Ja miałem to szczęście, że kotkę z adopcji dostałem... gotową do współżycia z ludźmi :D Bardzo wychowana, jak niejeden pies, posłuszna (ale to już za sprawą wychowywania po adopcji), niesamowicie łagodna i odporna na zaczepki (przyznam się, lubię ją czasem potarmosić i poprzytulać na siłę, ale Perła tylko "pomanewruje" ogonem, a po dłuższej chwili się poddaje; te moje grzechy...

). Oczywiście czasem coś spsoci, ale dobrze nauczona na reagowanie na polecenia od razu porzuca liścia, kartkę papieru (np. jakiś dokument niestety już pognieciony

), pilota...

Sztuczek nie zamierzam jej uczyć, bo to przecież kot. W jej oczach jestem dużym kotem, a pozostałych traktuje inaczej, jakby kotami nie byli.
Zawsze komunikuje się ze mną w inny sposób niż z resztą - bardziej subtelnie bo wie, że rozumiem jej przekazy. Najbardziej śmieszy mnie jej specyficzne gapienie się na mnie: jak ktoś ją trzyma na rękach, to gdy jestem w zasięgu wzroku Perełki, ta zawsze się na mnie patrzy, mając głębokie spojrzenie "Puszczaj albo posiekam twoją gębę!"

. W dodatku jestem dominantem, więc bardzo na mnie uważa z pazurkami i kłami. Dla mnie robi się całkowicie "obsługiwalna" i uległa, ale jak na kota przystało stawia opór przy nieprzyjemnych zabiegach

Samowolnie czasem przyjdzie poprosić o jedzenie lub zabawę. Jest ciężko rozróżnić, co w danej chwili chce, ale już wyłapałem niuanse wręcz identycznego sposobu proszenia o uwagę w kwestii jedzenia, zabawy, brudnej kuwety...

Dano mi też mieć nieznaczną kontrolę nad kotem

, np. gdy nie chce zjeść chrupek, a jest głodna, to robi wszystko, ale nie je. Ja to szybko zauważam i daję jakieś smakołyki. Po chwili nie ma kręcenia nosem i chrupeczki znikają

Stosuję czasem też trochę bardziej perswazyjną metodę "wpychania twarzy w koci brzuszek"

, co działa o wiele skuteczniej i z prędkością światła Perła myka do miski i wsuwa

Robię to, bo pół dnia micha stoi nieruszona, a ta ciągle w transie głodowym... Oczywiście potem nie chce mnie oglądać, ale po paru godzinach znów ociera się o moje nogi. Całe szczęście, że chrupy się kończą (za niecały miesiąc), bo wtedy mogę przejść na BARF. Po prostu żałuję wydanych na karmę pieniędzy

, ponieważ Perełkę utrzymuję z kieszonkowego.
Z paszczą czy pazurami rzuca się tylko na pozostałych domowników, ale robi to już coraz rzadziej lub w ogóle, bo wie, że tego nie lubimy.
Naturalne stało się sztuczne, a prawdę uznano za kłamstwo.