Wątek dla wegetarian - prosimy o wsparcie i pomoc!
Właśnie sobie doczytałam, by na początku z kośćmi nie szaleć. Także myślę że przez następne kilka dni nie będę żadnych podawać :) I dzięki :)
"Aby właściwie nacieszyć się psem, nie wystarczy po prostu nauczyć go być prawie człowiekiem. Chodzi o to, by otworzyć się na możliwość stania się po części psem"
Wybijają nam dzisiaj 2 tygodnie BARFowania
Na razie wszystko fantastycznie, Ezra wreszcie przybiera na wadze (właściwie to niewiarygodnie szybko, będę musiała uważać jak już będzie przyzwoicie wyglądać, teraz mimo iż w porywach powinna jeść 500 g zjada czasem nawet 1,5 kg (!) mięsa dziennie )
Chciałabym tylko jeszcze zapytać, jak podawać rybę? Nie mogę nigdzie informacji na ten temat znaleźć. Właśnie się cały pstrąg rozmraża i właściwie już jest prawie gotowy, tylko nie wiem czy całego mogę podać ze wszystkim, tj ze skórą, głową i płetwami do miski włożyć, czy jakoś obrać, zdjąć skórę, wydłubać ości, odkroić płetwy?
Chciałabym tylko jeszcze zapytać, jak podawać rybę? Nie mogę nigdzie informacji na ten temat znaleźć. Właśnie się cały pstrąg rozmraża i właściwie już jest prawie gotowy, tylko nie wiem czy całego mogę podać ze wszystkim, tj ze skórą, głową i płetwami do miski włożyć, czy jakoś obrać, zdjąć skórę, wydłubać ości, odkroić płetwy?
"Aby właściwie nacieszyć się psem, nie wystarczy po prostu nauczyć go być prawie człowiekiem. Chodzi o to, by otworzyć się na możliwość stania się po części psem"
- ciocia_mlotek
- Moderator
- Posty: 4452
- Rejestracja: 2012-08-01, 19:49
- Lokalizacja: góry Szkocji
Ja podaję każdą rybę tak jak leci. Czyli jeśli mam filet to podam filet, jeśli mam całą to podam całą. Pies sobie spokojnie poradzi.
jedna rzecz - często psy są niechętne do ryb. Często też zdarza się, że jedza tą samą......2 razy. Nie przestraszcie się więc jeśli psina sobie pawika puści. Naogół zjada to zaraz potem i jest spokój
jedna rzecz - często psy są niechętne do ryb. Często też zdarza się, że jedza tą samą......2 razy. Nie przestraszcie się więc jeśli psina sobie pawika puści. Naogół zjada to zaraz potem i jest spokój
Dzięki za odpowiedzi, Ezra właśnie skończyła całą tuszkę :) Na początku nie była przekonana ale w końcu na raty wciągnęła całą rybkę.
Jeszcze chciałam dodać coś apropos całego tematu, może jakimś niedowiarkom BARFowym to pomoże zrozumieć, że BARF naprawdę czyni cuda. Ezra wzięta ze schroniska była w kiepskiej kondycji. Futro wychodziło jej kłakami, wszędzie gdzie usiadła pozostawało białe odbicie (z włosów) była mocno wychudzona, przeziębiona, a sierść szorstka i niezbyt przyjemna w dotyku. Przeszłyśmy przez wszystkie możliwe chyba diety (kilka postów na ten temat, jak byłam jeszcze w trakcie poszukiwania zamieściłam na forum Border Collie) od suchego z najniższej półki (pedigree) po te z najwyższej (orijen) przez gotowane w stylu makaron plus parówka itp itd. Ezra ogólnie apetytu do suchego nigdy nie miała, nie chciała jeść, a co za tym idzie tyć (a na tym mi bardzo zależało, bo chudzina z niej była straszna ze sterczącymi żebrami)
No więc teraz, po 2 tygodniach luźnego BARF'a (tj, surowizna 100%, ale bez dokładnego kalkulowania czy specjalistycznych suplementów poza flavitolem omega complex) Ezra nie dość, że apetyt ma jak wilk, zakryła żebra, do tego przybrała bardzo fajnych kształtów a nie zbędnego tłuszczyku, futerko ma śliczne, lśniące i miłe w dotyku, do tego nie wychodzi prawie wcale, a skłamałabym gdybym powiedziała że nie wydaje się szczęśliwsza, od kąd zaczęłyśmy BARFować :) Kupki mniejsze od kocich na karmie, jedyny mankament to rozwolnienie od czasu do czasu i trochę śluzowate odchody, ale to myślę normalnie przy tak drastycznej zmianie diety (nie przechodziłyśmy przez żwacze)
