Jak przekonać do BARF'a najbardziej upartych ludzi
Widzę to dokładnie tak samo jak Ines.Ines pisze: Ja to widzę trochę inaczej. Sama nie odżywiam się rewelacyjnie i są w mojej diecie grzeszki żywieniowe, które wiem, że mi nie służą. Ale to jest moja decyzja, za którą ja ponoszę ewentualne konsekwencje. Nie do pomyślenia jest za to dla mnie podjęcie z wygody decyzji, za którą negatywne konsekwencje będą ponosiły stworzenia, które są w 100% ode mnie uzależnione.
Ale chyba się narażę, bo, ja uważam, że barf jest dobry dla moich kotów, wierzę w to, ale dla mnie ma niestety same wady. Dostarcza stresów związanych z zakupem świeżego mięsa i podrobów (mam fisia na tym punkcie), myciem, mieleniem, krojeniem, suplementowaniem, zapychaniem nim zamrażalnika, a nawet już później, za każdym razem rodzielaniem/rozważaniem posiłków między 4 koty, sprzątaniem związanym z tą papraniną. Z mojego punktu widzenia jest to złodziej czasu. Ale co zrobić. Odpowiedzialność zobowiązuje.
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez Margot, łącznie zmieniany 1 raz.
Hehe, nie narażasz się, bo i mnie babranie się w mięsie nie bawi. To szukanie podrobów w kilku sklepach, to zgrywanie roboty z mężem (ręczna maszynka nie na moje siły), temperatura zewnętrzna (czy się mięso nie popsuje w drodze do domu, jeśli w upał z dalsza wiezione), dzień tygodnia a świeżość towaru w sklepie...Margot pisze:Ale chyba się narażę, bo, ja uważam, że barf jest dobry dla moich kotów, wierzę w to, ale dla mnie ma niestety same wady. [...] Z mojego punktu widzenia jest to złodziej czasu. Ale co zrobić. Odpowiedzialność zobowiązuje.
Ale gdy widzę kota pędzącego do miski, ciamkającego i wylizującego miskę do czysta, zdrowego, bez problemów kuwetowych, to wiem, że warto szukać tych podrobów w kolejnym sklepie i z irytacją wracać do domu po obejściu połowy osiedla
-
Snedronningen
- Posty: 2811
- Rejestracja: 2013-06-03, 09:46
Ja również barbrać się lubię. Mam kilka źródeł, w których kupuję mięso i podroby. Jeszcze po nich żaden kotek (i pies też) nie miał sensacji żołądkowych.
Polowanie na mięsa mi się podoba (może odzywa się we mnie pierwotny instynkt łowcy
).
A najszczęśliwsza jestem, jak uda mi się upolować wszystko co mam na liście i wtedy mogę ze spokojem zabrać się do robienia mieszanek.
A później patrzeć jak koty wcinają mieszanki - bezcenne.
Polowanie na mięsa mi się podoba (może odzywa się we mnie pierwotny instynkt łowcy
A najszczęśliwsza jestem, jak uda mi się upolować wszystko co mam na liście i wtedy mogę ze spokojem zabrać się do robienia mieszanek.
A później patrzeć jak koty wcinają mieszanki - bezcenne.
-
Snedronningen
- Posty: 2811
- Rejestracja: 2013-06-03, 09:46
Ja lubię patrzeć na wesołe miny sprzedawców jak załatwią mi coś na czym mi bardzo bardzo zależy - jak ostatnio przełyk wołowy. Są wtedy tak zadowoleni i uśmiechnięci, ze zastanawiam sie czy ja nie mam przypadkiem takiej samej miny jak suczydło, gdy daję jej jeść.
Chodzenie, szukanie, załatwianie i dzwonienie też w sumie jest fajne. Może to faktycznie pierwotny intynkt łowcy.
Chodzenie, szukanie, załatwianie i dzwonienie też w sumie jest fajne. Może to faktycznie pierwotny intynkt łowcy.
też lubię patrzeć. Panią, która sprzedaje wołowinę, i niekiedy stropiona mówi, że mało okrawków z tłuszczykiem udało się jej zdobyć - zawsze chwalę, że i tyle teraz wystarczy. Widzę, jak dodaje jej to skrzydeł do następnego zbierania okrawków. W soboty się u niej zaopatruję, umawiamy się, kiedy będę i wtedy dla mnie odkłada mięso. I te okrawki, i takie większe mięsne okrawki z mniejszą ilością tłuszczu i ładniejsze kawałki mięsa (po 11 zł). Na raz kupuję ok. 6-10 kg mięsa wołowego. Wie, że to dla zwierząt i zawsze ma coś dla mnie (jak wpadnę nieoczekiwanie w tygodniu). Ostatnio sprzedała mi ładną polędwicę wołową (bo już nic więcej nie było) po 13 zł. Poratowała mnie, bo musiałam na kilka dni mieć jakieś mięso dla zwierząt.
„Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta.”
