Lola i Whiskey
Lola i Whiskey
Moje dwie dziewczyny :)
Lola ma cukrzycę i podwyższone parametry wątrobowe, jest łakomym pulpetem, który próbował nawet pierogów i sałaty. Whiskey nie ma problemów zdrowotnych ani fanaberii żywieniowych, miewała struwity i ze dwa razy zapalenie pęcherza, ale to stara historia.
Ze względu na chorobę Lolelli postanowiłam przestawić koty na BARFa, obie, żeby nie było komplikacji i permutacji z czyszczeniem cudzych misek. Dzisiaj była inauguracja - udziec indyczy, serca plus jajo plus woda (suple dopiero idą). Póki kroiłam mięso, koty były bardzo, ale to bardzo zainteresowane. Pokroiłam, część zmieliłam, wymieszałam, podałam i obie koty, razem, tak, jak wcześniej były gotowe wejść mi na głowę, tak po podaniu mieszanki zrobiły w tył zwrot i do widzenia. Lolka wróciła i podjadła trochę, teraz wróciła znów i znów podjadła (co ciekawe, prawie nie pije wody z miseczki, chociaż do wczoraj żłopała hektolitrami). Whiskey natomiast obraziła się na amen i jeść nie będzie, chociaż z mięsem wcześniej problemów nie było.
Zastanawiam się, czy to nie jest kwestia konsystencji - obie bezproblemowo zjadały mięso w kawałkach (różne gatunki), ale w mieszance - ble. Lolka wyciąga większe kawałki i zjada, Whiskey nawet nie spróbowała, ona jeść tego nie będzie i koniec. Na kolację podam dziadówom dobrą mokrą karmę, ale jutro rano chciałam wrócić do mieszanki, tylko nie wiem, czy znów mi się nie poobrażają, no i Lolka nie może głodować, Whiskey zresztą też nie, chociaż ona zawsze jadła mało.
Coś mi się wydaje, że trzeba będzie zmienić trochę system - mrozić czyste porcje niepokrojonego mięsa, a kroić i suplementować dopiero przed podaniem. Czy tak może być?
Lola ma cukrzycę i podwyższone parametry wątrobowe, jest łakomym pulpetem, który próbował nawet pierogów i sałaty. Whiskey nie ma problemów zdrowotnych ani fanaberii żywieniowych, miewała struwity i ze dwa razy zapalenie pęcherza, ale to stara historia.
Ze względu na chorobę Lolelli postanowiłam przestawić koty na BARFa, obie, żeby nie było komplikacji i permutacji z czyszczeniem cudzych misek. Dzisiaj była inauguracja - udziec indyczy, serca plus jajo plus woda (suple dopiero idą). Póki kroiłam mięso, koty były bardzo, ale to bardzo zainteresowane. Pokroiłam, część zmieliłam, wymieszałam, podałam i obie koty, razem, tak, jak wcześniej były gotowe wejść mi na głowę, tak po podaniu mieszanki zrobiły w tył zwrot i do widzenia. Lolka wróciła i podjadła trochę, teraz wróciła znów i znów podjadła (co ciekawe, prawie nie pije wody z miseczki, chociaż do wczoraj żłopała hektolitrami). Whiskey natomiast obraziła się na amen i jeść nie będzie, chociaż z mięsem wcześniej problemów nie było.
Zastanawiam się, czy to nie jest kwestia konsystencji - obie bezproblemowo zjadały mięso w kawałkach (różne gatunki), ale w mieszance - ble. Lolka wyciąga większe kawałki i zjada, Whiskey nawet nie spróbowała, ona jeść tego nie będzie i koniec. Na kolację podam dziadówom dobrą mokrą karmę, ale jutro rano chciałam wrócić do mieszanki, tylko nie wiem, czy znów mi się nie poobrażają, no i Lolka nie może głodować, Whiskey zresztą też nie, chociaż ona zawsze jadła mało.
Coś mi się wydaje, że trzeba będzie zmienić trochę system - mrozić czyste porcje niepokrojonego mięsa, a kroić i suplementować dopiero przed podaniem. Czy tak może być?
Jeśli Ci się wydaje, że to sprawa konsystencji, nie miel części mięsa, tylko całość pokrój, może będzie lepiej. Albo wlej mniej wody. Musisz próbować na różne sposoby, w końcu któryś się sprawdzi. Suple dodane na "surowo", bez przemrożenia, nie zawsze budzą akceptację, ale tego też możesz spróbować, a nuż u Twoich kotów się to sprawdzi. Tylko niektórych będą to mikroskopijne ilości w jednej porcji mieszanki, więc ciężko Ci będzie podzielić, dużo zmarnujesz (np. wit. E z kapsułki).