A więc pozostaje mi tylko powiedzieć - polecam i dziękuję założycielom forum i wszystkim służącym pomocą forumowiczom :)
Jeszcze chciałam dodać coś apropos całego tematu, może jakimś niedowiarkom BARFowym to pomoże zrozumieć, że BARF naprawdę czyni cuda. Ezra wzięta ze schroniska była w kiepskiej kondycji. Futro wychodziło jej kłakami, wszędzie gdzie usiadła pozostawało białe odbicie (z włosów) była mocno wychudzona, przeziębiona, a sierść szorstka i niezbyt przyjemna w dotyku. Przeszłyśmy przez wszystkie możliwe chyba diety (kilka postów na ten temat, jak byłam jeszcze w trakcie poszukiwania zamieściłam na forum Border Collie) od suchego z najniższej półki (pedigree) po te z najwyższej (orijen) przez gotowane w stylu makaron plus parówka itp itd. Ezra ogólnie apetytu do suchego nigdy nie miała, nie chciała jeść, a co za tym idzie tyć (a na tym mi bardzo zależało, bo chudzina z niej była straszna ze sterczącymi żebrami)
No więc teraz, po 2 tygodniach luźnego BARF'a (tj, surowizna 100%, ale bez dokładnego kalkulowania czy specjalistycznych suplementów poza flavitolem omega complex) Ezra nie dość, że apetyt ma jak wilk, zakryła żebra, do tego przybrała bardzo fajnych kształtów a nie zbędnego tłuszczyku, futerko ma śliczne, lśniące i miłe w dotyku, do tego nie wychodzi prawie wcale, a skłamałabym gdybym powiedziała że nie wydaje się szczęśliwsza, od kąd zaczęłyśmy BARFować :) Kupki mniejsze od kocich na karmie, jedyny mankament to rozwolnienie od czasu do czasu i trochę śluzowate odchody, ale to myślę normalnie przy tak drastycznej zmianie diety (nie przechodziłyśmy przez żwacze)
A więc pozostaje mi tylko powiedzieć - polecam i dziękuję założycielom forum i wszystkim służącym pomocą forumowiczom :)
"Aby właściwie nacieszyć się psem, nie wystarczy po prostu nauczyć go być prawie człowiekiem. Chodzi o to, by otworzyć się na możliwość stania się po części psem"
- smirnoffik
- Moderator
- Posty: 96
- Rejestracja: 2012-11-08, 18:10
- Lokalizacja: Warszawa
Ja, jak zaczynałam barfować z kotem rok temu to miałam problemy, żeby się przemóc w ogóle do zrobienia mieszanki. Jestem wegetarianką w sumie od zawsze i kotlety dla męża robiłam w rękawiczkach i maseczce :D
Niesamowite katusze przeżywałam krojąc kotu to mięso, szczególnie, że przecież to ścięgniste często, ze skórą. Jakos się w końcu przyzwyczaiłam i już nie latam z odruchem wymiotnym kilka razy podczas robienia mieszanki.
Teraz od poniedziałku pies i żwacze czyli kolejne wyzwanie, ale jestem dobrej myśli :)
Niesamowite katusze przeżywałam krojąc kotu to mięso, szczególnie, że przecież to ścięgniste często, ze skórą. Jakos się w końcu przyzwyczaiłam i już nie latam z odruchem wymiotnym kilka razy podczas robienia mieszanki.
Teraz od poniedziałku pies i żwacze czyli kolejne wyzwanie, ale jestem dobrej myśli :)
- smirnoffik
- Moderator
- Posty: 96
- Rejestracja: 2012-11-08, 18:10
- Lokalizacja: Warszawa
- ciocia_mlotek
- Moderator
- Posty: 4452
- Rejestracja: 2012-08-01, 19:49
- Lokalizacja: góry Szkocji
- smirnoffik
- Moderator
- Posty: 96
- Rejestracja: 2012-11-08, 18:10
- Lokalizacja: Warszawa
-
isabelle30
- Moderator
- Posty: 2612
- Rejestracja: 2012-01-19, 09:35
Ale zupełnie niepotrzebnie się martwisz. Zamrożone wkładasz do pojemniczka i zamykasz i do lodówki. Tam się powoli rozmraża. Jak się rozmrozi wrzucasz na wdechu do michy i uciekasz. Po paru sekundach micha czysta i zero zapachu 
Pożegnałam forum bardzo dawno temu...
Nie zezwalam na kopiowanie i wykorzystywanie moich artykułów opublikowanych tutaj.
Nie zezwalam na kopiowanie i wykorzystywanie moich artykułów opublikowanych tutaj.
