Annazoo pisze:Co powiecie na takie dzisiejsze menu:
Szklanka mleka
duszona z czosnkiem na łoju cielęcym cielęcina
surowa marchewka schrupana w całości
połówka awokado wyjedzona łyżeczką
dwa plastry białego sera od baby (z miodem

)
malutka kiść czerwonych winogron
orzechy brazylijskie
szklanka mleka
Nie wygląda jakoś źle. Szczerze, to najbardziej przeszkadza mi to mleko i ser, no ale jeśli chcesz zachować w diecie produkty mleczne i jesteś pewna, że Ci nie szkodzą, to OK. Jedyne co, to zadbałabym o to by mleko, skoro już musi być, było niepasteryzowane i ser też.
Annazoo pisze:Mam podejrzenia również o ten ser z miodem...
No ja bym sera nie jadła, to już wiesz

ale miód jest całkiem OK o ile jest na 100% surowy. Jeśli miód był zbierany przemysłowo na ciepło, to w zasadzie tak samo jakbyś jadła sam cukier, bez różnicy w efektach dla organizmu. Natomiast surowy miód ma mnóstwo właściwości pro-zdrowotnych, które powodują że jest cennym pokarmem (w niewielkich ilościach oczywiście). Nasi przodkowie z pewnością też spożywali trochę miodu, jeśli udało im się dobrać do gniazda pszczół. Oglądałam kiedys taki program przyrodniczy, w którym pokazywano jak jeden z takich dość "prymitywnych" i odizolowanych ludów, jakich już mało zostało na Ziemi, urządzał wyprawy po miód w góry, gdzie gnieździły sie pszczoły. Miód jest dla tych ludzi tak cenny, że od zarania swych dziejów ryzykują życie by go zdobyć, więc prawdopodobnie wszędzie tam, gdzie człowiek pierwotny miał możliwość, to miodem nigdy nie pogardził.
Annazoo pisze:Kupiłam też niewędzony boczek. Co można z nim zrobić?
No jak to? Zjeść

.
Poniżej podam mój wczorajszy jadłospis, w którym właśnie taki boczek zagościł

.
zenia pisze:banan zielony jak tylko możliwe
A dlaczego zielony??

Zielony jest bardzo zły. Zawiera nie tylko substancje antyodżywcze, ale i skrobię, która na surowo jest bardzo ciężkostrawna, a częściowo i niestrawna. Z tego możesz mieć tylko kłopoty z układem pokarmowym.
Owoce należy jeść wyłącznie dobrze dojrzałe, bo tylko wtedy skrobia będzie już zamieniona na glukozę i fruktozę, a substancje antyodżywcze zneutralizowane. Banany muszą mieć na skórce brązowe kropeczki by nadawały się do spożycia.
zenia pisze:kefir
Ze wszystkich artykułów mlecznych, z wyjątkiem masła, którym jestem przeciwna, to produkty fermentowane, jak kefir (z niepasteryzowanego mleka) budzą mój najmniejszy sprzeciw. I tak jak zdecydowanie odradzam spożywanie jogurtu, to kefir, zwłaszcza domowy, jestem w stanie zaakceptować ze względu na korzystny bilans zalet w stosunku do wad, choć to też nie u wszystkich. O ile fermentację jogurtową przeprowadzają bakterie termofilne, które nie mają dla ludzkiego układu pokarmowego żadnego korzustnego działania, o tyle kefir fermentują bakterie mezofilne, które wykazują największe powinowactwo do bakterii zasiedlających ludzkie jelito. Dlatego w szczególnych okolicznościach kefir jest OK, pod warunkiem że dana osoba nie była karmiona mlekiem krowim ani jego pochodnymi w dzieciństwie przed ukończeniem 3 lat.
Sama kiedyś spożywałam robiony przeze mnie kefir, ale w końcu doszłam do wniosku że jednak nie jest on dla mnie korzystny. Używałam do fermentacji tzw. grzybka tybetańskiego:
http://grzybektybetanski.pl/
Teraz staram się unikać produktów mlecznych z wyjątkiem masła i bardzo okazyjnie pełnotłustej śmietany.
Skoro mają tu być jadłospisy i przepisy, to podzielę się moim wczorajszym, który nie był zbytnio wyszukany

z powodu braków czasowych oraz unieruchomienie lewej ręki (kontuzja stawu barkowego). No więc tak:
O poranku: kawa + podsmażony na łoju plaster surowego, niewędzonego boczku (gr. ok 1-1,5 cm) z solą himalajską
Śniadanie: jajecznica z 3 dużych jajek kurzych, na maśle klarowanym z 1 pomidorem i ćwiartką papryki czerwonej
Przekąski w ciągu dnia: 1 banan, kilka suszonych fig, miseczka malin
Obiadokolacja: duszony kotlet z plastra wołowiny z nogi z kością i szpikiem, zwany po niemiecku
Rinderbeinscheibe (niestety nie wiem, jak się po polsku nazywa takie coś

, może ktoś mnie oświeci), jakieś 350-400g, z "mizerią" z ogórka zielonego (ogórek, sok z cytryny, czosnek, koperek, sól himalajska).
Przed snem: kieliszek nalewki z własnych wiśni

.
To "coś" (
Rinderbeinscheibe) wygląda tak (jest 2 cm grube):
Ponieważ bardzo ważny jest w tym kawałku szpik kostny, a samo mięso nie nadaje się na krwiste steki (jest trochę żylaste), więc przyrządzam go tak:
Najpierw obsmażam delikatnie kotlet z dwóch stron krótko (jak stek ale bez przypiekania na brązowo), zdejmuję z patelni, wydłubuję z kości szpik, który ma konsystencję rzadkiej galarety ale jest jeszcze "półkrwisty" i odkładam do jakiegoś naczynia. Kotlety z "dziurą" po szpiku dalej duszę na małym ogniu do miękkości, przyprawione ziołami i solą (ja daję rozmaryn i bazylię). Gdy mięso jest gotowe przekładam na talerze i na nie kładę posolony szpik kostny (ten lekko krwisty) - jest najlepszym sosem, nadaje mięsu superaromat.
Zresztą często zdarza mi się kupować wołowe, cielęce lub jagnięce kości ze szpikiem, które wyglądają tak:
i używam ich do " przyprawiania" steków, które są zbyt chude. Podsmażam je dokładnie tak jak steki, wyjmuję szpik, solę i podaję jako dodatek do mięsa, zamiast sosu. Pycha

.
Moje menu z dzisiaj:
O poranku: kawa + jajko kurze na miękko
Śniadanie: surowy sznycel cielęcy ze świeżym łojem
Przekąski: 2 dzikie jabłka, pół papryki z własnego ogrodu, trochę orzechów
Obiad (jeszcze nie zjedzony): plaster duszonego karczku wieprzowego na zimno z dipem paprykowym na ostro (robiony podobnie jak ajvar, tylko bez bakłażana, ale z pomidorem i czosnkiem, a zamiast oleju jest masło)
Kolacja (czeka w zamrażarniku

): szaleństwo niedzielne, a mianowicie LODY

(robione wg. przepisu, który podałam w
tym poście).