Sihaya pisze:A ja się nie do końca zgodzę z tym, że koty w naturze jadają kilka razy dziennie, a jeśli nawet zdarza im się jadać kilka razy dziennie małe posiłki, to nie co dzień i nie o każdej porze roku.(...)
W okresie silnych mrozów kiedy na polach ani w stodole nie ma myszy i sprawnemu zdrowemu kotu nie uda się akurat zapolować na jakiegoś ptaszka, a gospodarz nie wystawi dla niego jakiejś michy z mlekiem albo resztami z obiadu, to taki kot nawet kilka dni nie pobiera pokarmu w ogóle.
Jeśli warunki środowiskowe nie pozwalają kotom upolować wiele małych ofiar w ciągu dnia i nocy (bo koty polują przez całą dobę, nie mają wyznaczonych rytmów dzienno-nocnych), to niestety głodują i chodzą w poszukiwaniu pokarmu daleko poza swój teren. Między innymi dlatego, koty na zimę "ubierają się" w dość sporą tkankę tłuszczową, zgromadzoną jesienią (jesienią jedzą znacznie więcej), by mieć z czego czerpać energię zimą (drugi powód gromadzenia tłuszczyku to lepsza izolacja termiczna). W warunkach domowych, koty niewychodzące nie gromadzą takiej tkanki tłuszczowej i chociażby z tego względu ograniczanie im zimą posiłków, żeby było jak w naturze

, nie powinno mieć miejsca (oczywiście dopasowanie ich do zmniejszonej aktywności, jeśli się pojawi, jak najbardziej).
Dodatkowym aspektem sprawy jest pochodzenie naszego domowego kota, który w swym naturalnym środowisku, jakim była Afryka, nie spotykał się z regularnymi zmianami pór roku, jak w klimacie umiarkowanym, nie doświadczając zimy z metrową warstwą śniegu i braku gryzoni. Inaczej jest z naszym europejskim żbikiem, którego krew pewnie płynie teraz w wielu dachowcach. To właśnie on najsprawniej gromadzi tkankę tłuszczową na zimę, a nawet wygrzebuje spod śniegu i ziemi swoje ofiary.
Faktem jest, że koty żyjące w naturalnych warunkach (i nie można tu patrzeć na miejskie bezdomniaki, ani nawet na dokarmiane przez ludzi koty wiejskie) dążą do tego by upolować nawet kilkanaście ofiar w ciągu doby. O ile może się zdarzyć, choć bardzo rzadko, że jakiś kot dobierze się do gniazda myszy i wyje za jednym razem np. 5-6 mysich osesków (które łącznie wagowo dzadzą i tak nie więcej niż jedną dorosłą mysz), o tyle normalny system polowania uniemożliwia kotom znalezienie i zjedzenie "na raz" kilku dorosłych myszy czy ptaków. Upolowanie jednej ofiary wymaga czasu i wprawdzie zdarzają się szczęśliwe trafy, że jakieś nieuważne zwierzę podejdzie kotu pod nos, ale zwykle kot się długo naczeka, zanim nadejdzie uczta. A każdą ofiarę musi upolować oddzielnie. Po upolowaniu, kot zabiera ofiarę w jakieś pobliskie ustronne miejsce i tam ją konsumuje. Kolejne polowanie wymaga znów czasu. Pisząc o warunkach naturalnych, mam na myśli łąki, lasy, stepy, półpustynie, gdzie na kilku metrach kwadratowych nie gromadzi się setka łatwych zdobyczy, jak np. wokół wiejskiego spichlerza zbożowego czy stodoły po dożynkach. Naturalne warunki nie przewidują takich okoliczności.
Ponadto, kot jest anatomicznie nieprzystosowany do zjadania jednorazowego dużego posiłku, składającego się np. z 5-6 dorosłych myszy. Żołądek dorosłego kota, gdy jest pusty, ma wielkość zbliżoną do orzecha włoskiego. Oczywiście potrafi się rozciągnąć pod wpływem pokarmu, ale na pewno nie do wielkości dużej pomarańczy. Koty przez miliony lat polowały na małe ofiary i zjadały je pojedynczo, dlatego tak właśnie ukształtował się ich żołądek. Im więcej pokarmu jednorazowo znajdzie się w żołądku, tym trudniej będzie przebiegało jego trawienie. Pokarm będzie ściśnięty, przez co enzymy trawienne będą miały utrudniony dostęp do niego. No właśnie - jak już wypchamy ten maleńki koci żołądek po brzegi, to czy będzie tam jeszcze miejsce na enzymy...? Wiadomo, że ogromny posiłek spożyty jednorazowo jest mniej dokładnie trawiony niż gdyby był podzielony na 2-3 mniejsze, nawet u ludzi jest identycznie. Taki jednorazowy, olbrzymi posiłek powoduje ponadto poważne osłabienie organizmu i w związku z tym senność, na co w naturalnych warunkach koty nie mogą sobie pozwolić.
Zrobiono wiele badań naukowych, które miały na celu sprawdzenie, jakie instynktowne zachowania w zakresie pobierania pokarmu przejawiają koty. We wszystkich podręcznikach, które posiadam (
Small Animal Clinical Nutrition, Nutrient Requirements of Dogs and Cats, Nutrition of the Dog and Cat) są opisane następujące badania:
- Murgford and Thorn, 1980, Comparative studies of meal patterns in pet and laboratory housed dogs and cats;
- Murgford, 1977, External influences on feeding of carnivores;
- Kane, 1989, Feeding behaviour of the cat,
- Kane, Rogers, Morris, Leung, 1981, Feeding behaviour of the cat fed laboratory and commercial diets;
- Bradshaw, Goodwin, Defretin, Nott, 1995, Food selection by the domestic cat, an obligate carnivore
- Kane, Leung, Rogers, Morris, 1987, Diurnal feeding and drinking patterns of adult cats (…).
W powyższych badaniach (podałam autorów i nazwy, bo może komuś uda się je gdzieś znaleźć) wykazano, że koty, które mają wolny dostęp do pokarmu, bez względu na jego rodzaj, instynktownie pobierają 12 - 18 małych posiłków w przeciągu doby, bez podziału na czas dzienny i nocny. Przeciętna wielkość takiego posiłku została zmierzona i wynosi 4,8g suchej masy na 1posiłek. Te naturalne zachowania kotów w zakresie pobierania pokarmu stoją w zdecydowanej sprzeczności z zaleceniami karmienia kotów o wyznaczonych porach 1-2-3 posiłkami w ciągu dnia. Jest to jedna z branych pod uwagę przyczyn powstawania otyłości i innych chorób metabolicznych u domowych kotów.
Naukowcy, przeprowadzający badania na kotach, są zgodni co do tego, że naturalne zachowania w zakresie pobierania pokarmu (wiele małych posiłków) są jednym z podstawowych warunków działania u kotów mechanizmów kontrolujących ilość spożywanego pożywienia.
Ponadto, wykonano inne badania (na University of Liege in Belgium), w których wykazano, że wraz ze zwiększaniem się ilości posiłków (bez zwiększania ogólnej ilości pokarmu) w ciągu doby, koty pobierają więcej wody pitnej (Lhoest E., Leemans J., et al. "Effects of Feeding Frequency on Water Intake in Cats."):
http://orbi.ulg.ac.be/handle/2268/57790
Efekt karmienia kotów wieloma małymi posiłkami w ciągu doby w postaci wzmożonego pobierania przez nie wody jest z jednej strony ważny z punktu widzenia zdrowia ich układu moczowego, a z drugiej strony - ograniczanie kotom przez ludzi ilości posiłków dziennie do 1-2-3 może być jedną z przyczyn chorób układu moczowego.
Tyle mówi nauka, można się z nią nie zgadzać, ale wiedzieć warto