George Bernard Shaw
George Bernard Shaw
Ja też. Gdy proszę o 1 kawałek wątróbki drobiowejSnedronningen pisze:Ja lubię patrzeć na wesołe miny sprzedawców
Natomiast ogromną radość anatoma-amatora
I widzę, że barfowanie z psem jest łatwiejsze - chociaż początkowo zarzekałam się, że to nie do ogarnięcia - bo nie muszę się martwić o składniki mieszanki, tylko kupuję, co akurat jest w sklepie.
Dużą krzywdę Barfowi wyrządzają także audycje radiowe poważanych weterynarzy. W ostatnią niedzielę w radiu dr Sumińska stwierdziła, że owszem, karmy suche nie są dobrym rozwiązaniem, bo niedobór wody, bo kłopoty z nerkami itp., ALE karmiąc naturalnie nie należy podawać surowych ryb (tiaminaza), za to wychwalała kości. Nie wspomniała ani razu, że kości tak, ale surowe i z umiarem, no i nie jako goła kość, i zastanawiam się, ile osób po tej audycji poda gnata z zupy lub resztki pieczonego kurczaka i spowoduje u psa kłopot lub wręcz cierpienie, ani że nie każda ryba zawiera tiaminazę. Szczęśliwie, nadmieniła, że ryż, makaron, kaszę można zamienić na warzywa i że to lepsze dla zwierzęcia - chociaż tyle, że nie proponowała sławetnej już proporcji "1/3 ryżu, 1/3 mięsa, 1/3 warzyw".
Niestety, audycja ta była bez udziału słuchaczy, więc pozostało mi wykłócanie się z radiem ku uciesze męża
Napisałam kolejne podsumowanie dla opornych tutaj - tym razem bazujące głównie na cytatach z opracowań Dagnes; może komuś się przyda przy przemawianiu do rozumu i dawaniu punktu zaczepienia do zdobywania wiedzy. Są tam też linki też do 3 innych "zachęcaczy" do BARFu, a odstawiania chrupek.
Do moich znajomych najbardziej trafia, gdy mówię, że najbardziej optymalnym posiłkiem dla kota jest mysz, a ja dodaję suplementy do mięsa po to, żeby z wołowiny zrobić mysz :D Bo co prawda karmienie mięsem to fanaberia, ale łapanie myszy to sama natura, więc nikt nie będzie się wykłócał pod wpływem tego argumentu ;) Większość z nich nie ma zwierząt albo ma, ale nie nakłaniam ich do zmiany diety, ale przynajmniej uważają mój sposób żywienia własnych kotów za dość sensowny, a nie wzięty z kosmosu.
Nawet koleżanka, która wygłasza mądrości w stylu "na wsi kota się nie leczy, sam się wyliże, a od matki najlepiej brać jak ma miesiąc, bo później będzie wracał do poprzedniego domu" stwierdziła ostatnio, że moim kotom to mięso chyba służy, bo są takie ładne i lśniące :)
Nawet koleżanka, która wygłasza mądrości w stylu "na wsi kota się nie leczy, sam się wyliże, a od matki najlepiej brać jak ma miesiąc, bo później będzie wracał do poprzedniego domu" stwierdziła ostatnio, że moim kotom to mięso chyba służy, bo są takie ładne i lśniące :)
Najgorszym argumentem na NIE jest 'bo wet powiedzial'.... Jak slysze cos takiego to mi rece opadaja.
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez Dalia, łącznie zmieniany 1 raz.
To może tak w ogole postarajmy sie przez chwile postawić w roli tej 2 strony.
Dla laika w temacie żywienia, to co mówi wet (bo to przecież lekarz, zna się na tym co dobre i w ogóle) jest święte. Wet ma dyplom,leczy, wet (przynajmniej powinien) duzo wiedzieć. To jest autorytet. I wielu to wystarcza. Malo kto odważy się podważyć autorytet ogólnie uznawany i akceptowany. Bo jak juz się to zrobi to wtedy ogół społeczeństwa patrzy na niego jka na wariata(znamy to , prawda? tak przecież traktuja nas te osoby, które przekonać próbujemy)
A czesto nasze argumenty wyglądają tak : tego nie dawaj bo to , to , to , to.... 0 konkretnych przykładów , powodów, uzasadnień. ALbo odwrotnie , multum informacji, natłok.
SOry , ale dla osoby dojrzalej slowa 20-parolatki (dla przykladu) nie sa wiarygodne. Jakkolwiek by nie probowala udowodnic swoich racji. A nie daj boze, zeby powiedziala, ze ma informacje z internetu (o tym, ze w internecie duzo chlamu jest , slysza nawet osoby starsze, niekoniecznie czesto z niego korzystajace - to jest pokolenie , ktore wiedze czerpalo z ksiazek a nie ekranu i tylko taka uznaje).
Dlatego wet jest dobry bo on sie uczyl a studiach, z ksiazek (nie wazne, ze nie bylo tam nic o karmieniu, nie wazne, ze mogl olac polowe zajec i dyplom ma na 3, nie wazne , ze podreczniki sponsoruje producent karmy) tak dlugo jak stawiamy informacie z internetu, z UWAGA forum naprzeciw wiedzy lekarza (NIE MOWIE, ZE WSZYSCY TAKICH ARGUMENTOW UZYWAJA) to sprawa jest przegrana.
