Żeby tylko z weterynarii.Hebe pisze:.... ehh, też mam wrażenie, że czasami trzeba się samemu z weterynarii dokształcać.
Ja się już sama zaczynam leczyć. Ściągam, czytam, przeglądam, wertuję książki o ziołolecznictwie.
Ostatnio miałam zawalone zatoki, ale to tak, że przez bębenki w uszach było wydzielinę widać. Dostałam antybiotyk, coś do psikania do nosa, na gardło. P. Doktor stwierdziła zapalenie oskrzeli, ale antybiotyk na zatoki dostałam. Antybiotyk brałam, ale nie bardzo działał. Te inne preparaty też nie za bardzo. Po lekturze książki (jak to dobrze w wolnym czasie wertować katalogi różnych bibliotek. Z listą książek pod pachą wpadam do biblioteki, wypożyczam dane książki i robię zdjęcia. na spokojnie w domu czytam) Stephen'a Buhner'a "Zioła zamiast antybiotyków" od razu wdrożyłam czosnek, biostyminę i w kilka dni wydobrzałam. Przed ich zażywaniem nie miałam czucia smaku. Wcinając po 3 główki czosnku dziennie (zgodnie z zaleceniem z książki) po każdym spożyciu czułam, jak smak mi wraca, jak czosnek wypala choróbsko z ust, gardła, zatok. Owszem śmierdziałam czosnkiem, ale moje zdrowie najważniejsze. Na wizycie kontrolnej po 2 tygodniach - płuca czyste, zatoki czyste. Wspomniałam p. doktor, że włączyłam do leczenia czosnek i biostyminę - odparła - bardzo dobrze. To czemu mi tego nie zaleciła?
W bibliotece znalazłam również książkę o ziołach dla zwierząt - jeszcze do niej nie dotarłam, ale chyba muszę, bo może tam być coś ciekawego i przydatnego.
Lekarze, weterynarze z roczników urodzenia do lat 80-tych zdążyli jeszcze nauczyć się tych dobrych starych metod leczenia - mam kolegę z wykształcenia weterynarz, ale już nie praktykuje, czasem go o coś podpytam. Obecne pokolenia tylko "lizną" temat i już. Nie zagłębiają się, nie czytają starych opracowań. A szkoda, bo to byłoby z korzyścią dla pacjentów.