No i oczywiście jak tylko zobaczył Tośka to od razu warkot
Musiałam podjechać do hurtowni chemicznej - Tosiek został w sypialni, Rico na wszelki wypadek w łazience a Skipper mógł buszować po mieszkaniu. Zamelinował się ostatecznie (po zjedzeniu śniadania) na meblach kuchennych, Tosiek po wypuszczeniu z sypialni od razu poleciał na drapak, tam gdzie Skipper ostatnio siedział, a jak go tam nie zastał to skierował się do kuchni. Oczywiście wskoczył na meble kuchenne i znowu o mało do bójki nie doszło, bo Skipper tradycyjnie zaczął warczeć, a jak zaczął warczeć to Tosiek od razu go zaatakował z takim wrzaskiem, że ja sama się przestraszyłam. Na szczęście Skip tak ryknął na niego, że Tosiek błyskawicznie się wycofał, do łapoczynów nie doszło
Basiek, wzięcie Tolki na DT przy moich 3 kotach to była jedna z największych głupot, jaką zrobiłam i nic tego nie zmieniBasiek pisze:Rozumiem Cię, gdy człowiek widzi jak zdenerwowany jest jego kot, to nie chce brać bezdomniaczka. Ale z drugiej strony, jak tu taką śliczną kruszynkę zostawić? Jak nie ratować życia takiemu maleństwu? Gdy wzięłam Gucia i widziałam stres Julka, to bardzo żałowałam na początku mojej decyzji o dokoceniu.
Teraz gdy opiekuję się Guciolkiem, a on jest taki biedny i jednocześnie bardzo cierpliwy (bierze wszystkie leki, które mu podaję), to mam poczucie winy, że kiedyś tak pomyślałem. Nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji.
Gdybyś nie przygarnęła Toli, wyrzuty sumienia by Cię "zjadły".
No ale szkoda mi się biedactwa zrobiło. Miała na tyle szczęścia, że jest lato i mogę ją trzymać na balkonie, bo gdyby to było tak jak w zeszłym roku z Marlenką (początek października) to sorry, ale zapchlonego kota do domu bym w życiu nie wzięła.
A teraz dzięki swojej głupocie mam gehennę do końca sierpnia w postaci braku możliwości wypuszczenia na balkon moich kotów, wyjścia samej na balkon (boję się, żeby tych pcheł nie przenieść, za każdym wyjściem do sprzątnięcia kuwety myję i dezynfekuję buty i ręce), wysuszenia prania itp. Na balkonie jest totalny burdel, bo panna poroznosiła i porozsypywała żwirek, a że włazi łapami w miseczkę z wodą to dodatkowo balkon zapaćkany na biało. I jeszcze dzisiaj czeka mnie sprzątanie generalne i dezynfekcja balkonu, w szczególności tego wiklinowego regału - panna się pod niego chowa jak słońce świeci i tam może być największe skupisko ewentualnych larw (zgodnie z info na temat cyklu rozwojowego pcheł to do niedzieli powinny się już wszystkie wykluć).
Tak że tak jak napisałam - Tola to jest ostatni kot, którego wzięłam na DT. Bo przy Skipperze niestety DT nie można mieć. I nic tego Basiek nie zmieni. Jak podrzucą kolejnego kota, to najwyżej będę gdzie indziej parkować i wchodzić innym wejściem, żeby go nie oglądać. Mam swoje 3 koty, za które przede wszystkim jestem odpowiedzialna i niestety nie mogę w nieskończoność ponosić odpowiedzialności również za czyny jakichś zwyrodnialców, którzy wyrzucają małe kociaki
Jutro niestety Tośka i Rico czekają kolejne nerwy, bo pojadę z nimi do weta, że uszy obejrzał - na moje oko są czyste, ale jakoś podejrzanie głowami potrząsają więc wolę sprawdzić na wszelki wypadek i jak coś, to od razu zaaplikować stosowny preparat.
Tosiek i Rico oglądają panienkę z odległości niecałe pół metra, jak ją karmię. I żaden na nią nie warczy ani nie fuczy, tylko patrzą z niekłamaną ciekawością i widzę, że nastawienie mają bardzo przyjazne, wyciągają te kudłate szyje jak żurawieBasiek pisze:Może Tosiek się stresuje, że nie może wyjść na balkon i panny obejrzeć z bliska, frustrację swoją rozładowuje na kompanach?Zakochany platonicznie Romeo?