Etna przybyła w podobnym wieku. z zamkniętego garażu.isabelle30 pisze:Brutus przybył do mojego domu gdy miał 4 miesiące. Z hodowli na wsi. Zero kontaktów z ulicznym ruchem, bał się windy, z psami też za bardzo kontaktu nie miał oprócz swojej rodziny. Przyjechał w sobotę. W niedzielę poszliśmy do parku i został spuszczony ze smyczy. Natychmiast zaczęliśmy nawiazywać znajomości i kontakty z innymi ludźmi oraz ich psami. On codziennie ma swoją grupę znajomą do wspólnego wąchania, zabaw, poleżenia. Grupa jest dość duża więc jej skład jest zmienny. Obce psy go raczej mało interesują. Sam nie zaczepia. Miał okres bojowniczy gdy dorastał. Stoczył kilka pojedynków. Może to i dobrze bo nauczył się jak się to robi. Teraz gdy jakiś podbiegacz go atakuje to mamy 2 opcje - jak małe to patrzy jak na wariata a jak już naprwadę nie wytrzymuje to skacze rycząc jak lew - małe ucieka i jest spokój, a jak duże to dostaje łomot i tyle. Potrafię tak huknąć aby obydwa psy oniemiały, jest czas na rozdzielanie.
Nie nawiewał mi nigdy - w lesie czasem sobie pójdzie na chwilę dłuższą czy krótszą, ale zawsze wraca w te pędy. W parku nigdy nie ucieka.
dla mnie nie ma miejsca na 'łomot'. im więcej takich akcji, tym częściej zaczynają się one powtarzać. dużo zależy od psa. ja mam psa u którego postęp idzie bardzo szybko. jest pobudliwa i reaktywna. nie pozwalam na ŻADNE wyskoki. znam swojego psa na wylot i jeśli wiem, że idący w naszą stronę pies skończy się awanturą, to nie chcę, by do nas podchodził, bo nie potrzebuję kłopotów. dla mnie dziwaczne jest pozwalanie na spuszczanie łomotu. każdy taki wyskok traktuję jako swoją porażkę.
mój pies nie ucieka, nie uciekał nigdy. nie ma w zwyczaju podbiegać do obcych psów, dlatego też nie chcę, by bez mojej zgody podbiegały do nas jakieś psy. ja wiem lepiej, z kim Etna się grzecznie przywita, z kim się chętnie pobawi, kogo odgoni jednym warknięciem, a na kogo zacznie się pienić. wiecie, ja też bym nie chciała żeby ktoś mnie zmuszał do kontaktu z ludźmi, których nie znoszę.
co do nauki przywołania, to kiedyś spotkałam w lesie pana z dwoma rodezjanami, którym spodobała się Etna i miały we trójkę przednią zabawę. ale te psy zwiały temu facetowi przez drzewa, w ogóle ich nie widział. co pan miał przy sobie? KIJEK. i psy dostawały kijkiem po tyłku. powiedziałam panu, co myślę o jego metodach, więc pewny siebie powiedział, żebym pokazała jak odwołuje się moja suka. psy były w trakcie wspaniałej zabawy, ale zawołałam raz- pies znalazł się przy mnie. i wiecie co? facet odchodząc wyrzucił swój kijek ;)