.
Sihaya pisze:Obserwując samice karmiące swoje młode w okresie letnim, widziałam, że opuszczają one gniazdo najwcześniej w drugiej dobie po porodzie i udają się na polowanie tylko raz dziennie do czasu ukończenia przez kocięta 2 tygodni życia - na ile myszek, czy ptaszków uda im się zapolować w czasie jednego takiego wypadu, trudno jest mi powiedzieć, ale zakładam, że co najmniej kilka
Niestety, nasze obserwacje współczesnych domowych kotów, w warunkach dalekich od naturalnych, a także od kontrolowanych laboratoryjnie, mogą przekłamywać nieco rzeczywistość. Raczej powinniśmy obserwować, ale w sposób ciągły, np. dziko żyjące żbiki na terenach odległych od cywilizacji, by wyciągnąć jakieś wnioski o faktycznych, naturalnych i instynktownych zachowaniach kotów. Niestety, to jest dziś już bardzo trudne...

.
Jako ciekawostkę napiszę, że z moją "posiadłością" graniczą dwie niezabudowane jeszcze działki, porośnięte trawami, różnymi chaszczami oraz małymi drzewami, które zamieszkiwane są m.in. przez myszy i nornice. Jest to jeden z terenów łownych kotów z sąsiedztwa oraz były poligon szkoleniowy dla mojego Pedra

. Obserwowanie polujących kotów z okna na piętrze często daje mi mnóstwo frajdy

. A mój domowy łobuz, mający teraz już tylko ogrodzony teren własnego ogrodu do dyspozycji, przyniósł parę dni temu do domu świeżo upolowaną myszkę. Nie wiem ile udało mu się złapać i nie przytachać do domu (bo wychodzi praktycznie codziennie), ale jak widać, kocia pomysłowość i sprawność łowiecka jest na tyle niezwykła, że nawet w czasie mrozów, w zamkniętym niedużym ogrodzie, domowy nie-łowca z urodzenia potrafi znaleźć małą przekąskę

.