Badania moczu wyszły ok. Z krwią czekam, aż mi zapłacą za zlecenia

Sanji na razie nie sika - ale zauważyłam, że przestał siedzieć u WL. Więcej się bawimy, kot ożył. Nie wiem, co to było, może rzeczywiście kuweta w pokoju pomogła.
Tymczasem... mój mały Barbarzyńca, czyli Cirdanek, czyli Mały Kot, przeżywa wizytę gości. I patrzeć na to nieszczęście już nie mogę.
Kot na maksa zestresowany. Z równowagi wytrącają go już kroki na klatce, jak w jednym dniu były dwie wizyty kurierów, znalazłam kota pod wanną. Potrafi tam siedzieć cały dzień. Ma trzy takie kryjówki w domu. Teraz goście są w domu, kot spędził wczoraj cały dzień ukryty w warsztacie.
Jak tylko słyszy cokolwiek - wpełza pod kołdrę, śpiwór, cokolwiek. Chodzi z brzuchem przy ziemi.
Nie bardzo wiem, jak na to reagować, żeby nie wzmacniać u niego lęków. Kuwetę ma w pokoju, przynoszę mu też jedzenie do pokoju, bo dopóki są goście, jedzenie w kuchni odpada.
W pokoju też je na raty, bo co i rusz coś go przepłoszy i biegnie pod kołdrę.
Czy w ogóle można pozbawić kota takich lęków? Sanji włazi obcym na kolana, potrafi się rozwalić przy nich do góry brzuszkiem, ale on od małego szczurka był w domu, gdzie było sporo ludzi, inny kot, goście, imprezy... A śmietnikowy Cirdanek... diabli wiedzą, co go na tym śmietniku spotkało - szelest worków na śmieci - kot ucieka. Głośniejszy dźwięk - kot się chowa. Mam wrażenie, że te jego lęki się nasilają.
Mogę coś zrobić?