Mori przez ostatnie 3 dni czuje się świetnie - domaga się zabawy, robi sprinty po mieszkaniu - cudownie się to obserwuje... Wiele razy w ciągu dnia zaczyna sobie mruczeć... Śpi w "kocich" pozach - ( jakby wróciła nad ranem z imprezy

). Moj jedyny smuteczek, że już ze mną nie śpi - kładzie się w wielu różnych miejscach, ale nie ze mną (a przez te ostatnie 3 miesiące - poza najgorszym kryzysem - zawsze kładła się obok mojej głowy). Ale to tylko oznacza, że już mnie nie potrzebuje a więc zdrowieje a więc i ja się cieszę (a przytulić pozostaje mi się do puchatej poduszki

)
Wybaczcie, że odpisuję z opóźnieniem. Próbuję trochę nadrobić różnego rodzaju obowiązki, które zaniedbałam przez ostatnie miesiące, bo zajmowałam się Mori (w sensie tymi wszystkimi dodatkowymi zabiegami w ciągu dnia, których zdrowy kot nie potrzebuje oraz szukaniem informacji jak jej dodatkowo pomóc).
Dziękuję Wam - Izo i Izo (

) za stale wspieranie mnie w walce o dobre samopoczucie Morusi.
Mamy teraz chwilę ulgi, ale niestety nie potrafię do końca się odprężyć (w nocy miałam przerażający sen o Mori a bardzo rzadko pamiętam swoje sny).
IzabelaW pisze:Cieszę sie, że jest lepiej. Szczerze mówiąc ja też bym to ubranko już zdjęła.
Doczytałam się, że w lipcu Mori dostała amoksycylinę z kwasem klawulanowym – jakoś mi to wcześniej umknęło. Jak długo brała synulox?
I czy objawy „brudnych” uszu, zmiany na pyszczku zniknęły i problemy z pazurkami?
Może spróbujmy w tym momencie podsumować, co podajesz Mori z leków, ziół i suplementów, bo ja się jednak pogubiłam

Na ranę, doustnie i w inhalacjach
Synulox dostawała 4 dni (tak bylo zalecone). Nie było absolutnie żadnej poprawy po tym.
Zmiany na pyszczku i problemy z pazurkami minęły. Problem brudnych uszu jest nadal (co ok 3 dni czyszczę te Otodine).
Aktualny spis wszystkiego co robię przy Mori (ograniczam "zabiegi" tylko do tych które nie są stresujące dla Mori, a zakraplanie oczu czy mycie uszek zostaje zawsze sowicie nagrodzone smakołykami)
+ inhalacje parowe - z suszonym koprem, szałwią i rumiankiem
+ nawilżanie ultradźwiękowe całego pokoju
+ Otodine do uszek co 3-4 dni
+ Apotears do oczek (nie jest źle z oczkami, ale za dobrze też nie)
+ "pasta ziołowa" - (od ok 2 tygodni)
- korzeń lukrecji (zmniejszona ilość względem pozostałych)
- ziele jeżówki purpurowej
- nasiona czarnuszki siewnej
- kwiat koniczyny czerwonej
- korzeń mniszka lekarskiego
- owoc dzikiej róży
+ osobno ziele konopne (od ok 2 tygodni)
+ colostrum (start jakiś tydzień temu)
+ inflamex solution (start jakiś tydzień temu)
+ cortaflex regular (start jakiś tydzień temu)
w BARFie ma zwiększoną ilość omega3 (od paru miesięcy)
Mori samą raną nie jest zainteresowana (bardziej jej okolicą) - Wygląd rany jest nadal taki sam od jakieś 2 tygodni (pokazywałam niedawno zdjęcie). Chociaż może troszkę się zmniejszyła. Dla mnie najważniejsze jest, że "nic się tam złego nie dzieje" i Mori czuje się dobrze. Od czasu zdjęcia ubranka te parę dni temu Mori przejęła obowiązek dbania o higienę rany (ja nie przemywam, nie kremuję, tylko obserwuję min 2x dziennie czy nic się złego nie dzieje).
Niestety nadal rzęzi i to nie mało. Momentami zastanawiam się "jak może się tak dobrze czuć skoro nadal ma takie zapalenie". Cały czas mam z tyłu głowy ten Twój pomysł Izo z lekiem na rozszerzenie oskrzeli.. Tylko jak ja zdobędę receptę... nie ma mowy z wizytą u weta z Mori... Jest opcja z wizytą domową, ale jestem już tak spłukana, że... no nie jest to opcja nr jeden
