Jasne, Margot, infekcja bakteryjna nie jest niemożliwa. Tylko wiesz co mnie niezmiernie wkurza? To, że 99% wetów zakłada taką infekcję z góry i nigdy jej nie potwierdza w badaniach, a opiekunowie kotów też nie nalegają na dalszą diagnostykę.Margot pisze:Dagnes, zgadzam się z Tobą, że objawy u Arasha wskazują przede wszyskim na FIC, jednak towarzyszący idiopatycznemu zapaleniu pęcherza krwiomocz może jak najbardziej sprzyjać rozwojowi infekcji bakteryjnych. A u tego kota to nie pierwszy taki incydent. Zdaje się też, że w poprzednim USG wykryto jakieś mineralizacje/piasek w miedniczkach, a to też może sprzyjać infekcjom.
Druga sprawa to dobór antybiotyku. Nawet jeśli jest infekcja, to bez antybiogramu weterynarz gra w ruletkę i zabiera kotu cenny czas, jeśli faktycznie coś złego się tam dzieje (a wiesz przecież jak paskudne są do leczenia infekcje w nerkach).
Mam wrażenie, że weci działają całkowicie wbrew badaniom naukowym i podręcznikom. I nawet jeśli w tym konkrenym przypadku okazałoby się, że jest infekcja, to nie jest słuszny ogólny trend w polskiej weterynarii, według którego ponad 90% kotów trafiających do lekarzy z problemem urologicznym podobno ma infekcję, którą trzeba leczyć antybiotykiem dobranym w ciemno. Badania temu przeczą, bo infekcja zdarza się bardzo rzadko u ogólnie zdrowych kotów, a antybiotyk źle dobrany może bardzo namieszać.
I ja właśnie cały czas o tym piszę i uczulam - badajcie, potwierdzajcie i sprawdzajcie, a antybiotyki dobierajcie do bakterii. Diagnoza zawsze powinna być pewna, a nie postawiona "na czuja". Prawdopodobieństwo to nie to samo co pewność.
I jeszcze jedno. Schemat w takiej sytuacji przewiduje również domniemanie post factum, że skoro kot wyzdrowiał po antybiotyku, to znaczy że była infekcja i antybiotyk pomógł. A to wcale nie jest tak. Kot z FIC zdrowieje bez względu na to, czy był podany antybiotyk, czy nie, bo ta choroba ma tendencje do samoistnego ustępowania oraz późniejszych nawrotów.
I pod tym względem weterynarze, działający w ten sposób niczym nie różnią się od szamanów - masaż cudownymi kamyczkami, wdychanie dymów i okłady z ropuchy też leczą chorych, pod warunkiem, że udało im się jakoś wyzdrowieć, a nie umrzeć.
Przy okazji kota kwiatapaczuli piszę też o tych infekcjach i ich braku ogólnie, do wszystkich, pokazując, że można inaczej i moim zdaniem lepiej. Naprawdę nie wszystkie koty mają infekcję, tymczasem nawet przypadki na naszym Forum pokazują, że w prawie 100% sytuacji weci zakładają obecność bakterii i ładują antybiotyk w ciemno, bez antybiogramu. I to jest dołujące.
Natomiast Arash jest moim zdaniem nie w pełni zdiagnozowany. Jest w nim wiele znaków zapytania i dlatego pisałam o moich wątpliwościach, bo bałabym się zostawić sprawę na zasadzie "antybiotyk pomógł".