No z Magnolią nie od roku, bo mieszka krócej, ale przyszła krótko po Mokate (zabrał ją FeLV w wieku ok. roku 13.01.2013; z tego samego schroniska była - mój pierwszy własny kotek, bo wcześniej robiłam tylko za wakacyjną przechowalnię dla znajomych), która od początku tylko mięsko tolerowała, więc miałam super szybki kurs BARF na tym forum znalezionym z Google przy szukaniu o karmieniu kota mięsem (dlatego w schronie nie chciała jeść, bo karmy dawali). Tak wyglądała Mokate (trójłapka):
Magnolia jak mi ją przekazywano, to ponoć żadnych chrupek i tylko whiskas; u mnie zaczęła od animondy i 10g acany, później catz ff i 10g orijena, a wkrótce potem BARF /tak szybko przechodziła kolejne etapy, że karmiciele bezdomniaków dostali solidne paczki tego, co miało być dla niej - nie doceniłam szybkości adaptacji kotusia/, aczkolwiek żółtka, fortain, taurynę, skorupki i mięsko dostawała od początku po trochę (anemię miała i prawie wyłysiała - wyglądała "jak łysy szczur" {słowa wet}, więc trzeba było szybko tłumaczyć kotusiowi, co to kocie jedzenie; w schronie robiła strajk głodowy, bo chrupki i to byle jakie tylko dawali - z grubaska zrobił się szkielecik; dlatego ją wzięłam, bo już nic nie chciała im jeść). W poprzednią sobotę walczyła z końcówką kaczego skrzydła (w końcu pogryzła) i kawałkiem kaczej szyjki - jak na kota, który "nic nie chce jeść poza fast foodami" po pół roku to chyba nieźle ;) a tak na poważnie to musiała być w poprzednim domu karmiona co najmniej żółtkami i gotowanym mięsem, bo mi to ukradła jak tylko przestała się tak bardzo bać nowego domu; wyrzucona w grudniu; ponoć po zmarłej starszej pani, a nowy właściciel nawet nie ruszył d.., żeby choć domu jej poszukać jak sam jej nie chciał; sporo przeszła - do dzisiaj widać źle zrośnięty nos /wg wet prawdopodobnie kopniak/ i ogólnie jest koszmarnie nieufna, choć mnie już pierwszej nocy łapkami ugniatała, ale w dzień karmienie pod łóżkiem przez pierwszych kilka dni.
Potrafi wbić kły w rękę i solidnie podrapać, ale nie bez powodu

trzeba porządnie zasłużyć

jest bardzo zwinna i umięśniona (na zdjęciach nie widać, ale nawet wet jak ją badała, to była zaskoczona tym jaka jest silna). Za mięso kaczki, indyka (i żołądki) oraz łatę wołową to by się dała chyba pokroić, za to ryby uznaje za generalnie niejadalne, chyba, że w mikroskopijnych ilościach; jajka lepiej trzymać w bezpiecznym miejscu, bo każda ilość by jej weszła (oczywiście takie od kur zaprzyjaźnionej kobiety, bo z marketu to nawet nie poliże żółtka).