Co decyduje że właśnie TO zwierzę z nami zamieszka ?
Oczywiście, że mnie przerosło, jako że spotkał mnie niezwykle rzadki przypadek zachorowania i zgonu pomimo prawidłowo przeprowadzonych szczepień. Moi weterynarze mieli podobne przypadki, ale kot lżej chorował i przeżył. Informacyjnie: przeprowadziłam dezynfekcję przez ozonowanie (przez profesjonalną firmę), wg materiałów znalezionych w necie w j.angielskim , ozonowanie zabija także parwowirusy . Na razie nie myślę o następnym kocie, zobaczymy co przyniesie przyszłość. Wychodzi mi na to, że za mało zrobiłam; zabezpieczenie mieszkania, okien, urządzenie "placu zabaw" dla kota, nabywanie wiedzy, dobre karmy, a wreszcie dążenie do przejścia na barf, przez co zawitałam na to forum, leczenie do samego końca, to są dobre chęci ,którymi piekło jest wybrukowane.
Jasia
To mi wytłumacz. Napisałam więcej m.in co decyduje o wyborze danego zwierzęcia np dlaczego ja kocham miłością absolutną jamniki i beagle, choć generalnie ogólnie kocham psy , inne nie wywołują we mnie takich emocji ,ale mój tablet płata mi figle i wszystko co napisałam skasował zanim puściłam.
Jasia
Malgob przeczytałam waszą dyskusję i mam wrażenie, że nie umiesz "dogadać się" ze Małgą, bo masz jednak lekką tendencję do popadania se skrajności w skrajność. Absolutnie nie piszę tego złośliwie (co akurat jak na mnie jest dziwne - żebym tak nawet cień złośliwości mi z palców nie spłynął to rzadka sytuacja
).
Kociaki faktycznie potrafią być paskudne, rozrabiające i w ogóle jakieś takie dziwnie i podejrzanie wymagające wychowania! Sama właśnie przerabiałam ten etap - nasza kotka (fakt faktem, rasy bardzo aktywnej i energicznej) ma obecnie 7 miesięcy. Uwierz mi, początki były wykańczające... I to mimo, że Księciunio (mój partner) akurat miał 2 miesiące przerwy w pracy i był przy kocie prawie 24 h/dobę! Bywały dni, kiedy wracałam z pracy i w progu słyszałam "teraz ty się nią zajmij!"
. Dopiero teraz zaczyna nam się fajny kot robić, chociaż to ciągle jest pół na pół (nie ma mowy o spokojnych wieczorach więcej niż 3 dni pod rząd
). Do tego przy maluchach jest większe ryzyko chorób (o czym, niestety, przekonałaś się osobiście) - nie do końca rozwinięte organizmy zawsze będą trochę wrażliwsze, nieważne czy mówimy o kotach, psach czy ludziach.
Dziewczyny po prostu starają się uzmysłowić Ci, że przy Twoich obawach i w Twojej sytuacji wzięcie (z hodowli, tymczasu czy ulicy - jak Ci w duszy zagra) rocznego-dwuletniego kota jest po prostu rozsądniejsze.
Ps. Za to przynajmniej mam pewność, że następnego kota to chcę co najmniej półrocznego... I świadomość, że następnym kociakiem to najprawdopodobniej będzie... dzieciak po obecnie miłościwie nam panującej
. Najwyżej przez pół roku odmówię podpisania oficjalnej umowy, żeby przynajmniej UDAWAĆ, że spełniłam marzenie o podrośniętym kociaku
.
Kociaki faktycznie potrafią być paskudne, rozrabiające i w ogóle jakieś takie dziwnie i podejrzanie wymagające wychowania! Sama właśnie przerabiałam ten etap - nasza kotka (fakt faktem, rasy bardzo aktywnej i energicznej) ma obecnie 7 miesięcy. Uwierz mi, początki były wykańczające... I to mimo, że Księciunio (mój partner) akurat miał 2 miesiące przerwy w pracy i był przy kocie prawie 24 h/dobę! Bywały dni, kiedy wracałam z pracy i w progu słyszałam "teraz ty się nią zajmij!"
Dziewczyny po prostu starają się uzmysłowić Ci, że przy Twoich obawach i w Twojej sytuacji wzięcie (z hodowli, tymczasu czy ulicy - jak Ci w duszy zagra) rocznego-dwuletniego kota jest po prostu rozsądniejsze.
Ps. Za to przynajmniej mam pewność, że następnego kota to chcę co najmniej półrocznego... I świadomość, że następnym kociakiem to najprawdopodobniej będzie... dzieciak po obecnie miłościwie nam panującej