Ponieważ natknęłam się kiedyś na korespondencję kota z psem traktującą o powyższym problemie, chciałabym w ten nieco żartobliwy sposób rozpocząć nie całkiem śmieszny temat.
Wpis, w którym Kot apeluje do właścicieli Psów:
Tekst, w którym Pies też wdepnął w kupę:Drogi Psie,
ja wiem, że to nie Wasza, psów wina, ale błagam, wpłyńcie na swoich właścicieli, wytłumaczcie im, że zostawianie psich odchodów jest obrzydliwe. I fatalnie świadczy o psiarzach.
Miejskie trawniki i chodniki są zazwyczaj usłane fekaliami, ale teraz, w okresie przedwiośnia, proceder ten przybiera na rozmiarach. Śnieg topnieje i odkrywa ohydną warstwę psich odchodów. To widok nie wytrzymania. Co gorsza, niewinny obywatel, zamiast cieszyć się z uroków swojego miasta i nadchodzącej wiosny, zamiast swobodnie spacerować, zatopiony w rozmyślaniach czy też interesującej rozmowie, musi urządzać prawdziwy slalom pomiędzy kupami, w którym stawką jest dotarcie do domu (biura, restauracji, na randkę) bez fekaliów na butach. I czym sobie na to zasłużył? Jakie jest usprawiedliwienie dla niesprzątania po swoim pupilu? Aż chciałoby się, jak bohater "Dnia świra", krzyknąć: "to co, że to tylko pies tylko? To ma mniej gówniane gówno od człowieka?" Zresztą uważam, że ta scena nie jest w filmie ani trochę przesadzona. Zobaczcie sami.
Marzy mi się, że w moim mieście będzie kiedyś jak w Londynie, Paryżu, Brukseli czy dziesiątkach innych miast, w których mieszkańcy chodzą sobie swobodnie po trawie, urządzają pikniki, leżą, opalają się w parkach i po prostu korzystają z tych miejskich dobrodziejstw. Dlaczego u nas tak nie jest? Wiele polskich miast może się przecież pochwalić pięknymi parkami i mnóstwem zieleni, dlaczego nie zrobić z tego atutu, który pomoże promować nasz kraj za granicą?
Kiedy problem odchodów zacznie być traktowany poważnie? Kiedy strażnicy miejscy będą wlepiać solidne kary za złamanie obowiązujących (przypominam!) przepisów dotyczących sprzątania po psach? A przede wszystkim - kiedy wreszcie właściciele psów będą podchodzić do faktu posiadania psa odpowiedzialnie?
A jak to wygląda w Waszych miastach? Czy idzie ku lepszemu? Jak wygląda egzekwowanie przepisów? Co się ogólnie dzieje w tej sprawie?Droga Kotko,
trudno nie zauważyć problemu psich kup na chodnikach, ale nie tylko tam. Zadziwia mnie, że na peryferyjnych osiedlach stolicy, gdzie ludzie mają wspaniałe tereny do spacerów z psami - łąki, trawniki, lasy - najwięcej kup jest tuż przy furtkach do ich luksusowych osiedli i na ścieżkach prowadzących do tych rajów spacerowych. I trudno się dziwić psom. Robią tam, gdzie je leniwy właściciel wyprowadzi.
Oczywiście kupa na chodniku w centrum Warszawy to zdecydowanie bardziej gówniany problem, niż ta sama kupa tarasująca wejście na łąkę. Ale moim zdaniem to problem... tak, zgadłaś, INFRASTRUKTURALNY. I to na dwóch płaszczyznach.
Po pierwsze, człowiek to świnia, parafrazując tekst piosenki zespołu Big Cyc. Wyprowadza psa tam, gdzie mu wygodnie. Ale zwróć uwagę, że odwilż odsłania nie tylko psie kupy, ale choćby sterty aluminiowych puszek po piwie. Widać też, że w grudniu, przed śnieżycami, dużą popularnością cieszyły się palikotowe małpki. No ale to tylko potwierdza, że wciąż jesteśmy "pijackim narodem".
Stołeczny ratusz zakupił i rozdał warszawiakom tysiące torebek na psie odchody. Efekty widzisz co rano na ulicach. To tylko potwierdza, że czystą utopią jest na razie wymagać od ludzi takiej kultury.
Może więc trzeba po prostu posprzątać. Problem w tym, że Warszawa zdecydowanie zbyt pochopnie zrezygnowała z pobierania podatku od posiadania psa. Kiedy wynosił on 1 zł, to oczywiście koszty egzekucji przewyższały wpływy. Ale wystarczyło go podnieść. Zamiast tego zlikwidowano zupełnie, a problem psich kup zrzucono na burmistrzów. I w ten oto sposób co chwila pojawiają się tak egzotyczne pomysły, jak psie toalety czy quad-odkurzacz. Ich żywot jest krótki, bo z braku funduszy efektywność mają niską.
Efektywność byłaby wyższa, gdyby tylko praca była wykonywana konsekwentnie. Z psimi kupami jest ten problem, że ich produkcja odbywa się w trybie niemal ciągłym. I z taką częstotliwością też trzeba sprzątać.
Można też zastosować metodę kija, ale to by wymagało zmuszenia strażników miejskich, żeby zaprzestali ścigać babcie sprzedające pietruszkę, tylko przyjrzeli się psom, a raczej ich właścicielom.
Ja osobiście nie jestem zwolennikiem karania. Chętnie bym jednak płacił za uwolnienie miasta od kup.
Na koniec tylko ci powiem, bo zapewne twoja frustracja jest spowodowana tym, że wdepnęłaś w kupę - to podobno przynosi szczęście.
Dla mnie najgorszym widokiem zawsze była współegzystencja psich kup z bawiącymi się dziećmi na zielonym skwerku i placu zabaw osiedla mieszkaniowego. Zdarzało mi się kiedyś zwracać uwagę ludziom wyprowadzającym psy w takich miejscach i zwykle bywałam wtedy co najmniej niekulturalnie wyzywana. Ciekawi mnie jak sytuacja zmieniła się w ostatnim czasie, gdyż nie byłam w moim rodzinnym mieście od ponad 3 lat. Właśnie niedługo będę się wybierać i dlatego zastanawiam się co zastanę...
