Agnikot pisze:od razu po wyjęciu z kontenerka zaczęła na niego złowrogo syczeć. Mimo że próbował ją całkiem fajnie zagadywać, nie dała się nawet jemu dotknąć i cały czas syczała.
Przy nieobsługiwalnym kocie błędem jest wypuszczenie/próba wyjmowania z transportera.
Nie ma tu miejsca na "miłe zagadywanie" kota, to tylko przedłuża sprawę i pogarsza sytuację.
Najlepiej wszystko zrobić jak najszybciej.
Wiem, o czym piszę, mój Rudolf u weta wypuszczony z transportera nie daje do siebie nawet podejść, od razu skacze z zębami i pazurami wetowi do twarzy.
Dlatego badanie krwi wygląda w następujący sposób:
Umawiam wizytę u weta.
Podjeżdżam samochodem, Rudolf zostaje w samochodzie.
Ja idę, prosze o przygotowanie wszystkiego co potrzebne: stół, probówki, igły itd.
Czeka ekipa w ilości przynajmniej dwóch osób a najlepiej trzech.
Szybciutko przynoszę kota z samochodu, stawiam transporter na stół, błyskawicznie zdejmuje się pokrywę transportera, jeszcze bardziej błyskawicznie przyciska grubym kocykiem do dna transportera i pobiera krew.
Jednej wetce z pomocą techniczki pobranie krwi zajęło z zegarkiem w ręku 5 min.
I niech nikt nie próbuje podejść z golarką, bo to zniweczy cały wysiłek.
Bardzo dobry sposób, polecam.