IzabelaW pisze:Laidee, już dawno przyszło mi do głowy to, o czym piszesz. Ale doszłam do wniosku, że to chyba jednak nie do końca tak - gdyby to był problem selenu ogólnie zawartego w mięsie dostępnym w dzisiejszych czasach, to większość naszych psów i kotów byłaby chronicznie nim zatruta. Bo selen w nadwyżce byłby wtedy wszędzie, zarówno w mieszankach barfowych, jak i karmach gotowych (tym bardziej, że te często są dodatkowo przez producentów selenowane). Być może zatruci byliby również ludzie, jedzący dużo mięsa.
Niektórzy pewnie są, choć powszechność Hashimoto wskazuje jednak na częstszy problem z niedoborem selenu niż nadmiarem. Większość osób nigdy w życiu nie bada sobie poziomu poszczególnych pierwiastków.
Moja mama z racji przyjmowanych leków bada sobie te poziomy ciągle i widzę mniej więcej na bieżąco, o ile przekroczona musi być norma, żeby pojawiły się komplikacje zdrowotne. Koty mogą mieć jednak zupełnie inny margines tolerancji, nie jest więc tak, że ten sam nadmiar selenu da u dwóch tak różnych organizmów objawy przedawkowania.
Nigdzie również nie postawiłam tezy, że w każdym mięsie od każdego dostawcy selenu jest za dużo. Wystarczy, że jest tak np. w Twoim przypadku, bo trafi się jeden hodowca, który pasie krowy czy kury paszą z toną selenu i już. Jeżeli więc (czysto przykładowo) robisz dłużej zakupy w jednym miejscu to kot nadmiar selenu spożyje w tym mięsie.
Poza tym żadne z nas zapewne nie je dokładnie tego samego, co nasze koty. Jemy też mniej procentowo mięsa. Nawet więc jeżeli selen w nadmiernej ilości byłby w mięsie to bardziej odczułyby to nasze koty niż my. Odwrotnie też to oczywiście działa. Nie podważa to więc w żaden sposób możliwości tego, że kotom szkodzi np. mięso a nie drożdże.
Może być więc tak, że ludzie mają niedobór jakiegoś pierwiastka, a koty domowe jego nadmiar albo odwrotnie, nawet w sytuacji, w której jedzą mięso z tego samego źródła.
Jest zbyt wiele zmiennych, by proste badanie dało na to odpowiedź.
IzabelaW pisze:Największy problem w temacie wątku widzę w braku ujednoliconych norm laboratotyjnych (być może też w metodach pomiaru) Przez to interpretacja wyniku badania zawartości selenu we krwi czy gdzie indziej może być błędna. Podobną sprawę przechodziłam z amylazą u mojego kota. Zrobiłam badania w 2 labach, wynik sam w sobie był podobny, ale normy tak diametralnie różne, że wg jednego kot był zdrowy, wg drugiego miał problem.
Normy badań laboratoryjnych zmieniają się też w tych samych labach z upływem czasu. tego, co jest mi wiadome, w przypadku norm ludzkich, kiedyś za absolutnie normalne uznawano poziomy cukru lub glukozy, które teraz kwalifikują nas do specjalistycznego leczenia. Normy badań są też różne w różnych krajach. Wystarczy czasem przekroczyć granicę, by z osoby całkowicie zdrowej stać się osobą żyjącą niemal cudem ;)
Normy laboratoryjne to uśredniony wynik badań grupy jednostek uznanych za zdrowe. Jeżeli więc te jednostki - z dowolnego powodu - będą mieć dany parametr podwyższony, to i ogólna norma będzie wyższa. Jeżeli np. cierpiałyby na niedobór jakiegoś pierwiastka to i norma będzie zaniżona, a wynik obiektywnie "zły" będzie wyznaczał w tym momencie normę.
Nie trzeba geniusza, żeby stwierdzić, że jeżeli za wyznacznik przyjęlibyśmy wyniki badań kotów karmionych RC to zapewne wyniki badań najzdrowszych na świecie kotów karmionych BARF byłyby wynikami nieprawidłowymi. Przerabiam to za każdym razem, jak idę do Kasi Jodkowskiej czyścić kotom zęby, bo ona zawsze patrząc na normy badań mówi, że u nas jest BARF, a u kotów karmionych mięsem wyniki badań krwi zawsze są inne niż u kotów na chrupach.
Wszystko zależy więc od właściwości grupy, która była badana, aby ustalić normę.
Skupienie się na drożdżach i selenie w drożdżach ma jeszcze jeden aspekt. Parę osób w tym wątku wpisało, że ich zwierzęta nie czują się dobrze zrzucając winę na selen. To też jest niebezpieczne, bo przyczyna może być zupełnie inna, a skupiając się na konkretnym pierwiastku świadomie lub nie możemy ograniczyć sobie możliwość zdiagnozowania właściwej przyczyny.