Chciałabym znaleźć weterynarza, który ją okiełzna, niestety, czterem z którymi miałam dotychczas przyjemność, to się nie udało. Problem nie tkwi w lekarzu, a w mojej kocicy. Znam ją zbyt dobrze i wiem jak się zachowuje i niestety na 99,9% w tym przypadku będzie tak samo. Chodzi mi raczej o dobrą opiekę podczas sedacji i trafną diagnozę, bo co do reszty, nie mam już złudzeń.sly, nawet jeśli okazałoby się, że Pan doktor dzięki swojemu podejściu do zwierzaków będzie potrafił okiełznać kotkę i pobrać jej krew bez podawania głupiego jasia, to już będzie duża korzyść z wizyty, bo poprzednikom się to nie udało. Jak bedziesz miała wątpliwości co do postawionej diagnozy i zaproponowanego sposobu leczenia (moja koleżanka uważa, że jest bardzo dobrym diagnostą, choć niektóre opinie w necie temu przeczą), to z wynikami będziesz mogła się zawsze udać do innego poleconego weta.
Kot "nieobsługiwalny" u weterynarza
Również nie wróżę mu sukcesu.coztego pisze:Niestety, przy takim poziomie stresu na jaki wchodzi moja Malizna, Kalm Aid jest jak witamina C na zapalenie płucshana55 pisze:Ja mojemu zestresowanemu kotu podawałam Kalm Aid, taki syropek na bazie witamin i aminokwasów. Ma działanie relaksacyjne i kot po nim się uspokajał![]()
Bardzo jestem ciekawa tego doktora cudotwórcy, jeśli kotka sly rzeczywiście jest taka jak moja Malizna, to nie wróżę mu sukcesu![]()
W tym temacie mam zaufanie do weta, weci zwykle są przywiązani do sedacji, którą stosują, mają oświadczenie w konkretnych środkach i mają konkretne leki na stanie. Wolałabym, żeby wet się nie uczył nowego znieczulenia na moim kociesly pisze:Jeśli wszystkie sposoby zawiodą, ponownie stanę przed dylematem - co i czy - podać. Jak w tym temacie skontrolować weta, czy są jakieś lepsze i gorsze środki, sposoby podawania? Orientujecie się może?
Ja natomiast zaufania nie mam, dlatego zastanawiam się czy są "lepsze" i "gorsze" leki sedacyjne. Przekonałam się wielokrotnie, że weci patrzą tylko na to, co tu i teraz, nie liczą się z tym, jakie konsekwencje będą miały ich działania w przyszłości. Przykładem jest chociażby, znany nam, dzięki Dagnes, temat narkozy. Moja kotka miała podany narcostart, a jako wybudzacz antisedan.
Jeśli są, to pójdziesz do tego weta, który ma "lepsze" środki nie patrząc na to, czy jest dobrym lekarzem? Raczej nikt nie kupi fiolki znieczulenia specjalnie dla danego pacjenta, zwłaszcza, że na "narkotyki" muszą mieć zezwolenie wydawane na każdy lek z osobna.sly pisze: Ja natomiast zaufania nie mam, dlatego zastanawiam się czy są "lepsze" i "gorsze" leki sedacyjne.
Mój Młody po "głupim jasiu" który dostał z okazji cewnikowania
nie mógł dojść do siebie ponad 7 godzin !!!! to był koszmar !! myślałam że już całkiem osiwieję, wet też był zaskoczony, że to tak długo trwa, bo dał mu dawkę tylko na 4 kg a Młody ma ponad 6kg. Potem do sterylizacji to już prosiłam o coś innego i zwrócenie szczególnej uwagi na jego zachowanie i czas wybudzania, bo się bałam reakcji kota i dostał chyba Diazepam i lepiej zniósł narkozę i szybciej się wybudził i do normy wrócił.
Teraz to dam mu każdy syropek, nawet przez 2 miesiące non-stop byle tylko był spokojny i zrelaksowany i żeby problemy behawioralne nie wpływały na jego zdrowie.
Teraz to dam mu każdy syropek, nawet przez 2 miesiące non-stop byle tylko był spokojny i zrelaksowany i żeby problemy behawioralne nie wpływały na jego zdrowie.
