Jestem pod wrażeniem kuwet automatycznych!
Słuchajcie, mam problem z Sanjirem.
Stan dotychczasowy wyglądał tak, że jak kotw nocy chciał wyjść z pokoju (zamykam drzwi), to stawał pod drzwiami, drapał i miauczał. Budziłam się, wstawałam, wypuszczałam kota, wracałam do łóżka, kot po chwili dołączał.
Stan na dziś: kot cichaczem wstaje i cichaczem szuka miejsca na siknięcie w pokoju. Przez "cichaczem" rozumiem, że jak to kot łazi po róznych rzeczach, obija sie o kąty i generalnie jest głośnym zwierzakiem, a ja mam lekki sen

Niestety, zmyłką jest, że nie próbuje wyjść z pokoju, nie miauczy, nie drapie.
Przed chwilą znów nasikał
Mam teorię (oczywiście

). Od kiedy znów mieszkam ze współlokatorami zdarzyło się kotu zostać zamkniętym w ich pokojach. Wiem o kilkukrotnych nasikaniach zamkniętego pod nieobecność ludzi Sanjiego. Ile razy siknął u drugiego ze współmieszkańców - nie mam pojęcia, ale podejrzewam, że musiało się również zdarzyć, bo parę razy po powrocie z pracy znalazłam kota zamkniętego w jego pokoju. Raz zrobił też kupę.
Teoria brzmi: chciało mi się siku, miauczałem, nikt mnie nie wypuścił, to nie będę tracił energii na miauczenie.
Wstałam, jak usłyszałam sikanie i kot przerwał. Po otwarciu mu drzwi pobiegł do kuwety.
Jak kota ogarnąć? Na współlokatorów nie mam za bardzo wpływu. Cirdankowi się to nie zdarza z prostego powodu: podczas mojej nieobecności on nie chodzi się do nich zaprzyjaźniać, tylko ukrywa się u mnie w pokoju lub pod kanapą.
Rozwiązaniem byłaby pewnie kuweta w pokoju, ale wolałabym tego uniknąć - nie bardzo jest tu dla niej miejsce. Innym rozwiązaniem byłyby drzwiczki dla kota, ale to w ogóle odpada - nie w tych drzwiach.
Macie jakieś pomysły? Wystarczyłoby mi, żeby miauknął parę razy i skrobnął w drzwi, a nie skrycie szukał miejsca. Skończy się tak, że jak nie znajdzie jakichś porzuconych

ubrań, to się ustawi na kołdrze i mi nasika na twarz...
PS. a macie sposoby na sen?
