oto my:
soszak = ludzie, czyli ja i ona (ale pisać będę jako ja)
koty = Zojka (2 lata) i Olik (5 miesięcy)
Olik, to ten młodzieniec z przodu, Zojka na drugim planie:

Niedawno adoptowałyśmy Olika z Fundacji Koci Pazur w Poznaniu. I ta decyzja spowodowała żywieniową rewolucję w naszym domu. Najpierw było tak, że Olik ciągle zostawiał w kuwecie luźne kupki więc wylądowaliśmy u weta, diagnoza - zdrowy. No to zabrałam się za czytanie o żywieniu i trafiłam tu.
I.. Jestem przerażona. Raz tym, co do tej pory jadła Zojka (właściwie, wciąż je, bo ja ciągle się dokształcam w kwestii karmienia, ale - zaczęła jeść dużo więcej mokrego), jak to na pewno już na nią wpłynęło (zdarzały się ni z tego ni z owego biegunki i rzygania)
i dwa tym, że ogarnięcie barf'a mózgiem i przełożenie tego na koty zajmie mi pół roku. A ja bym przecież chciała już, nie truć ich i żeby w końcu zaczeli jeść jak prawdziwe koty.
A dodatkowo jeszcze wydaje mi się (czytając na hurra te wszystkie etykiety i opisy), że są niedowitaminizowani i niedowartościowani odżywczo
Marzę o tym, żeby mi ktoś to pokazał, unaocznił, że to nie jest takie trudne tu dosypać, tam zmieżyć, odjąc, dodać i pomnożyć.
Ale - jestem pod ogromnym wrażeniem ilości i jakości informacji dostępnych na forum
Tak więc, mam nadzieję, że już niedługo dam sobie radę i zacznę barfować.
Pozdrawiam :)
Ps. Czy mogę zadawać nawet proste (dla was) pytania? (oczywiście, jeśli nie znajdę informacji we wcześniejszych postach)