Lolka w końcu się przemogła, przynajmniej do większych kawałków, ale finalnie zjadła swój przydział wagowy. Nie pije i nie sika tyle, co wcześniej, skorzystała z kuwety zamiast lać na podłogę, i nie był to ocean siuśków, co najwyżej jezioro. Mam nadzieję, że ten stan się utrzyma, kot wydaje się być w nieco lepszej formie - słyszę, że właśnie futruje śniadanko, więc może jej nie trzeba będzie niczego zmieniać, tylko z Whiskey pokombinuję.
Fajnie, że tu trafiłam, ale przed wetką chyba będę musiała ukryć, że kot jest na BARFie ;) Wetka uważa, że tylko gotowe karmy są w stanie zapewnić kotu zdrowie, ale jeśli kot będzie w dobrej kondycji, może się przekona.
Fajnie, że tu trafiłam, ale przed wetką chyba będę musiała ukryć, że kot jest na BARFie ;) Wetka uważa, że tylko gotowe karmy są w stanie zapewnić kotu zdrowie, ale jeśli kot będzie w dobrej kondycji, może się przekona.
Nie musisz w ogóle rozmawiać z wetką na temat BARFa, jeśli obawiasz się, że jej brak akceptacji dla tego sposobu żywienia mógłby negatywnie wpłynąć na twoje "morale"
. To twoja sprawa czym karmisz koty, a ona nie jest specjalistą dietetykiem.
Odnośnie konsystencji BARFa, to próbuj stopniowo wprowadzać niewielką zmieloną część. Możesz też pozostać przy samym krojeniu:
BARF w kawałkach.
Mielona część potrzebna jest do "schowania" w niej suplementów i wody. Po prostu mielonka
przyjmuje suplementową zupkę tak, że koty zjadają ją wraz z mięsem.
Odnośnie konsystencji BARFa, to próbuj stopniowo wprowadzać niewielką zmieloną część. Możesz też pozostać przy samym krojeniu:
BARF w kawałkach.
Mielona część potrzebna jest do "schowania" w niej suplementów i wody. Po prostu mielonka
przyjmuje suplementową zupkę tak, że koty zjadają ją wraz z mięsem.
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
Wetkami o tyle się przejmuję, że mnie zawsze pytają, czy już zmieniłam karmę i na jaką. Enigmatycznie odpowiadam, że na odpowiednią, ale trochę mi głupio tak kręcić.
Jutro kolejny pomiar cukru, okaże się, czy idziemy w dobrą stronę, czy wręcz przeciwnie. Na razie testujemy różne rodzaje mięsa, kurza wątróbka została potraktowana entuzjastycznie, ale łopatka wieprzowa wręcz przeciwnie. Spisuję sobie Lolczyne upodobania - ze świadomością, że za kwartał mogą one wyglądać zupełnie inaczej.
---
Po godzinnej przerwie w pisaniu posta okazało się, że łopatka również znalazła uznanie. Nic pewnego na tym świecie ;)
Jutro kolejny pomiar cukru, okaże się, czy idziemy w dobrą stronę, czy wręcz przeciwnie. Na razie testujemy różne rodzaje mięsa, kurza wątróbka została potraktowana entuzjastycznie, ale łopatka wieprzowa wręcz przeciwnie. Spisuję sobie Lolczyne upodobania - ze świadomością, że za kwartał mogą one wyglądać zupełnie inaczej.
---
Po godzinnej przerwie w pisaniu posta okazało się, że łopatka również znalazła uznanie. Nic pewnego na tym świecie ;)
- Mrowiszcze
- Moderator
- Posty: 475
- Rejestracja: 2016-10-07, 22:58
- Lokalizacja: Francja
Łycha chyba się przekonuje - okazuje się, że dobrze zrobiłam, nie zmuszając jej do zmian, bo zaczęła się interesować nową paszą sama z siebie, wcześniej było kręcenie hrabiowskim nosem, teraz jest dyskretne (żebym sobie nie pomyślała, że chce) zainteresowanie i zaglądanie do Lolczynej miski.
Dziewczyny wyglądają tak:
Whiskey - widać po oczach, że to świruska ;)
I Lolella solo
oraz ze swoją podopieczną (moja córka twierdzi, że Lolka to jej niania):

Dziewczyny wyglądają tak:
Whiskey - widać po oczach, że to świruska ;)
I Lolella solo
oraz ze swoją podopieczną (moja córka twierdzi, że Lolka to jej niania):
