Barfujące Nebelungi i chudzinka Mainecoonka
Bardzo dziękujemy za miłe słowa i pochwały urody
Osobiście uważam, że każdy kot ma w sobie niesamowite piękno i elegancję. Najzwyklejszy burasek spod mojej pracy jest cudownym i doskonale pomyślanym stworzeniem. Kocie oczy są hypnotajzing (by Dżoana) i łatwo stracić głowę... Na tym polega kocia pułapka, że są to istoty piękne i niezwykłe, a my bardzo chcemy zasłużyć sobie na ich miłość 
Jeśli chodzi o wprowadzanie barfa, nie wszystko szło u nas łatwo. Bardzo szybko i bez ceregieli przestawiły się egzemplarze najmłodsze - Jagoda i Filip. Czasem były fochy na rybny zapach, więc olej z łososia na cenzurowanym.
Urodzoną barfistką okazała się Walkirka, która przyjechała w gości i pożarła mieszankę z całym wachlarzem naturalnych suplementów, bez mrugnięcia okiem.
Oddzielna historia to było przestawianie Daszy. Ona nie widziała wcześniej nigdy surowego mięsa. Kawałeczki wątróbki czy innego mięska turlała sobie po podłodze jak zabawkę.
Strajkowała na barfie dopóki w perspektywie była choćby najmniejsza porcja chrupek. Tygodniami warowała przy szafce z awaryjną suchą karmą. Złamała się dopiero, kiedy wprowadziłam całkowite embargo na chrupy. Już po jednym dniu głodówki zorientowała się, że tym razem to nie żarty, poza tym odjechali goście, czyli moja mama, która ją po kryjomu dokarmiała Acaną
Dasza ma troszkę za okrągłą pupę, lubi jeść i jest pewnie jednym z nielicznym kotów, który się na barfie ociupinkę podpasł
drugim spaślaczkiem robi się Filipek
ale jak każda mama grubasków tłumaczę, że one wcale dużo nie jedzą, że to tylko takie nabite ciałko i że no... duże są, a nie grube
Dzisiaj święcimy triumfy - po postawieniu przed Daszą porcji suchej karmy odruchowo się na nią rzuca, ale po chwili odwraca się i ją zostawia
Jest miłośniczką mieszanek, woli je nawet od samego mięsa, którego w kawałkach nadal nie bardzo umie jeść, woli mielonki.
Wyjada cała mielonkę, również z nie swoich porcji, a zostawia oblizane kawałki mięska
A niżej dobrana para do gonitw i szalonych zapasów: Walkirka i Filipek

Jeśli chodzi o wprowadzanie barfa, nie wszystko szło u nas łatwo. Bardzo szybko i bez ceregieli przestawiły się egzemplarze najmłodsze - Jagoda i Filip. Czasem były fochy na rybny zapach, więc olej z łososia na cenzurowanym.
Urodzoną barfistką okazała się Walkirka, która przyjechała w gości i pożarła mieszankę z całym wachlarzem naturalnych suplementów, bez mrugnięcia okiem.
Oddzielna historia to było przestawianie Daszy. Ona nie widziała wcześniej nigdy surowego mięsa. Kawałeczki wątróbki czy innego mięska turlała sobie po podłodze jak zabawkę.
Strajkowała na barfie dopóki w perspektywie była choćby najmniejsza porcja chrupek. Tygodniami warowała przy szafce z awaryjną suchą karmą. Złamała się dopiero, kiedy wprowadziłam całkowite embargo na chrupy. Już po jednym dniu głodówki zorientowała się, że tym razem to nie żarty, poza tym odjechali goście, czyli moja mama, która ją po kryjomu dokarmiała Acaną
Dasza ma troszkę za okrągłą pupę, lubi jeść i jest pewnie jednym z nielicznym kotów, który się na barfie ociupinkę podpasł
Dzisiaj święcimy triumfy - po postawieniu przed Daszą porcji suchej karmy odruchowo się na nią rzuca, ale po chwili odwraca się i ją zostawia
Wyjada cała mielonkę, również z nie swoich porcji, a zostawia oblizane kawałki mięska
A niżej dobrana para do gonitw i szalonych zapasów: Walkirka i Filipek

