Różnica między łososiem hodowlanym a dzikim jest dokładnie taka sama jak między kurczakiem typu brojler, klatkowym, karmionym specjalna tuczącą karmą, który po kilku miesiącach waży 3 kg, a tym, który wolno chadza i tu skubnie, tam dziubnie i pięknie naturalnie przyrasta.
Widziałam fermy hodowlane łososi....Smutny widok i jakże przypominający wielkie fermy kurze.
A oto cyt z art: Norweskie łososie z Morza Barentsa są hodowane na fermach.
Hodowla odbywa się w tzw. marach, czyli klatkach na wodzie. Każda z nich ma 90 m w obwodzie i może pomieścić 25 kg ryb na metr sześcienny, co daje średnio 120 tys. łososi w jednej klatce. Mary z małymi rybami są podświetlane w nocy, żeby te szybciej rosły i jadły całą dobę. Każdą klatkę przykrywa namiot z siatki chroniącej przed ptakami. Skupiska klatek tworzą lokalizację, a każda z nich ma jednego lub dwóch opiekunów. Jeden opiekun na siedem klatek – w sumie jakieś 800 tys. paszczy do wykarmienia. Kilogram karmy przypominającej kocie chrupki (mieszanki sprasowanej soi albo oleju rzepakowego i rybnego tłuszczu), która smakuje podobnie jak wygląda, kosztuje 8 koron (ok. 4,50 zł), a dziennie zużywa się średnio 5 ton na klatkę. Szczęka łososia hodowlanego nie jest przystosowana do regularnego żeru, a to znaczy, że ten nigdy nie przetrwałby na wolności. Na wolności żyją dzikie łososie, które z krewnym z chowu klatkowego mają niewiele wspólnego. Niby ten sam gatunek, ale wiele różnic. Różnice tkwią w szczegółach. Priorytetem każdej firmy jest niedopuszczenie do krzyżowania się łososia z fermy z tym dzikim. Na stłoczonych w ogromnych grupach rybach hodowlanych żyją bowiem pasożyty skóry, które co prawda nie są niebezpieczne dla ludzi, ale stanowią duże zagrożenie właśnie dla dzikich osobników. Poza tym miejsce, w które wczepia się pasożyt, podobno bardzo boli rybę. Odrobaczanie polega na dodawaniu do jedzenia antybiotyku (co jednak zmienia jego smak, ryby nie jedzą jak powinny i marnują karmę), a jeśli to nie pomaga, na rozpylaniu środka odkażającego pod ciśnieniem, czego jednak co słabsze osobniki nie przeżywają. Łosoś nie może uciec. Im jest większy, tym ma mniej ruchu i dlatego jego mięso jest bardziej tłuste.
Ma jeść jak najwięcej, a tuż przed tym, zanim wykształci cechy płciowe i zechce oddać się miłosnej chuci, przypłynie statek, który za pomocą rury zassie go i jeszcze żywego przetransportuje w wodzie do ubijalni w oddalonej o sto kilometrów Alcie. Potem wyeksportuje się go na cały świat. Jedzenie z końca świata – głosi hasło reklamowe producenta. Norweski przysmak w twoim domu.