo jest dosyć ciężko.
- w międzyczasie (listopad i grudzień), kicia dostawała Immunodol.
Bardzo proszę o wszelkie porady - może któryś z waszych podopiecznych cierpiał z powodu podobnych "krostek-bąbli" albo wiecie coś więcej na temat nadżerek? Strasznie mi szkoda kici...
EDIT: Dołączam aktualne zdjęcie kici (sprzed chwili). Wybaczcie kiepską jakość:
Niestety już tak grzecznie nie siedzi :P
Co zmieniło się od zamieszczenia tego wątku na Miau:
- zamówiłam przez internet Efa Olie - powinno przyjść do końca tygodnia,
- jutro (wtorek) u wetki zapytam o morfologię z rozmazem, dokładniej o jej koszta - jak coś będę wiedziała, zabiorę się za organizowanie bazarku i zbieranie pieniążków,
- poradzono mi podawanie kici oleju z łososia i witaminę E - co o tym sądzicie?