Dla mnie takie badania i pisane na podstawie ich interpretacji artykuły propagandowe to zwykłe robienie z ludzi idiotów, wciskanie im wciąż tego samego g****, by wielokrotnie powtórzone stało się prawdą niepodważalną. To jest celowa i świadoma polityka, która u ludzi zaskutkowała już wyklęciem mięsa i tłuszczu, a teraz kolej na zwierzęta domowe. Ciekawe kto daje pieniądze na takie badania i takich badaczy....
Spójrzmy najpierw na artykuł:
Kocięta karmione produktami o dużej zawartości białka i niskiej zawartości węglowodanów mają niższe poziomy pożytecznych bakterii w jelitach, niż te, które mają bardziej zbilansowaną dietę.
Sam dobór słownictwa jest już manipulacją. Przeciwwstawia się dietę wysokobiałkową diecie tzw. zbilansowanej sugerując, że tylko dieta wysokowęglowodanowa z dużą zawartością błonnika jest zbilansowana (dla kotów!). To od razu nastawia czytelnika negatywnie do diety wysokobiałkowej.
Niestety, nie do końca jest jasne, czy wysokobiałkowa dieta jest dla kotów właściwa.
A to pewnie dlatego, że Natura się pomyliła.
Ale dzięki jej pomyłkom koty przetrwały na tej niewłaściwej diecie setki tysięcy lat.
Kociaki karmione wysokobiałkowym pożywieniem miały wyższy poziom bakterii przetwarzających białko, a tymczasem osobniki na zbilansowanej diecie - wyższy poziom bakterii odpowiedzialnych za węglowodany.
I znów słowa-klucze. Pomijając ten propagandowy bełkot o zbilansowanej diecie, rzeczywiście dokonano "wielkiego odkrycia": bakterie żywiące się węglowodanami namnażają się bardziej w jelitach osobników jedzących węglowodany. No doprawdy nikt by się nie spodziewał

.
Co zaskakujące, kociaki spożywające więcej węglowodanów miały wyższy poziom pożytecznych bakterii z rodzaju Bifidobacterium. Niski poziom tych bakterii może u ludzi skutkować zespołem jelita drażliwego.
Kolejna propagandowa manipulacja: sugeruje się, że przełożenie funkcjonowania ludzkich jelit na kocie jelita jest jak 1:1. Dodatkowo wykorzystano niesprawdzone hipotezy strasząc jelitem drażliwym ale zabezpieczając się też użyciem słowa "może".
Te same koty miały wyższy poziom bakterii Lactobacillus, które mogą odgrywać rolę w regulowaniu poziomu cholesterolu i apetytu.
Znów to samo. Przenoszenie nieudowodnionej hipotezy cholesterolowej z człowieka na koty i "mogą".
A po przeczytaniu abstraktu badania...
W zasadzie nie trzeba było przeprowadzać tych eksperymentów, by przewidzieć ich wyniki. To wszak oczywista oczywistość, że ten kto je słabo strawne węglowodany karmi tym samym w jelitach bakterie żywiące się węglowodanami, a ten kto je obrobione termicznie białko, które jest w dużej mierze niestrawialne, karmi bakterie w jelitach żywiące się gnijącym białkiem. Bo jest jeszcze jeden aspekt problemu, na który nikt nie zwrócił uwagi - koty w eksperymencie były karmione obrobionym termicznie białkiem. W naturalnych warunkach, jedząc wyłącznie upolowane ofiary (na surowo), koty mają bardzo ubogą florę bakteryjną przetwarzającą węglowodany, bo nie jest im ona do niczego potrzebna. I jedząc surowe mięso nie karmią również bakterii w jelitach, które żywią się białkiem, gdyż praktycznie całe białko jest strawione i wchłonięte. Te badania jedynie potwierdziły, że zarówno dieta wysokowęglowodanowa, jak i oparta na obrobionym termicznie białku prowadzą do rozwoju patologicznej flory bakteryjnej u kotów. Tak - patologicznej, gdyż te rzekomo "dobre" bakterie wcale nie są dla kota dobre, gdy rozmnażają się w takich ilościach jak u krowy. Zresztą u ludzi jest podobnie, ale mit cudownego błonnika jest już tak mocno zakorzeniony w świadomości, że "błonnik musi być, im więcej tym lepiej". Wszystko po to by mieć więcej bakterii, produkować duuuuużo gazów, mieć ładnie wydęty brzuch oraz dziurawe jelita i robić 2 razy dziennie wieeeelką kupę

.
I tak wygląda dzisiejszy świat "naukowców", projektujących "badania" i piszących ich (nad)interpretacje. Oraz świat pismaków, którzy napiszą wszystko, za co będą mieć zapłacone.