Człowiek z nowymi pomysłami jest wariatem, dopóki nie odniesie sukcesu. (Mark Twain)
Nie czekaj Terhie na emeryturę, zresztą nie wiem czy ZUS ci coś da
Spraw sobie to, o czym marzysz, choćby to wyglądało na szalony pomysł... Potem już będzie inaczej, jak człowiek uwikła się w tysiące zależności i spraw to często zapomina o czym marzył, a marzenia spełniane po latach - jak nadrabianie zaległości - już tak nie cieszą...
A ja już kombinuję nad nowym mieszkańcem mojego magicznego domu
Jutro postaram się zadziałać w tej sprawie - to znaczy w sprawie kotki bezdomniaczki, może żadna z niej piękność, ot biała kotka w rude i szare łatki, ale jej zielone oczy patrzą właśnie na mnie w specjalny sposób. Ona mnie wybrała już kilka miesięcy temu, nic na to nie poradzę
Moje domowe rozwydrzeńce ostatnio kręcą nosem na każdą mieszankę, jednego dnia ok, drugiego foch. Nie dotyczy to tylko Daszki, która raz nauczona barfa konsekwentnie wymiata wszystko z miseczek.
Na wyrzucanych resztkach można by spokojnie utrzymać jeszcze ze dwa koty
Najbardziej do szału doprowadza mnie jak Walkiria nie chce jeść, bo niedawno przeżyłam traumatyczne sytuacje z nią w lecznicy na UP we Wrocławiu. Ona jest drobna chudzina, w dodatku ciągle w rujce i nie mogę jej wysterylizować, bo ciągle nieprawidłowe wyniki krwi. Najpierw kreatynina za wysoka, nie wiadomo czemu. Potem białka nieprawidłowe. Dostaję z nią nerwicy, bo już padło podejrzenie FIP
Test oczywiście dodatni - nienawidzę tego testu
Wszyscy wpatrują się w Walkirkę jak w obraz, a ona chyba zdrowa. Nerwy mam stargane, a jeszcze księżniczka nie chce teraz jeść
Nie mam pojęcia o co im chodzi, ale zapewne o jakąś nowość. Zmieliłam całe porcje rosołowe i skrzydełka z kośćmi. Już foch
No i jest przez te kości drobno zmielone, a zawsze było na grubym sitku. Co za uparte koty.
Wszystko chyba zjedzą bezdomniaczki...
A ja już kombinuję nad nowym mieszkańcem mojego magicznego domu
Jutro postaram się zadziałać w tej sprawie - to znaczy w sprawie kotki bezdomniaczki, może żadna z niej piękność, ot biała kotka w rude i szare łatki, ale jej zielone oczy patrzą właśnie na mnie w specjalny sposób. Ona mnie wybrała już kilka miesięcy temu, nic na to nie poradzę
Moje domowe rozwydrzeńce ostatnio kręcą nosem na każdą mieszankę, jednego dnia ok, drugiego foch. Nie dotyczy to tylko Daszki, która raz nauczona barfa konsekwentnie wymiata wszystko z miseczek.
Na wyrzucanych resztkach można by spokojnie utrzymać jeszcze ze dwa koty
Najbardziej do szału doprowadza mnie jak Walkiria nie chce jeść, bo niedawno przeżyłam traumatyczne sytuacje z nią w lecznicy na UP we Wrocławiu. Ona jest drobna chudzina, w dodatku ciągle w rujce i nie mogę jej wysterylizować, bo ciągle nieprawidłowe wyniki krwi. Najpierw kreatynina za wysoka, nie wiadomo czemu. Potem białka nieprawidłowe. Dostaję z nią nerwicy, bo już padło podejrzenie FIP
Nie mam pojęcia o co im chodzi, ale zapewne o jakąś nowość. Zmieliłam całe porcje rosołowe i skrzydełka z kośćmi. Już foch
Wszystko chyba zjedzą bezdomniaczki...
Człowiek z nowymi pomysłami jest wariatem, dopóki nie odniesie sukcesu. (Mark Twain)
O rany
ależ ja tu dawno nie zaglądałam.
U nas wiele zmian.
Przygarnęłam Misię. Słodką kotkę, bardzo zrównoważoną i kochaną, biało-burą w rude łatki. Niestety Filip znienawidził ją od pierwszego wejrzenia


Moje perypetie z przygarnięciem Misi są na wątku tutaj: http://www.barfnyswiat.org/viewtopic.php?t=306
Ostatecznie Misie musiałam oddać. To był jedyny sposób, by mogła żyć szczęśliwie, z dala od Filipa...
Od miesiąca nastała era Leonii. Ale o tym póżniej
U nas wiele zmian.
Przygarnęłam Misię. Słodką kotkę, bardzo zrównoważoną i kochaną, biało-burą w rude łatki. Niestety Filip znienawidził ją od pierwszego wejrzenia


Moje perypetie z przygarnięciem Misi są na wątku tutaj: http://www.barfnyswiat.org/viewtopic.php?t=306
Ostatecznie Misie musiałam oddać. To był jedyny sposób, by mogła żyć szczęśliwie, z dala od Filipa...
Od miesiąca nastała era Leonii. Ale o tym póżniej
Człowiek z nowymi pomysłami jest wariatem, dopóki nie odniesie sukcesu. (Mark Twain)
Twój Wiki ma takie samo męskie spojrzenie jak mój Filip
Ja też mojego chłopczyka strasznie kocham i może robić, co chce
Tylko z jedzeniem nie daję sobie wejść na głowę, ale akurat z tym nie mam problemu. Ma usunięte ząbki i wreszcie z radością podchodzi do miski, bo już go nie boli. Dziamla duże kawały mięsa i całkiem dobrze sobie radzi.
Człowiek z nowymi pomysłami jest wariatem, dopóki nie odniesie sukcesu. (Mark Twain)
