Ale czym prędzej przypomniałam DLACZEGO odmierzam suplementy, zamawiam krew, mrożę kilogramy mięsa. Bo młody Cirdan nic innego, z tego, co wypróbowałam, nie trawił. Dopiero mięso, najpierw "czyste", potem w mieszance, dało się zjeść i przyswoić. Nadal nie trawi nic innego (o ile wiem, bo nie prowadzę eksperymentów już).
Wróciłam kilka dni temu z dwutygodniowego wyjazdu, podczas którego moje kociambry były pod opieką przyjaciółki. Zostawiłam jej zamrażalnik pełen pudełek, zalecenia na temat drożdży i oleju, które dodaję bezpośrednio przed podaniem, i dała radę. :)
"Zdając raport" zauważyła: "twoje koty rzeczywiście bardzo dużo sikają". Na co odpowiedziałam: "i dobrze, dopóki Sanjirko sika, mamy spokój z kryształkami".
Sanjiro, chrupkożerca, który nie tyka mokrej karmy, ale za chrupki da się posiekać. Przestawienie go na BARFa zajęło mi dużo czasu i cierpliwości
Moja droga do BARFa zaczęła się więc, kiedy pojawił się Cirdan, kociak zarobaczony, z biegunkami. Postawił mnie pod ścianą, nie miałam wyboru. Przetestowaliśmy karmy mokre i suche, droższe i tańsze, udało się kota odrobaczyć, ale biegunki się utrzymywały. Kilka dni jakby lepiej i nie wiedzieć czemu znów gorzej. Ja się zamartwiałam, sprzątanie kuwety, probiotyki, masaże brzuszka, stres. Kot nowy w domu, więc Sanjirko, rezydent, obrażony, ja spanikowana. Co wet to inna historia, inne próbki chrupek do testów, ogólne teorie na temat przyczyn, "może z wiekiem mu przejdzie".
Trafiłam na BARFa. Nie wiem skąd i nie wiem gdzie wcześniej obił mi się o uszy. Trafiłam na forum Chatul i zaczęłam czytać - o myszach i przełożeniu myszy na barfową mieszankę. I jeszcze raz, bo nie była pewna czy pojęłam. Potem wątek Mari i Iśki. Potem przepisy. Z których coś mogłam wdrożyć niemal od ręki. I pytania moje, nieśmiałe. I odpowiedzi, czytane po trzy razy, żeby się upewnić czy ogarniam.
Zaczęłam od easyBARFA. Miałam kupić FC, ale pokręciłam przy zamówieniach, chyba niezdecydowana byłam i zamówiłam easyBARFa. Pierwsze mieszanki - opór ze strony Sanjira, Cirdan na szczęście wciągał (on wciąga wszystko). Powoli, z probiotykami, miniporcjami (to chyba najgorsze - ciągłe miauczenie kota, który uważa, że podręcznikowe porcje są za małe), chroniąc miskę z chrupkami Sanjira przed zakusami młodego, walcząc z mięsem (brak maszynki) i mięsnymi (zepsute mięcho) i sobą (lenistwo
Etap następny to suplementy tzw. naturalne i kalkulator. Przekonywanie do nich kotów (bo gdzieś po drodze S. raczył zauważyć, że mięsko jest jedyną właściwą opcją dla drapieżnika). Rozwiązywanie na bieżąco problemów typu nagły wysyp futra czy koci trądzik.
Barfowanie trwa, miewam różne wątpliwości (jak Sanjirko się "zatkał", to wątpliwości aż krzyczały), ale koty są szczupłe, zwinne. Żadnych biegunek, żadnych rozwolnień. Futro aktualnie gładkie i lśniące (S. miał takie po RC) i do tego miękkie (tego po RC nie było ;)), i na razie nie wypada (jakieś braki chyba miały ostatnio).
Na pewno wiem więcej - dużo więcej - niż rok temu, kiedy zaczynaliśmy barfować. Czasem myślę, że może czas świadomie siebie odżywiać, nie tylko koty
Cieszę się, że trafiłam na coś takiego jak BARF, bo są i takie koty, które latami chorują, weci serwują leki i różne karmy, mówią o alergiach pokarmowych, a kotom się nie poprawia. Mogło tak być.
A jaka była Wasza droga do BARFa? Czy zachorował kot i szukaliście rozwiązania, tak jak ja? A może hodowca, od którego kupiliście kociaka, polecił Wam BARFa? Jak trafiliście na BARF? Czy można było inaczej, wcześniej, mniej boleśnie? Zachęcam do pisania, może ktoś kiedyś, szukając pomocy dla swojego kota, trafi tu na podobne do swojej historie. I choć BARF nie jest "lekarstwem na wszystko", to jednak warto wiedzieć, jaki wpływ ma żywienie na zdrowie kota (lub - o zgrozo - człowieka!