Ogromnie się cieszę, że nie jestem jedyna i inni tez spacerują z kotami. U mnie na wsi sąsiedzi wyśmiewają się ze mnie: raz, ze "dzikiego" kota mam w domu, dwa, że przygarnęłam znajdę no i to, ze chodzę z nim na smyczy - jestem postrzegana jako sąsiadka wariatka
Mam kota, dachowca-znajdę, wsiowego szwendacza. Miał 4 miesiące i do nas przyszedł i został. Dzis ma 2 latka. Początkowo był kotem zewnętrznym, tylko go karmiłam, potem zamieszkał w domu, ale stale wychodził samopas. Od września był cały czas w domu, bez wychodzenia, ale teraz, gdy jest ładnie i ciepło domaga sie wyjścia na dwór.
Mamy domek z ogródkiem, nie ma żadnych zagrożeń, psów, ludzi, dzieci, które mogą kota wypłoszyć, wystraszyć. Chodzimy tylko po ogródku, w szelkach i na smyczy, bo niby ogrodzenie mam, ale dla kota, to żadna przeszkoda i moment nieuwagi i Mruczek byłby za płotem.
Domaga się tych spacerów, na widok szelek ustawia sie pod oknem na taras i czeka. Na smyczy nie szarpie się, nie robi fikołków, szybko się nauczył.
Spacer polega na baaaaardzo powolnym obejściu ogródka, zajrzenie w każdy zakamarek, zjadanie trawy, tarzanie w piasku. Potrafię tak godzinę z nim chodzić. Powrót do domu - marudzenie, wyginanie sie na rękach, no ale przecież kiedys trzeba wrócić. Postanowiłam umilić mu te powroty - zawsze po przyjściu biegniemy do kuchni po smakołyk. Niech powroty mu sie dobrze kojarzą
Mieliśmy epizody z sikaniem poza kuwetą, łączę to z nadmiarem emocji, które koteł doznaje na dworze.
Obecnie siki są w kuwecie, mam nadzieję, że tak zostanie.
Kotek jest z tych strachliwych, nie lubi obcych ludzi, boi się wszystkiego. Jednak jest bardzo ciekawski i szybko się uczy - początkowo bał się psa za ogrodzeniem, ale szybko zauważył, że to co jest za ogrodzeniem mu nie zagraża i teraz spokojnie sobie chodzi, a pies sąsiadów jest obok (spokojny bigiel, nie szczeka, nie jest agresywny do kota, lekko zapasiony, fajny piesek).
Jesli tylko kotek nie będzie posikiwać poza kuwetą, to spacery będą codziennie :)