Wielu ludziom bardzo ułatwiłoby ot choćby wydrukowanie artykulow o zywieniu, moze wynikow badan , jakichs zestawień czy tabel. Taki namacalny dowod na poparcie tych naszych "fanaberii". To jest rodzaj "uwierze, jak zobacze".
ALe czesto poza daniem kartek tej osobie przydaloby sie rowniez usiasc i pomoc jej to wszystko przeanalizowac (bo niestety udowoniono, ze nasze spoleczenstwo ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem i wyciaganiem samodzielnych wnioskow ;/).
Tak, na to potrzeba czasu, a nikt nawracajac babcie kolo piwnicy, zostawiajaca bezdomniakom suchego whiskasa, nie bedzie mial czasu na to, zeby takie praktyki uskuteczniac.
I nie z kazdym to pomoze, ale prawda jest taka , ze liczy sie tez forma przekazywania tej wiedzy a nie tylko sam fakt, ze wyklepiemy nawet ogrom powodow dla , ktorych sposob zywienia nalezy zmienic.
Dla laika w temacie żywienia, to co mówi wet (bo to przecież lekarz, zna się na tym co dobre i w ogóle) jest święte. Wet ma dyplom,leczy, wet (przynajmniej powinien) duzo wiedzieć. To jest autorytet. I wielu to wystarcza. Malo kto odważy się podważyć autorytet ogólnie uznawany i akceptowany. Bo jak juz się to zrobi to wtedy ogół społeczeństwa patrzy na niego jka na wariata(znamy to , prawda? tak przecież traktuja nas te osoby, które przekonać próbujemy)
A czesto nasze argumenty wyglądają tak : tego nie dawaj bo to , to , to , to.... 0 konkretnych przykładów , powodów, uzasadnień. ALbo odwrotnie , multum informacji, natłok.
SOry , ale dla osoby dojrzalej slowa 20-parolatki (dla przykladu) nie sa wiarygodne. Jakkolwiek by nie probowala udowodnic swoich racji. A nie daj boze, zeby powiedziala, ze ma informacje z internetu (o tym, ze w internecie duzo chlamu jest , slysza nawet osoby starsze, niekoniecznie czesto z niego korzystajace - to jest pokolenie , ktore wiedze czerpalo z ksiazek a nie ekranu i tylko taka uznaje).
Dlatego wet jest dobry bo on sie uczyl a studiach, z ksiazek (nie wazne, ze nie bylo tam nic o karmieniu, nie wazne, ze mogl olac polowe zajec i dyplom ma na 3, nie wazne , ze podreczniki sponsoruje producent karmy) tak dlugo jak stawiamy informacie z internetu, z UWAGA forum naprzeciw wiedzy lekarza (NIE MOWIE, ZE WSZYSCY TAKICH ARGUMENTOW UZYWAJA) to sprawa jest przegrana.
Wielu ludziom bardzo ułatwiłoby ot choćby wydrukowanie artykulow o zywieniu, moze wynikow badan , jakichs zestawień czy tabel. Taki namacalny dowod na poparcie tych naszych "fanaberii". To jest rodzaj "uwierze, jak zobacze".
ALe czesto poza daniem kartek tej osobie przydaloby sie rowniez usiasc i pomoc jej to wszystko przeanalizowac (bo niestety udowoniono, ze nasze spoleczenstwo ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem i wyciaganiem samodzielnych wnioskow ;/).
Tak, na to potrzeba czasu, a nikt nawracajac babcie kolo piwnicy, zostawiajaca bezdomniakom suchego whiskasa, nie bedzie mial czasu na to, zeby takie praktyki uskuteczniac.
I nie z kazdym to pomoze, ale prawda jest taka , ze liczy sie tez forma przekazywania tej wiedzy a nie tylko sam fakt, ze wyklepiemy nawet ogrom powodow dla , ktorych sposob zywienia nalezy zmienic.
Wielu osób nie da się przekonać. To chrupki są zbilansowane, trzeba się trzymać dokładnie instrukcji producentów, samodzielnie lepiej psa nie karmić. A BARF tak w ogóle to wielu psom nie służy - "rzygają i mają sraczkę". Nic dziwnego, skoro nadal przez większość psiarzy BARF postrzegany jest jako "rzucenie psu gnata" lub "karmienie samym mięsem". Może nie warto narażać się na epitety? Ale z drugiej strony, jeśli choć jedna osoba zacznie samodzielnie czegoś szukać po takiej dyskusji, to może jednak warto?
Ostatnio zmieniony 1970-01-01, 01:00 przez Tilia, łącznie zmieniany 1 raz.
Dokładnie - wartoTilia pisze:Ale z drugiej strony, jeśli choć jedna osoba zacznie samodzielnie czegoś szukać po takiej dyskusji, to może jednak warto?


