ciocia_mlotek pisze:Ja napiszę, że mój poprzedni pies, od czasu jak mama zaczęła mu dodawać siemię lniane do jedzenia, dostał tak fantastycznej sierści, że trudno było uwierzyć. Ty mi powiesz, że siemie lniane jest tylko balastem bo pies go nie strawi bo fizjologicznie nie ma takiej możliwości. Ja w takim wypadku jestem w kropce. Bo z jednej strony ścisła naukowa wiedza a z drugiej moja praktyczna "wiedza" o tym jak wyglądała sierść psa bez tego dodatku a jak z (żadnych innych zmian w diecie, wodzie, środowisku - a różnica była ogromna)
Ależ siemie lniane w postaci świeżo zmielonych ziaren nie jest tylko balastem

. Co innego gdy jedzone są całe ziarna - wówczas wyjdą tyłem takie same jak weszły przodem

.
W zmielonym siemieniu lnianym znajduje się spora ilość wielonienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy omega-3. Jest to wprawdzie roślinna forma omega-3 czyli kwas alfa-linolenowy, prekursor zwierzęcych form czyli DHA i EPA, ale zarówno organizm psa jak i człowieka potrafi w niewielkim stopniu przekształcać ALA na DHA i EPA. Wydajność tego procesu jest niewielka u obu gatunków lecz przy odpowiednio dużej podaży ALA w postaci siemienia lnianego można uzyskać efekt zdrowotny jaki dają kwasy DHA i EPA. Kwasy te między innymi biorą udział w budowie skóry oraz okrywy włosowej, a potrzebne są każdej komórce, gdyż tworzą odpowiednio przepuszczalne błony komórkowe, bez których organizm funkcjonuje ogólnie źle i szybko się starzeje.
isabelle30 pisze:Ja podobnie jak dziewczyny jestem uzależniona od słodyczy, do tego żarłok, ciągle chodzę głodna. Koledzy w pracy - dobre dusze na zmianę pryznoszą rano to pączusie, to słodkie bułeczki z LIDLA w ramach - do kawy. Nie potrafie się temu oprzeć. Plus drugie śniadanie i mamy dodatkowe posiłki. Bez nich prawie umierałam z głodu – skurcze żoładka, mdłości, mroczki przed oczami – koszmar.
To są typowe objawy uzależnienia się od cukru, tzw.
sugar blues, spowodowane przejadaniem się nim. Duża dawka glukozy, która przedostaje się do krwi żyły wrotnej wkrótce po zjedzeniu wysokowęglowodanowego posiłku (nie tylko zawierającego cukier z cukierniczki, ale i dużo owoców oraz produkty skrobiowe, mączne) stawia na baczność watrobę, która jest na pierwszej linii ognia i musi szybko zamienić nadmiar glukozy w trójglicerydy oraz wysłać je do zmagazynowania na później w tkance tłuszczowej. Wątroba wysyła też część tej glukozy do krwioobiegu, z którego komórki jej potrzebujące będą się zaopatrywały. Jednak w krótkim okresie czasu potrzebna ilość glukozy jest bardzo niewielka, więc poziom cukru we krwi rośnie lawinowo, wyzwalając natychmiastową reakcję trzustki w postaci wyrzutu ogromnej dawki insuliny, która ma za zadanie ratować organizm przed śmiercią z przecukrzenia. Insulina działa bardzo szybko upychając nadmiar glukozy do komórek, a przede wszystkim wzmagając lipogenezę (tworzenie tłuszczu z glukozy) w tkance tłuszczowej oraz w wątrobie. Reakcja zdrowego organizmu na nadmiar cukru jest czymś w rodzaju reakcji alarmowej, mającej na celu uporanie się z problemem jak najszybciej (w toku milionów lat istnienia ludzi na Ziemi mieli oni raczej mało okazji do przejedzenia się cukrem - tzn. ogólnie węglowodanami przyswajalnymi - i taka sytuacja traktowana jest jako potencjalne zagrożenie dla życia). Efektem błyskawicznej akcji "sprzątania" krwioobiegu z glukozy i zwykle nadmiernego wyrzutu insuliny jest pojawienie się hipoglikemii czyli spadek poziomu glukozy poniżej normy. Ta z kolei sytuacja alarmuje mózg do natychmiastowego wzbudzenia uczucia silnego głodu, by nie dopuścić do spadku poziomu cukru poniżej granicy, która powoduje niedożywienie mózgu i śpiączkę. Zanim organizm uruchomi zapasy glikogenu z wątroby oraz przebuduje potrzebne szlaki metaboliczne by zacząć produkować glukozę z białek zgromadzonych w mięśniach mija chwila czasu, w której to człowiek zdąży już dorwać kolejne ciastko i jazda bez trzymanki po sinusoidzie cukrowego bluesa rozpoczyna się od nowa. Jak bardzo jest to niebezpieczne i niezdrowe nie muszę chyba tłumaczyć. Wszystko przebiega w ten sposób tak długo aż organizm nie zacznie uodparniać się na działanie insuliny (w obronie komórek przed jej ciągłym bombardowaniem), stopniowo prowadząc do insulionooporności będącej przyczyną cukrzycy typu II.
Mój nieco obrazowy opis jest oczywiście schematem w uproszczeniu, by nie cytować tu całego rozdziału z podręcznika biochemii

.
Isabelle30:
1. Zamień cukier (węglowodany), który zjadasz na tłuszcz a zobaczysz, że przestaniesz być ciągle głodna i zaczniesz mniej jeść. Zamiast ciastka czy cukierka zjedz kawałek tłustego mięsa.
2. Przeczytaj sobie książkę "Sugar Blues. Zniewoleni przez cukier" Williama Dufty.
To tak na początek

.
isabelle30 pisze:Odnośnie innych metod z rodzaju cudownych. Otóż często mam kłopot z korzonkami - ból zaczyna się po jakimś dziwnym nieobliczalnym ruchu i trwa wiekami. Pomaga mi na to smalec gęsi...nie wiem jaki jest mechanizm tego pomagania, nie wiem czy chcę wiedzieć. Grunt że pomaga.
Podejrzewam, że nie uda nam się tutaj rozwikłać wszystkich zagadek

. Moja prośba odnośnie pisania o tym, jak działa to o czym piszecie ma na celu spowodowanie przynajmniej prób wyjaśnienia niektórych fenomenów oraz eliminację wklejania tu wszelkich niezweryfikowanych informacji, będących odwzorowaniem panującej w mass-mediach roślinomanii i antytłuszczomanii jako remedium na wszelkie dolegliwości i choroby obecne oraz potencjalne.