Mam obecnie 4 BARFujące koty i regularnie się z nimi wożę
A tajemnica jest taka, ze pakujemy zamrożne jedzonko do dużych styropianowych pojemników i tak przewozimy. Nigdy nam się nie zdarzyło, żeby się rozmroziły, a jechaliśmy maksymalnie 9 godzin. Oczywiście dalszym warunkiem podróżowania z kotem i BARFem jest zamrażarka w miejscu pobytu
Teraz właśnie wróciliśmy z Austrii po 12 dniowym pobycie i jedzonka starczyło w sam raz, ale zawsze na wszelki wypadek biorę puchy, no i niestety wszystkie zostały zjedzone. Zauważyłam, że moje koty na wyjazdach więcej jedzą, być może wynika to ze stresu, którego doświadczają w związku ze zmianą środowiska. Jednak nikt mnie nie przekona, że miałyby mniejszego stresa gdybyśmy je zostawili na 12 dni same, bo już zostawienie je na 2 dni (z osoba przychodzącą je karmić) skutkuje nic-niejedzeniem.
Oczywiście kolejnym warunkiem jest duży samochód, taki żeby pomieścił rzeczona ilość kotów, jedzenia i kuwetę oraz drapak. zawsze bierzemy ze sobą drapak (taki rozkręcany, tylko słupek i podstawa), żeby koty nie drapały nic innego, bo potem właściciele kwater się zniechęcają do kociarzy i blokują przyjazd następnym zakoconym.
Naprawdę nigdy nie mieliśmy z podróżowaniem z kotami problemu. Starszaki pięknie przesypiają całą podróż, nawet nie pisną, dziewczynki mniej lubią jeździć, ale kończy się zwykle na paru piskach na początku i jest spokój.
Zachęcam was do brania futerek ze sobą na wakacje, bo koty nigdzie nie są szczęśliwsze bardziej niż ze swoim ukochanym właścicielem. Wiem, że pewnie część z was zarzuci mi, że powoduję koszmarny stres u moich 4-łapnych, ale ja sobie inaczej nie wyobrażam.
Aha i jeszcze jedna kwestia, bo oczywiście koty nie jeżdżą z nami na nartach ani na rowerach