Dziewczyny, dziękuję za Wasze słowa.
Wielkim przywilejem było towarzyszenie Malcie przez 15 lat, od młodości aż do późnej starości, obserwowanie jak się zmienia z upływem czasu. Najpierw młoda, radosna, rozbrykana, później stateczna, ale nadal wesoła, a wreszcie starość, powolność, choroby i stopniowe zniedołężnienie (całkowita głuchota, prawie całkowita utrata wzroku i częściowo węchu, osłabienie mięśni, psia demencja) uczyły nas pokory i cierpliwości.
Robiliśmy dla niej wszystko, byłam gotowa zrobić jeszcze więcej, ale nadszedł taki czas, gdy tym wszystkim była pomoc w godnym odejściu, bez dodatkowego cierpienia i z ukochanymi ludźmi przy boku, towarzyszenie jej przy tym, tak jak byliśmy razem przez wiele lat.
Nie chcę z tych 15. lat pamiętać tylko ostatniego roku, bo mimo że ostatni rok był niezwykle ciężki, to przecież wcześniej było 14 dobrych lat! Zapamiętam ją z dawnych czasów, skaczącą z radości na powitanie swoich ludzi, wskakującą do łóżka i moszczącą się w pościeli na poduszce :), spacery nad wodą, na górskich wycieczkach, po plaży, usiłującą jeść bałwany morskie, wykradanie jedzenia kotom i nam, jej nietypowe zamiłowanie do surowych warzyw i owoców (marchewki, ogórki, kalafior, jabłka, pomelo, maliny

), matkującą jednemu z naszych kotów, ganiającą go po domu, skaczącą z radości po śniegu i niechętne spacery w deszczu, rozkopywanie kretowisk i wylegiwanie się na słoneczku.