A ja na to patrzę nieco inaczej. Owszem, rozumiem obawy i wahania rodziców nieszczepiących, bo propaganda strachu jest przecież powszechna. Ale nie rozumiem zupełnie błogiej beztroski ogromnej rzeszy rodziców szczepiących, którzy przerzucają na innych odpowiedzialność za zdrowie swojego dziecka. No bo jak to? Jeśli nie zaszczepię, a dziecko zachoruje - to wtedy jest moja wina, natomiast jeśli zaszczepię, a dziecko zachoruje (na NOP lub chorobę przeciw której szczepionka miała rzekomo chronić), to wówczas jest wina lekarzy, firm farmaceutycznych, rządu, Sanepidu, ministra zdrowia i kogo tam jeszcze będzie się chciało obarczyć odpowiedzialnością? To jest dla mnie próba oddania odpowiedzialności za swój (i rodziny) los w ręce innych, po to by "w razie czego" nie czuć się winnym. Ludzie w ten sam sposób oddają swoją wolność i swój los w ręce rządzących, po to by mieć złudne poczucie "bezpieczeństwa". Bo niby państwo nas ochroni jak będziemy w potrzebie i chorobie, nie dopuści by ktoś nas okradł, pobił czy zabił, da nam pracę, a jak jej nie da to da pieniądze na życie, zapewni mieszkanie i wszystko co będzie potrzeba. Wystarczy jedynie zrzec się własnej wolności (oraz pieniędzy) i oddać się "pod opiekę" państwa. Tak samo ludzie oddają się "pod opiekę" firm farmaceutycznych. A gdy magia szczepionki nie zadziała lub dziecko ciężko odchoruje odczyn poszczepienny (lub umrze), to wtedy mówi się, że widocznie "tak miało być", "wola Nieba" lub "dziecko było wyjątkowo podatne" (czyli tu mamy już nawet winę dziecka). Rodzic nie jest niczemu winny, bo przecież żadnej decyzji o szczepieniu nie podejmował, bo sytuacja wygląda dziś tak, że "po prostu się szczepi i już".Terhie pisze:Jestem natomiast w stanie wyobrazić sobie lęk i poczucie winy u rodziców decydujących się na brak szczepień (...)
Terhie, jak myślisz - dlaczego rodzice nieszczepiący mają wg. Ciebie to poczucie winy, a rodzice szczepiący tego poczucia winy nie mają? Piszesz:
Czy rodzice szczepiący nie powinni zadawać sobie analogicznego pytania: "a co, jeśli moje dziecko zachoruje, dlatego że je zaszczepiłam?"Terhie pisze:Bo to jest odpowiedzialność i zawieszone pytanie: "a co, jeśli moje dziecko zachoruje, bo go nie zaszczepiłam?".
Ja wyznaję zasadę maksymalnej wolności jednostki i w jej granicach nie zawiera się wg. mnie "troska" państwa o mnie, mój i mojej rodziny byt czy bezpieczeństwo w zamian za to by pozwolić temu państwu sięgać głęboko do mojej kieszeni oraz m.in. poddawać moje dzieci niebezpiecznym procedurom i eksperymentom medycznym (a tym właśnie są szczepionki) wbrew mojej woli lub bez pytania mnie o zdanie. Natomiast w tej zasadzie wolności jak najbardziej zawiera się moja własna, i tylko moja, odpowiedzialność za chorobę dziecka spowodowaną szczepieniem, bo to ja podejmuję decyzję. Mówi się dziś, że tylko rodzice nieszczepiący podejmują decyzję, a rodzice szczepiący nie, gdyż oni wyłącznie "postępują wg. zaleceń". Dla mnie to kolejna machinacja i robienie ludziom wody z mózgu.
W moim odczuciu problem tych rodziców szczepiących, którzy nie myślą o swojej odpowiedzialności w kontekście szczepień bierze się ze współistnienia dwóch sił, które wzajemnie się przyciągają i potrzebują się nawzajem: władzy państwa w porozumieniu z koncernami farmaceutycznymi (które też reprezentują pewną władzę) oraz parciu ludzi do oddawania się tej władzy "pod opiekę" w każdej dziedzinie życia. Władza chce zabrać ludziom wolność, a ludzie chcą jej tą wolność oddać. Wówczas nie muszą zadawać sobie pytania "co będzie gdy zaszczepię dziecko i ono zachoruje?", bo to nie oni szczepią, tylko władza robi to za nich.
Zapewne jest również w społeczeństwie sporo rodziców szczepiących, którzy zadają sobie to pytanie i martwią się o skutki szczepień, ale mimo to szczepią. Sama z takimi ludźmi nie raz rozmawiałam i wiem, że i oni mogą mieć ogromne dylematy i ogromny stres. Ale chyba jednak większość idzie z dzieckiem na szczepienia dość beztrosko, nie pyta lekarzy o skutki uboczne, nie prosi o ulotki informacyjne dla pacjentów, nie interesuje się danymi "technicznymi" szczepionki i nawet nie wie, co dokładnie dziecku zaaplikowano. I nie poddaje swojego dziecka drobiazgowym badaniom przed szczepieniem, by stwierdzić czy na pewno nie istnieje jakaś okoliczność, mogąca jeszcze bardziej zwiększyć ryzyko szczepienia.