Szukam jak najlepszego wyjścia.coztego pisze:Jeśli są, to pójdziesz do tego weta, który ma "lepsze" środki nie patrząc na to, czy jest dobrym lekarzem? Raczej nikt nie kupi fiolki znieczulenia specjalnie dla danego pacjenta, zwłaszcza, że na "narkotyki" muszą mieć zezwolenie wydawane na każdy lek z osobna.sly pisze: Ja natomiast zaufania nie mam, dlatego zastanawiam się czy są "lepsze" i "gorsze" leki sedacyjne.
Podobno taki "kaganiec" uspokaja http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=27&t=139566&sid=63acea23f76e3ff6a7075fec67965efe
Zasłania oczy i odcina część bodźców.
Nie wiem, czy to trafna rada, ale można wypróbować...
Zasłania oczy i odcina część bodźców.
Nie wiem, czy to trafna rada, ale można wypróbować...
No właśnie, wydaje mi się, że to jedno z drugiego wynikasly pisze:Chciałabym też wierzyć w to, że dobry lekarz stosuje dobre leki.
Zastanawiam się, czy udałoby się go założyćPodobno taki "kaganiec" uspokaja
U mnie w lecznicy mają coś w rodzaju takiej torby, pozwala unieruchomić każdego kota w bezpieczny sposób, ale nie zmniejsza stresu u kota. Zwykle koty widząc, że nie mają możliwości uwolnienia się z żelaznego uścisku, odpuszczają (oprócz Malizny oczywiście)
Cuda potrafi też zdziałać zwykły spinacz biurowy, na moją Maliznę nie działa, ale nie jednego bardzo nerwowego kota udało się tak wyłączyć. sly spróbuj w domu czy kot Ci się "zawiesi".
Dziewczyny, rozbawiłyście mnie. Oczywiście bardzo pozytywnie, bo od piątku jestem strzępkiem przez tą moją kocicę. Dziękuję.
Ale odpowiadam. Jeśli chodzi o kaganiec, to dwóch wetów próbowało jej założyć coś podobnego, nie udało się. Worek też jest mi znany, ale chyba żaden z dotychczas odwiedzanych przeze mnie wetów, nie miał tego narzędzia tortur. W każdym razie nie było próby z tym kaftanem. Spinacz wypróbuję, zupełnie zapomniałam o tej metodzie, a widziałam ją kiedyś w jakimś filmie. Problem w tym, że to co w domu zadziała, u weta już nie koniecznie.
Można też wypróbować kaftanik, który został po sterylce, w domu działał paraliżująco.
Boję się jednak, że wszystkie te sposoby sprawią, że kocica się jeszcze bardziej zestresuje. Już sama nie wiem co gorsze... Ale będziemy próbować, musimy znaleźć jakiś kompromis.
Ale odpowiadam. Jeśli chodzi o kaganiec, to dwóch wetów próbowało jej założyć coś podobnego, nie udało się. Worek też jest mi znany, ale chyba żaden z dotychczas odwiedzanych przeze mnie wetów, nie miał tego narzędzia tortur. W każdym razie nie było próby z tym kaftanem. Spinacz wypróbuję, zupełnie zapomniałam o tej metodzie, a widziałam ją kiedyś w jakimś filmie. Problem w tym, że to co w domu zadziała, u weta już nie koniecznie.
Boję się jednak, że wszystkie te sposoby sprawią, że kocica się jeszcze bardziej zestresuje. Już sama nie wiem co gorsze... Ale będziemy próbować, musimy znaleźć jakiś kompromis.
Pozwolę sobie na chwilę włączyć się do dyskusji.
Wypróbowałam ten sposób ze spinaczem i jestem zachwycona!
Mój Fiodor - który w sekundzie znika jak tylko zobaczy nożyczki do pazurów albo chwyci się go nawet lekko za łapki - z tym spinaczem na karku zrobił się spokojny i praktycznie bez problemu dał sobie obciąć pazury
Natomiast Borys po założeniu i zdjęciu spinacza rozmruczał mi się w najlepsze
hihi
REWELACJA
Wypróbowałam ten sposób ze spinaczem i jestem zachwycona!
Mój Fiodor - który w sekundzie znika jak tylko zobaczy nożyczki do pazurów albo chwyci się go nawet lekko za łapki - z tym spinaczem na karku zrobił się spokojny i praktycznie bez problemu dał sobie obciąć pazury
Natomiast Borys po założeniu i zdjęciu spinacza rozmruczał mi się w najlepsze
REWELACJA